• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

Oligoneuriella Rhenana w Stryju, czyli o korzeniach Wędkarstwa Muchowego w Polsce i Europie

W artykule Józefa Dziędzielewicza „Wycieczki po wschodnich Karpatach. I. Rys ogólny, podgórska dolina Prutu, Słobódka leśna, Kołomyja, Kniaźdwór i Peczyniżyn”, na łamach Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego (1877-2: 40-67), została przedrukowana krótka notka autora, opublikowana w 1875 w Czasopiśmie aptekarskim we Lwowie. Jest to bodajże najstarszy opis jętki Oligoneuriella w naszej literaturze. Oto tekst:

W artykule Józefa Dziędzielewicza „Wycieczki po wschodnich Karpatach. I. Rys ogólny, podgórska dolina Prutu, Słobódka leśna, Kołomyja, Kniaźdwór i Peczyniżyn”, na łamach Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego (1877-2: 40-67), została przedrukowana krótka notka autora, opublikowana w 1875 w Czasopiśmie aptekarskim we Lwowie. Jest to bodajże najstarszy opis jętki Oligoneuriella w naszej literaturze. Oto tekst:

  „Jętkę tę odkrył pierwszy dr Nowicki na podgórzu karpackim nad rzeką Stryjem. Jedyny okaz nadpsuty przechował się dotąd jeszcze w Muzeum Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego we Lwowie. Czyniąc dawniej wycieczki we wschodnio-północnej Galicji, nie natrafiłem jej i spostrzegłem dopiero pod Kołomyją.

 

-17-

  Już z wiosną odkryłem w Prucie mnóstwo poczwarek, które w kupkach po 40 do 50 łaziły po kamieniach wyścielających dno górskiej tej rzeki i rozrzuconych szeroko po obu jej brzegach.

Kryły się pod kamieniami w wodzie; ze zbliżającym się latem garnęły się do brzegu. Jedne z nich były ciemnobrunatne, inne żółtawe. Głowa ma kształt półkolistej tarczy. Pod rogowatym ciałem wałeczkowato zaokrąglonym kryją się trzy pary nóg krótkich; kałdun zakończony jest trzema kolcami. Z końcem lipca nastąpił wylęg poczwarek i powtarzał się każdego ciepłego wieczora także w pierwszych dniach sierpnia (24/7 - 7/8). Skrzydła małożyłki w stanie doskonałym są mleczno zabarwione, ciało szare, nogi i wąsy białe, malutkie oczy złożone wyglądają jak dwie czarne kropki. Z trzech wąsów jest średni tak u samca jako też u samicy krótszy; u samca są one okrągłe, u samicy wynoszą zaledwie 2 linie. Ponieważ skrzydła zrzadka są użyłkowane, nazwano ją małożyłką; nadreńską zaś dlatego, bo pierwsze opisy odnoszą się do okazów spostrzeganych nad Renem.

   Gdy słońce skryje się za widnokrąg i na wschodzie zaszarzeje, okazują się najpierw samce, snują się jakby straż przednia. Błądzą i krążą nad rzeką, lecąc z biegiem rzeki i na powrót.

   Z wzrastającym zmrokiem zwiększa się ich liczba i muszą się już wymijać wzajemnie aby nie uderzyć o siebie. Skoro pojawiają się nareszcie samice, powstaje zamęt i gonitwa, z chyżością gnanej burzą śnieżycy, z którą z większym jeszcze podobieństwem zjawisko porównać można, albowiem żyjątko białawe ma skrzydła. Śledzić jego ruchy w tem zawichrzeniu trudne bardzo zadanie, migają się bowiem tylko przed okiem i krążą nawzajem naokoło siebie w najzręczniejszych zwrotach. Latają wzdłuż całej rzeki, jedne gonią nad samą powierzchnią i tak nisko, że ledwie nie dotkną się fali, inne unoszą się wyżej do 3 sążni najdalej. Miejscami przelatują tylko pojedyncze okazy, nagle zlatuje rój cały, kręcąc się słupem jak rój komarów, lub zbijając się w bezładną kupę; nagle wszystko pierzcha w rozmaite strony i znowu przelatują pojedynczo tam i na powrót.

