• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

My, wędkarze, to potęga, cz.2

Liczba wędkarzy zrzeszonych w Polskim Związku Wędkarskim (PZW), to obecnie ponad 600 tys. osób. Do tego dochodzi kilkaset tysięcy pozostałych wędkarzy, według nomenklatury (nazewnictwa) PZW – tzw. niezrzeszonych.

Liczba wędkarzy zrzeszonych w Polskim Związku Wędkarskim (PZW), to obecnie ponad 600 tys. osób. Do tego dochodzi kilkaset tysięcy pozostałych wędkarzy, według nomenklatury (nazewnictwa) PZW – tzw. niezrzeszonych.

Od roku 1950, czyli daty rocznej powstania PZW, znacząca i stale rosnąca liczba osób skupiona pod jednym sztandarem, stała się atrakcyjna dla nomenklatury, ale w tym przypadku politycznej. Inwigilowanie działaczy społecznych i pracowników etatowych przez Partię było tym łatwiejsze, że PZW otrzymał pozwolenie na zorganizowanie swoich struktur na wodach państwowych. To właśnie posiadanie tego atutu daje teraz Państwu możliwość na odebranie PZW większości dzierżawionych wód. Bez tych wód PZW nie ma podstaw do istnienia. Właśnie ta krytyczna chwila w historii PZW spowodowała, że nastąpiło zwarcie szeregów, wśród wpływowych członków PZW. Szkoda tylko, że w swoim kilkudziesięcioletnim istnieniu, dla wzmocnienia swojej hegemonii PZW nie potrafił wykorzystać faktu, że w jego szeregach były i są osoby wpływowe (co, by przez to określenie nie rozumieć). Wystarczy spojrzeć na Polski Związek Łowiecki, więc pozostawiam dalsze wynurzenia w tej kwestii bez dalszego komentarza.

Jednak zgodnie z obowiązującą w PRL doktryną, PZW postawił na siermiężne rzesze społeczne i środowisko, jak to delikatnie powiedziano w jednym z kabaretów – „zubożałe kulturalnie”, a w konsekwencji bez kindersztuby wędkarskiej. Widać to i czuć na każdym kroku. PZW nadal hołubi zakompleksionych oraz sfrustrowanych, którzy dowartościowują się jako działacze związkowi. Na to, niestety pozwala struktura zarządzania, właściwie nie zmieniona od początku istnienia PZW, poprzez liczebnie rozbudowane Zarządy i Komisje. Iluż jeszcze wartościowych intelektualnie wędkarzy musi usunąć się w cień, zdeptanych przez tych, którym wydaje się, że pozjadali wszelkie rozumy i mają władzę na wszystkich szczeblach zarządzania PZW?  Dla większości wędkarzy pochodzących z wyżej wymienionego środowiska – kodeks honorowy nie liczy się. Ba, nawet regulaminy i zezwolenia są u nich w głębokim poważaniu. Poprzez swoje nieprawne i nieetyczne postępowanie, wprowadzają degrengoladę w PZW. Więc nie dziwota, że inni wykorzystują tę sytuację.

A, wydaje się, że tak niewiele potrzeba. Kluczem do uporządkowania wielu spraw na polu wędkarskim jest dyscyplina społeczna. Dyscyplina, którą należałoby wymuszać żelazną konsekwencją wobec wędkarzy popełniających wykroczenia, ale przede wszystkim na kłusownikach wędkarsko-rybackich. Oczywiście, przy pełnym wsparciu instytucji i organów ścigania. Jednak do tego, należałoby zmienić prawo krajowe i związkowe. Tu, nie należy liczyć się ze zdaniem rzeszy siermiężnych wędkarzy, którzy opacznie pojmują pojęcia demokracji, godności i honoru. To właśnie tego pokroju ludzie „walą” wszelkiego rodzaju próby wprowadzenia ogłady i ładu w wędkarstwie. Nadszedł już najwyższy czas, żeby na chwilę odłożyć opacznie pojmowaną przez nich równość społeczną. Na nią przyszedłby odpowiedni czas, po uporządkowaniu kilku spraw.

Jeżeli ktoś mi powie, że tzw. „mentalność narodowa” nie ma wpływu na to, co dzieje się w tym przypadku w wędkarstwie, to pozwolę sobie nie zgodzić się z takim poglądem. Zadam więc pytanie, z pominięciem państw tzw. Europy Zachodniej. Dlaczego takie państwa jak: Litwa, Łotwa, Estonia, czy Czechy, które także przez wiele lat były pod wpływem socjalistycznej rzeczywistości, potrafiły w krótkim czasie uporać się z problemami, jakie nadal trapią wędkarstwo polskie? Odpowiadam – bo widocznie, tam zarządzają ludzie akuratni. Drastycznymi finansowo i nieodwołalnymi w egzekucji karami oraz ogłaszanymi powszechnie wyrokami, doprowadzono do wszechobecnego ładu. Bez szczegółowego rozpatrywania przepisów obowiązujących w poszczególnych krajach, to na wielu zbiornikach obowiązuje zakaz wędkowania ze środków pływających, a tam gdzie jest to dopuszczone, z kolei nie można stosować urządzeń elektronicznych typu echosondy, nawet pod groźbą konfiskaty łódki i samochodu. To spowodowało ograniczenie w dostępie wędkarzy do ostoi ryb.  Ci z polskich wędkarzy, którzy udają się na połowy łososia, chociażby na Litwę, doskonale wiedzą, czym grozi złamanie tamtejszych przepisów. Z kolei w Czechach, na najbardziej wartościowych odcinkach rzek krainy ryb łososiowatych, wędkarz ma możliwość wędkowania z limitem rocznym kilku wejść na wodę i to za słoną opłatą. W Czechach stwierdzono, że lipień stał się wymierającym gatunkiem, więc do mateczników tej ryby nie mogą trafiać ścieki, w szczególności socjalno-bytowe. Wszędzie obowiązują rejestry połowów.

