W szaleństwie jest metoda...

Autor: Maciek Gorecki | Dodany: 2003-03-05

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Dziesiątki maili i telefonów: W końcu spotykamy się w hotelowym barze przy okazji jednego z muszkarskich zlotów.
- Bass. A co dla ciebie?- pytam
- Whisky and coke.
- ??? …
- Nie przepadam za angielskim piwem. Wolę lekkie lagery: Becks, Heineken, Grolsch…
Rozmawiamy chwilę o piwach oglądając małą kolekcję much leżących na blacie. Od czasu do czasu jakiś barman, klient lub personel hotelu przerywa nam rozmowę pytając o muchy. „A z czego to? Do czego to służy?” Jednak z łyku na łyk rozmowa nabiera płynnych kształtów i zaczynamy powoli przechodzić do meritum. Trzydziestosiedmioletni Paul Whillock opowiada o swojej pasji emocjonując się mocno, często wplatając w zdania słowo „crazy” ( ang.: szalony, zwariowany), zarówno w pejoratywnym jak i pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Początki
Tak naprawdę to zacząłem kręcić muchy trochę z desperacji. Piętnaście lat temu, w angielskich sklepach nie mogłem kupić niczego przyzwoitego. Kupiłem mały zestaw do wykonywania sztucznych much i bardzo mi się to spodobało. Oczywiście zacząłem robić normalne muchy do łowienia. Później spodobały mi się muchy łososiowe i zacząłem je robić. Niestety materiały do wykonywania much łososiowych są dość drogie a poza tym okazało się, że mam straszną alergię na sierści i nie mogę używać wielu podstawowych materiałów. Stąd zainteresowałem się muchami realistycznymi, a co za tym idzie entomologią. Poszukiwałem materiałów, na jakie nie jestem uczulony... rafia, syntetyki...

Ryby i rzeki
Uwielbiam łowić pstrągi. Łowię kilka lat dłużej niż robię muchy. Jeżdżę głównie z bratem na przepiękne rzeki Walii. Łowiłem na Dee i Dsynni, ale moją ulubioną rzeka jest walijska Teifi. Nie, nie ma tam dużych pstrągów, ale bardzo lubię te okolice. Wychowałem się i mieszkam w angielskim miasteczku Solihull gdzie nie ma żadnej pstrągowej rzeki w okolicy. W Anglii łowiłem na słynnych rzekach Test i Itchen, ale są to łowiska dość drogie. No, może nie tak drogie jak niektóre łowiska łososiowe Szkocji, gdzie cena za dzień może dochodzić do 5000 funtów – crazy!
Bardzo chciałbym połowić łososie albo steelheady w Stanach... Różni znajomi zapraszają mnie do Stanów na ryby, ale nie mam na to czasu. Żona, dwójka dzieci i muchy... W zeszłym roku byłem na rybach tylko cztery razy. W tym, mam nadzieję połowić trochę więcej. Może pięć... Oczywiście dość często jestem nad różnymi lokalnymi rzeczkami i stawami by kolekcjonować owady, ale nie na rybach.

Mistrzowie imadła
Jeśli chodzi o normalne muchy do łowienia to, przynajmniej w Anglii, nie dzieje się ostatnio nic ciekawego. Zobacz brytyjskie magazyny – te same artykuły, te same muchy: buzer, buzer, buzer... It’s crazy. Ile razy można czytać te same rzeczy? Stare angielskie autorytety unikają dyskusji z młodym pokoleniem a sami nie zawsze mają wiele nowego do zaoferowania. Angielskie środowisko muszkarskie jest niestety bardzo podzielone i dość zawistne. W klasie „much do łowienia” (ang. fishing flies) interesujące są prace Steva Thorntona, który ma zdolność do syntezowania detali i w pewnym sensie jego „muchy do łowienia” są jakby prawie realistycznymi muchami do łowienia.

W imitacjach stricte realistycznych jest trochę lepiej. Niewiele osób to robi, ale poziom jest dość dobry. Moimi mistrzami są zdecydowanie Bob Mead na pierwszym miejscu, oraz Bill Logan. Przepięknie szaleni.
Niektórzy mówią, że muchy Logana to już nie muchy, bo czasem wypieka je z ceramiki w piecach. Ja nie stosuje takich materiałowo-technologicznych podziałów. Z młodszych realistów na uwagę zasługuje Nadica Stancewa z Macedonii, bardzo wysoko cenię jej pracę.
W łososiowych full dressach na pewno Paul Ptalis jest niekwestionowanym mistrzem. Najwyżej jednak cenię Teda Patlana. Doskonałe proporcje i kolory. Crazy.