  I więcej samic zjawia się na jakim miejscu, tym liczniej zlatują się tam i samce, zazdrosna samców drużyna skupia się koło jednej samicy, okrążą ją naokoło, tworząc bukiet lub wieniec z trzepoczących skrzydeł. Po chwili rozsypują się samce w rozmaite strony, a samica pada z ciężarem płodu na wodę. Niesiona pluskającą falą walczy między zadaniem o byt potomostwa i między śmiercią i stara się zanurzyć przyszłe plemię w wodzie, skąd czerpać ma życie; tymczasem u powierzchni wody nagromadzone ryby czyhają na małożyłkę padającą jako na łakoć. Spostrzegłszy pomykającą ku sobie rybę, jętka zatrzepoce skrzydłami i wywija się w górę, ale spełnienie zadania przemaga trwogę śmierci bo znowu pada na wodę. Większa część ginie tym sposobem, niejedną fala bystrzejsza przykryje. Inna szczęśliwsza po złożeniu jaj podlatuje swobodnie, ale przez samców ponownie ścigana i zapłodniona, musi ulec bezsilna przeznaczeniu. Woda niegdyś kolebka, w której się wychowała, służy jej teraz za śmiertelną pościółkę.

   Między 8 a 9 godziną wieczorem pojaw ich najliczniejszy. Gdy się mocno zciemniać zaczyna, liczba coraz bardziej się zmniejsza. Jak z samego początku pojawiły się pierwsze okazy pojedynczo, tak teraz błądzą tu i ówdzie ostatnie z tą jednak różnicą, że pojaw zaczynały samce a kończą go samice. Na koniec zapada czarna zasłona nocy i wszystko zakrywa przed oczami badacza. Słychać tylko plusk fali, gdy ryby chwytają resztki sutej wieczerzy a po brzegu kwilą kuliki i wykrzykują krzyki zbierając małożyłki zleciałe na ziemię.

   Jętki jak wiele innych skrzydlatych owadów gromadzą się chętnie do światła. Chcąc dokładnego nabyć wyobrażenia o ilości jawiających się rojami jętek, wypłyńmy w czółnie na rzekę z zapaloną pochodnią lub łuczywem. Opadną nas w takiej liczbie, że znajdziemy się jak w rzeczywistej zawierusze śnieżnej. Niepodobna ani oczu ani ust otworzyć, bo padające na twarz

-18-

jętki co chwila uderzają i trzepocą się po niej. Rybacy korzystają z pory tego ich pojawu, bo nie potrzebują szukać ryb po głębinach, które nęcone obfitą zdobyczą gromadzą się u wierzchu

wody. Jednak nie każdego lata okazują się małożyłki w równej ilości; pojaw ich powtarza się wprawdzie corocznie, ale w takim mnóstwie, iżby jak warstwa śniegu pokryć mogły sobą nadbrzeżne okolice, pojawiają się one tylko w pewnych latach. Pod jakimi warunkami, pod jakim wpływem i prawem powtarzają się te ich pojawy, dotychczas nie zbadano. Małożyłka nadreńska, podobnie jak odródka śnieżyca, lata częstokroć podczas rojnego wystąpienia nad pobliskimi drogami. Okoliczność tę tylko tym sposobem wytłumaczyć można, że łudzą się jasnością drogi odbijającej od otaczających ją przedmiotów i nie mogą jej odróżnić od wody. Dowodziłoby to, że nie mają należycie wykształconych zmysłów spostrzegania i rozróżnienia. Wiele potomstwa marnieje z tego powodu nie znajdując warunków do życia.”

  W tekście zwraca uwagę zdanie, wtrącone mimochodem, o znaczeniu jętki dla rybaków. Informacja Petruskiego z 1847 z tej samej rzeki (patrz P&L za 1998) pozwala mi interpretować obserwacje Dziędzielewicza jako wskazanie na połów przy użyciu sztucznej muszki. Zresztą bardzo logiczne byłoby łowienie ryb na duże muszki z sierści niedźwiedzia w trakcie wylotu tej jętki. Proszę zwrócić uwagę, że współcześnie wielu wędkarzy na Dunajcu imituje tę jętkę (w tym kopulujące osobniki) dużymi muszkami z gęstą jeżynką. Co prawda teoretycznie możliwe było zakładanie dorosłego owada na haczyk, lecz fakt łowienia w bystrej rzece w ciemnościach raczej przemawia za odrzuceniem tej alternatywy (strasznie trudno jest łowić na naturalnego owada w takich warunkach, nie mówiąc już o problemach w założeniu delikatnego owada na haczyk).