Przyjrzyjmy się teraz naszym realiom. Wskazywałem już na zarządzanie Związkiem przez niekompetentnych i licznych działaczy społecznych. Co prawda, wprowadzane są przepisy ograniczające limity ilościowe i wymiary zabieranych ryb. Jednak limity ilościowe są limitami dobowymi. To powoduje, że nadal liczny procent wędkarzy zabierających ryby, ma niejako przyzwolenie na codzienne wędkowanie. Nokilowcy, w tym wyczynowcy, także mają podstawę do wędkowania kilka razy w tygodniu. Do tego dochodzi wykorzystywanie, coraz to doskonalszych echosond, bezproblemowa możliwość zakupu „wędki elektrycznej”, no i mamy efekt zadeptania i przełowienia wody. Ktoś, na to pozwala.

Wracając do efektywnego zdyscyplinowania rzeszy wędkarskiej, to w krajach uznanych za cywilizowane dochodzono do tego etapami. Na początku skupiono się na najwyższej rangi przewinieniach, tj. kłusownictwie wędkarsko-rybackim, np. nielegalnych połowach elektronarzędziami, połowach sieciowych, czy wędkowaniu w miejscach niedozwolonych. Za to, wyznaczono bardzo wysokie kary, które z całą bezwzględnością były egzekwowane i ogłaszane (nie patrząc na RODO). Później uporanie się z wykroczeniami wędkarskim, to był już pikuś.

Teraz nawiążę do sprawy relacji między wędkarzami a hydrotechnikami. Prace utrzymaniowe i roboty regulacyjne, to jeden z podstawowych czynników wpływających na dobrostan naszych rzek. Krótko mówiąc – ograniczających ich zasobność w ryby. Tylko uważni obserwatorzy widzą korelację zachodzącą między tymi dwoma środowiskami.  Z tym, że to drugie jest uprzywilejowane, a pierwsze jest tylko okresowym dzierżawcą wód płynących i przepływowych oraz użytkownikiem ośrodków hodowli ryb, wymagających uzyskania pozwoleń wodnoprawnych. Tyle w temacie. Resztę sobie dopowiedzcie.

Oczywiście, nie jest to jedyny atut lobby hydrotechnicznego. Głównie wynika on z prawa wodnego, a w szczególności dotyczy prac utrzymaniowych, mających zapobiec powodziom. Utrzymywanie wód jest realizowane przez:

1) wykaszanie roślin z dna oraz brzegów śródlądowych wód powierzchniowych;

2) usuwanie roślin pływających i korzeniących się w dnie śródlądowych wód powierzchniowych; 3) usuwanie drzew i krzewów porastających dno oraz brzegi śródlądowych wód powierzchniowych;

4) usuwanie ze śródlądowych wód powierzchniowych przeszkód naturalnych oraz wynikających z działalności człowieka;

5) zasypywanie wyrw w brzegach i dnie śródlądowych wód powierzchniowych oraz ich zabudowę biologiczną;

6) udrażnianie śródlądowych wód powierzchniowych przez usuwanie zatorów utrudniających swobodny przepływ wód oraz usuwanie namułów i rumoszu;

7) remont lub konserwację stanowiących własność właściciela wód:

a) ubezpieczeń w obrębie urządzeń wodnych,

b) budowli regulacyjnych;

8) rozbiórkę lub modyfikację tam bobrowych oraz zasypywanie nor bobrów lub nor innych zwierząt w brzegach śródlądowych wód powierzchniowych.

Prace utrzymaniowe, także mogą być prowadzone na terenie rezerwatów przyrody, gdzie samo przebywanie człowieka bez pozwolenia, nie wspominając już o wędkowaniu, jest karalne.

Zwracam uwagę na punkty 5 i 6 w zestawieniu prac utrzymaniowych, gdyż hydrotechnicy czynności te przeważnie przeprowadzają przy użyciu koparek – odmulając dno, prostując naturalne koryto, oskarpowując i wzmacniając brzegi palisadami lub tzw. „kamieniem ekologicznym”. W rzeczywistości, są to typowe roboty regulacyjne, zakazane w rezerwatach przyrody. Dziwię się, że jeszcze nikt z decydentów nie zwrócił uwagi na pojęcie odmulanie. Na rzekach o charakterze górskim i podgórskim, trudno mówić o odmulaniu, kiedy w naturalny sposób posiadają one twarde, żwirowo-kamieniste dno. Te przekręty słowne odbywają się za milczącą zgodą Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Od 7 do 31 stycznia 2025 roku trwają konsultacje społeczne projektów jedenastu Planów utrzymania wód w regionach wodnych, na obszarach działania PGW Wody Polskie Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej oraz sporządzonych dla tych dokumentów Prognoz oddziaływania na środowisko. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie zaprasza na konsultacje społeczne projektów jedenastu Planów utrzymania wód w regionach wodnych, na obszarach działania PGW Wody Polskie Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej oraz sporządzonych dla tych dokumentów Prognoz oddziaływania na środowisko:

https://www.gov.pl/web/wody-polskie/plany-utrzymania-wod

Jako wędkarze, nie przegapmy okazji, wyrażając w ankiecie swoje stanowisko odnośnie planów utrzymania wód w regionach wodnych, na obszarach działania PGW Wody Polskie Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej. Konsultacje społeczne mają to do siebie, że może uczestniczyć w nich każdy, czyli też przeciętny obywatel Polski. Ciekaw jestem, co będzie jeżeli ankiety wpłyną od ponad 600 tyś. członków zrzeszonych w PZW.

o mnie
Inne artykuły autora