Praca
Uwielbiam to robić. Do tego stopnia, że 3-4 lata temu porzuciłem „karierę” angielskiego listonosza i zacząłem robić muchy na pełny etat. Sprzedawałem głównie normalne muchy do łowienia, przez internet. Dziś robię głównie muchy realistyczne, często na zamówienie. Ostatnio sprzedaję coraz więcej do Stanów.
Ile czasu zabiera mi zrobienie jednej muchy? Zależy. Nimfa widelinicy-zajęła mi 132 godziny. Inne muchy były znacznie łatwiejsze, kilkadziesiąt godzin.
Praktycznie kręcę muchy codziennie od świtu do nocy i nawet żona ma problemy z oderwaniem mnie od imadła. Zawsze pracuje tylko nad jedna muchą od początku do końca, pozwala mi to skupić się na detalu. Robię to tak długo aż będzie dobrze i najgorsze jest to, że nie ma miejsca na pomyłki. Zdarzyło mi się kiedyś przyciąć nieopatrznie antenkę wykonanej już nimfy. Nie powiem żebym się nie zdenerwował, ale mam ciągle jeszcze ta nimfę i traktuje ją jako nimfę-kalekę.
Przy pracy lubię słuchać muzyki. W zasadzie najbardziej lubię rocka, ale słucham wszystkiego, od muzyki klasycznej do współczesnego rocka. Od Beethovena, przez Bocelliego do Linkin Park i Limp Bizkit. Tylko przy najbardziej skomplikowanych detalach lubię pracować w ciszy.
Moje muchy to nie tylko oczywiście imadło. Często jeżdżę kolekcjonować owady. Zaraz po złapaniu owada porównuje kolor używając skali Gary'ego Borgera i robię dokładne notatki. Kolory zawsze porównuję w naturalnym świetle słonecznym. Zresztą także do oświetlenia imadła używam żarówek o zbliżonej do słonecznej temperaturze światła. Zakonserwowane owady zmieniają kolory, więc służą mi jedynie do odwzorowania formy.

Materiały
Używam ogólnie dostępnych materiałów, oczywiście z wyjątkiem sierści, na które mam alergię. Materiały nie są najważniejszą sprawą, ważne jest sposób ich użycia. Czasem do najlepszych rezultatów można dojść używając standardowych materiałów niestandardowymi metodami. Na przykład antenki moich nimf zrobione są ze zwykłej żyłki 0,50 mm, która zeszlifowuję ręcznie papierem ściernym do pożądanego kształtu.
Na skrzydełka much używam głównie czystej i cienkiej błony fotograficznej, ale ciągle szukam ciekawszego, znacznie cieńszego materiału. Skrzydełka owadów robię w ten sposób, że najpierw wiernie zeskanowuję skrzydełka uśmierconego owada. Następnie powiększam zeskanowane skrzydełka do takiego formatu abym wyraźnie widział wszystkie żyłeczki i drukuję. Na ten duży wydruk nakładam kalkę kreślarską i dokładnie przerysowuję na nią wzór skrzydełek i przenoszę go tuszem na papier. Później skanuję duży, wyraźny rysunek na papierze i rezultat pomniejszam do oryginalnego formatu skrzydeł owada. Tak pomniejszony skan wystarczy wydrukować na folii i mam dokładnie taka sama siatkę żyłek na moich imitacjach jak u prawdziwego owada. Oczywiście później maluje skrzydełka stosując różne farby, tusze i lakiery. Kolory i powłoki na ogół nakładam kciukiem a nie pędzelkiem, i raczej wcieram je warstwa w warstwę niż maluję. Nakładanie kolorów palcami pozwala mi często zlikwidować nie zawsze pożądany połysk.
Odnóża, głownie nimf, najczęściej odlewam ze zwykłego lateksu.

Implikacje praktyczne
Tak samo jak muchy łososiowe – full dress, muchy realistyczne są sztuka dla sztuki. Chociaż... Kiedyś mój brat Lee namówił mnie, aby spróbować łowić na jedna z moich realistycznych nimf. Pojechaliśmy więc na krystalicznie czysta rzeczkę w Walii i obserwowaliśmy ze skarpy stadko pstrągów. Zawiązaliśmy realistyczną nimfę i przepuszczaliśmy ja przez stadko pstrążków. Kilka pstrągów zastukało w muchę nosami, ale żaden nie wziął. W końcu na nimfę za około 225$ złowiliśmy klenia! Crazy.
Wracając do pytania o praktyczne zastosowanie to wydaje mi się, że realistyczne muchy mogą być inspiracją do tworzenia trochę lepszych much do łowienia oraz wskazówką, że można zrobić coś inaczej, czasem lepiej.

Plany
Zacząłem pisać książkę o tworzeniu realistycznych imitacji owadów. Chociaż opiszę tam krok po kroku swoje sposoby wykonywania poszczególnych imitacji, głównie chodzi mi o to, aby muszkarz zapomniał o tym, co o robieniu much przeczytał i spojrzał na wykonywanie much z zupełnie innego, indywidualnego punktu widzenia. Wykonywanie much to stara, piękna i fantastyczna tradycja, ale nie chodzi o to by przez kilkaset lat używać tych samych materiałów zawsze w ten sam sposób. Zapomnij! Spójrz na problem z innej strony.
Oprócz książki, dużo czasu zajmuje mi przygotowanie mojego internetowego portalu: www.MasterclassFlies.com. Mam nadzieję, że portal ruszy w kwietniu 2003.
Poza tym mam kilka szalonych pomysłów i zobaczysz, że to, co robię teraz, to jeszcze nic. Zobaczysz jesienią. Naprawdę crazy!

- Okay, zobaczymy jesienią. Dziękuję za spotkanie.


Na podstawie rozmów opinie Paula Whillocka zebrał Maciek Gorecki.


Galerię wyjątkowych much Paula Whillocka możesz zobaczyć tutaj
NaMuche.pl
Inne materiały autora:


Wysocki – na zimowego potoka


Frąckiewicz - duże mokre


Frąckiewicz - majówkowe haute couture


Polskie majówki cz. 1


Polskie majówki cz. 2