  Jeżeli ta interpretacja jest słuszna, to można uczynić dalszy krok. Stawiam tezę, że tradycyjne wędkarstwo muchowe w Karpatach mogło się rozwinąć w oparciu o połów na suchą muszkę, na bazie imitacji tej jętki. Powszechne stosowanie sztucznej muszki przez prosty lud, w pierwszej połowie XIX w., wskazuje na brak wpływów anglosaskich oraz na bardzo głębokie historyczne korzenie wędkarstwa muchowego.

  Jeżeli ta teza jest prawdziwa, to jesteśmy coraz bliżej rozwikłania zagadki owada „hippurus”, opisanego przez Eliana (patrz P&L nr 2/1997). Oligoneuriella występuje w regionie opisanym przez niego, oraz posiada dużą rolę jako pokarm ryb (patrz poniższa notka o pstrągach z rzeki Aoos). Coraz bardziej przekonuję się do tezy, że starożytni Macedończycy naśladowali właśnie tego owada. Jest duży, a więc łatwo było wykonać jego imitację. Zapewne łowiono głównie na suche muszki, podawane rybom żerującym powierzchniowo (bo było je widać). Jest bardzo prawdopodobne, że łowiono głównie wieczorem, gdyż w Grecji o tej porze pstrągi najlepiej żerują w lecie; zresztą o tej porze najłatwiej jest nabić ryby w butelkę.

  Wysuwając tę tezę oparłem się na następujących założeniach:

1. Wędkarstwo muchowe rozwinęło się jako sztuka połowu ryb łososiowatych, zwłaszcza pstrąga (jest szczególnie predestynowany do połowu na sztuczne przynęty, gdyż łapczywie je chwyta).

2. U źródeł wędkarstwa muchowego leżała niska skuteczność przynęt naturalnych. W szczególności widok ryb intensywnie żerujących powierzchniowo, oraz lekceważących przynęty naturalne (co jest zjawiskiem powszechnym w takiej sytuacji), musiał działać pobudzająco na umysł dawnych rybitwów.

3. Znacznie łatwiej było wykonać sztuczną muszkę, oraz łowić na nią (osiągając zarazem lepsze wyniki), aniżeli łowić na owada (nawet aktualnie zjadanego w dużych ilościach) założonego na haczyku.

-19-

4. Wykonywano imitacje owadów występujących w największych ilościach nad wodą. To zaś

oznacza, że koncentrowano się głównie na owadach wodnych (oprócz jętek jeszcze ewentualnie na chruścikach lub widelnicach).

  W opisie Eliana jest kilka elementów (np. czerwona wełna, pasemka na ciele owada), które nie pasują do zrekonstruowanego obrazu. Jednakże, ileż to razy konieczne było odejście od sztywnego sposobu myślenia, by zrozumieć łamigłówki pozostawione nam przez klasyków! Dla lepszego poznania historii wędkarstwa muchowego w Europie konieczne są jednak jeszcze dalsze studia, zwłaszcza analiza starej literatury z regionu bałkańsko-karpackiego.

  Opis niemieckich muszek, przedstawiony przez Gesnera w 1558 (najstarszy znany mi opis muszek z terenu Europy kontynentalnej), wyraźnie świadczy, że w średniowieczu osiągnięto już wysoki stopień rozwoju sztuki muszkarskiej. Stąd należy sięgnąć dalej w głąb historii by poznać korzenie sztucznej muszki.

o mnie
Studiował na Uniwersytecie Sophia(ang.) w Tokio (1975–1976) i w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (1976–1980). W 2004 obronił na SGH napisany pod kierunkiem Bogdana Grzelońskiego doktorat Gospodarcze i społeczne znaczenie ryb w Polsce od X do XIX w.[2] W latach 1988–1992 pracował w Konsulacie Generalnym RP w Mediolanie, a w latach 1997–2001 i 2005–2009 w Ambasadzie RP w Helsinkach, w tym jako chargé d’affaires w 2007. Hobbystycznie zajmuje się wędkarstwem muchowym. Jest sekretarzem na Polskę brytyjskiego Stowarzyszenia Lipienia (Grayling Society), otrzymując w 2014 doroczną honorową nagrodę Broughton Trophy za wkład w działalność organizacji. Pełnił funkcję tzw. Organizatora Międzynarodowego (International Organizer) Mistrzostw Europy FIPS-Mouche w wędkarstwie muchowym w 2005 w Lesku,
Inne artykuły autora

Tags: P&L21, P&L23, P&L22, historia wędkarstwa