Razem łatwiej

Autor: Witek Polakowski | Dodany: 2002-10-13

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Rozmawiając z wędkarzami nad wodą, często słyszę narzekania, czy to na brak ryb, czy to na kłusownictwo, czy też na złą gospodarkę PZW. Jest w tym niewątpliwie dużo racji ale...



Na początku lat dziewięćdziesiątych po okresie świetności zaczął się powolny regres pomorskich rzek. Przyczyn takiego stanu rzeczy było wiele, jednak śmiem twierdzić, że jedną z najważniejszych było konsumpcyjne podejście do wędkarstwa. Zjawisko tzw. kompletomanii w połączeniu ze znacznym wzrostem liczby łowiących na "wodach górskich" nie mogło pozostać obojętne dla rybostanu.
I chociaż wraz ze spadkiem pogłowia ryb łososiowatych przyszło opamiętanie, to dla większości pomorskich rzek było już za późno. Na domiar złego jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać tuczarnie pstrąga tęczowego, często prowizoryczne, z maksymalną obsadą ryb, bez osadników. W upalne lato potrafią "zabrać" prawie całą wodę z rzeki, nie przejmując się wymaganym przepływem biologicznym. Na fali "czystej energii" budowane są małe elektrownie wodne, odcinając rybom drogę na tarlisk ( bo kto by się przejmował jakąś przepławką...). Liczne powodzie w Polsce ożywiają meliorantów, pod ich ciosem pada niejedna rzeczka. Bieda uaktywnia kłusowników, którzy skutecznie zajmują się resztkami pstrągów i lipieni.

Wypadałoby tylko załamać ręce... na szczęście znalazła się jednak w Wejherowie grupa ludzi, która pragnęła przeciwdziałać tym niekorzystnym zjawiskom. Nie bez kłopotów zawiązujemy Klub Muchowy "Lipień". Mamy się na kim wzorować bowiem podobne działania od dłuższego czasu prowadzi Klub "Pstrąg" z Gdańska. W tym samym okresie powstaje też Towarzystwo Przyjaciół Rzeki Redy.



Z mozołem wprowadzamy w życie ideę "no kill". Wszelkie zawody rozgrywamy tym sposobem. Wiele osób właśnie podczas zawodów wypuszcza pierwszy raz wymiarową rybę, odkrywając ze zdziwieniem jaka to frajda. Przekłada się to na prywatne łowienie i słowo "komplet" szybko znika z wędkarskiego słownika. Dziś, po prawie pięciu latach działalności Klubu, wypuszczanie wymiarowych ryb stało się niemal regułą.

Prawie wszyscy członkowie Klubu należą do SSR. Przynajmniej dwa razy w tygodniu, któryś z naszych patroli, niekiedy w asyście Straży Miejskiej, czy Policji jest nad wodą. Kłusownicy byli, są i zapewne będą, nie mają jednak z nami łatwego życia...



Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek w końcu utonie we własnych śmieciach. Będąc nad wodą nie trudno zauważyć, że jest w tym sporo prawdy. Co robić, trzeba było zakasać rękawy i sprzątać... Co roku mamy kilka akcji sprzątania śmieci, niekiedy pomagają nam w nich złapani kłusownicy. Mogą z pożytkiem dla rzeki odkupić swoje winy...Udało nam się także jak na razie obronić rzekę Redę przed melioracją. Plany takie bowiem pod naciskiem różnych grup zostały wcześniej opracowane i od czasu do czasu ktoś mądry wyciąga je na światło dzienne...Oczywiście aktywnie uczestniczymy w zarybieniach, czy przerzutach ryb. Postulujemy różne formy ochrony. Od dwóch lat walczymy o zwiększenie do 35 cm wymiaru ochronnego lipienia na Redzie.

Bardzo dobrze układa się nam współpraca z władzami miejskimi. To bardzo ważne, bo bez tego wsparcia wiele naszych działań spaliłoby na panewce. To tylko niektóre z zadań jakie podejmujemy aby być fair w stosunku do przyrody. Bardzo ważna jest koleżeńska atmosfera w Klubie. Nikt nie robi tajemnicy z much na jakie "połowił", wszyscy dzielą się swoimi spostrzeżeniami, stąd młodzi adepci muszkarstwa szybko dochodzą do wprawy. Wspólne wyprawy, zawody czy spotkania zawsze są mile wspominane. Bo razem nie tylko łatwiej coś osiągnąć, ale i przyjemniej...



Klubów takich jak nasz jest w Polsce wiele. Dzięki zrzeszonym w nich pasjonatom wędkarstwa w rzekach pływają jeszcze ryby z płetwą tłuszczową a spłycony w ostatnich latach obraz polskiego muszkarza zaczyna odzyskiwać dawny blask. Niestety jest też druga strona medalu - wciąż istnieją kluby muchowe, często o długiej tradycji, które są na bakier z etyką czy ochroną wód. Liczne zawody na "bitej rybie" czy suto zakrapiane mięsiarskie eskapady po różnych rzekach w kraju nie przynoszą im chwały...

Nie wszystko zrobiliśmy dobrze, niektórych celów nie udało się nam osiągnąć, niekiedy było dużo gadania, z którego nic nie wynikło, ale z optymizmem patrzymy w przyszłość. Nie jesteśmy osamotnieni; obok wspomnianego gdańskiego Klubu "Pstrąg", aktywnie działa także Klub "Dolina Łeby" z Lęborka czy "Trzy Rzeki" ze Słupska. Z inicjatywy Tomasza Lerocha nastąpiło w zeszłym roku wspólne spotkanie, a jesienią tego roku planowane jest następne. Może kiedyś dzięki naszym wysiłkom pomorskie rzeki powrócą do dawnej świetności...

A tym, którzy nauczyli się tylko narzekać radzę, aby sami dali też coś z siebie. Nie sztuką bowiem brać ale dawać...
Inne materiały autora:


Rzuć okiem na pupę!


Wysocki – na zimowego potoka


muchy trociowe Edmunda Antropika


Frąckiewicz - majówkowe haute couture


Whillock - po prostu szaleństwo!