Kolejne dawne relacje o połowie pstrągów na Huculszczyźnie
Jarosław Drożdż: W książce Stanisława Vincenza, zawierającej opisy z życia Hucułów z przełomu XIX i XX w., w drugim tomie jest kilka fragmentów poświęconych łowieniu
-11-
pstrągów. Dotyczą one potoku Bystrzec, lewobrzeżnego dopływu Czeremoszu. Oto najciekawsze fragmenty.
- s. 83-84.: „Tu świętowały się także chramy [święta kościelne, odpusty – przyp. JD] i weseliska pstrągów. Ryby kłębiły się, uwijały, skakały od dołu, pomykały w dół wodospadami, szalały w kipieli. Sawicki pokazywał pobratymom oprócz naszych różowo cętkowanych pstrągów także inne rodem z puszcz węgierskiego dorzecza, czarniawe, o czarnych gwiazdach na srebrze. Może z rzeki Vaszer? o nich opowiadali mu tamtejsi kłusownicy. Huk [wodospad - przyp. JD] był tak przemożny, że pstrągi nie uciekały, dopóki nie otarły się o ciała pływających ludzi. Sawicki obznajmiony z połowem pstrągów dziwił się niemało, a jeszcze więcej się cieszył. Krzyczał do ucha Foce: - Człowiek w wodzie, to niedźwiedź miedzy garnkami, ryba usłyszy najcichszy ruch, ale tutaj? Oho -
Zapragnął wypełnić rybami opróżnione besahy [worki juczne - przyp. JD]. Trzymając daleko przed sobą łuczywo, oślepiając rybę chwytał pstrągi ręką i wrzucał je do besahów. Foka z daleka patrzył wymownie na Piotrusia. Sawicki zrozumiał. Wypuścił schwytane pstrągi do kipieli”.
- s. 272-273: „Raz po raz zarzucał długą wędkę z takim rozmachem jakby smagał długaśnym biczem czwórkę koni. Lecz wytrawny woźnica, co miłuje swe pieszczone a bujne konie, dba także aby źródlane ufne oczy końskie nie zamąciły się gniewem ni wściekłością i aby z tego, broń Boże, nie rozhukały się jego wiatropłynne bieguny, może na zgubę sobie samym i jemu. Z rozmachu strzela biczem wysoko nad głowami koni, a zaledwie muśnie skórę. Tak właśnie władał Pańcio wędką, że choć z rozmachu, osiadała na wodzie cichutko, jak jedyna kropla deszczu. Każdy mógł oglądać, jak nabożnie oszczędzał czułe źrenice wód, jak gdyby lękał się zbudzić przyczajone huki i rozhuśtać burze wodne.
W rzeczywistości chytrze oszczędzał, a raczej łudził czujność pstrągów. Toteż co chwila srebrnopromienny a czerwono cętkowany pstrąg jak błyskawica wiosenna spadał na podłogę opodal altany. Pańcio podnosił go z ziemi, śledził drapieżnymi oczyma, naszczypywał lekko palcami szyję i odczepiał. To z lekkim trzaskiem łamiąc kark pstrągowi wsuwał go do drewnianej korobki [koszyczka – przyp. JD], to znów, ilekroć natrafił na szyję nabrzmiałą jajnikami, rzucał tak rozpoznaną samiczkę-pstrążynę z powrotem do wody pojękując: Panienka, niech hula! – I znów smagał wędką toń błyskawicznym ciosem, z leciutkim wdziękiem wiru komara, tak iż nawet śpiący w cieple południa pstrąg budził się i chwytał to sennie to żwawo, aby nie wymknęła mu się tłusta gratka, skoro widocznie komar w pogoni miłosnej wtargnął do wody na własną zagładę. Ale czujniejszy od pstrąga Pańcio, ani za wcześnie ani za późno, niemylnie chwytał drgnienie i już wydzierał wędkę wraz z pstrągiem z żywiołu w żywioł. Pstrąg fruwał z wody przez powietrze jak ptak i spadał jak kamień na twardą podłogę haci [rodzaj zapory z drewna – przyp. JD]. Olśniony światłem, wstrząśnięty udarem, on jeden, pierwszy i ostatni raz w życiu, przeniknął wiedzę Pańcia jak Pańcio jego, że ogarnięci jesteśmy wszyscy żywiołem zagłady. Pańcio był niemal zadowolony, a Cwyłyniuk stąpając zanim na palcach, przyglądał się mistrzowi rybakowi uważnie i z podziwem”.
- s. 275: „Pańcio śmignął wędką od wody ku haci, haczyk był pusty. Nie rzucał wędki ponownie, usiadł na skraju haci, opuścił nogi, zamknął oczy”.
- s. 282: „Pańcio wydarł wędkę z wody i spory pstrąg upadł na podłogę. Oglądał go uważnie, szczupał za szyję, zdjął z wędki, strzaskał mu kark i schował do korobki”.
- s. 283: „Ten pstrąg, za przynętę, za muchę marną daje swoje ciało. I ten człowiek co taki durny jak pstrąg”.
-12-
S. Cios: W powyższych fragmentach jest wskazanie na połów ręką oraz wędką. W przypadku wędki może chodzić o sztuczną muszkę. Przemawiają za tym opis łowienia przypominającego biczowanie, a także wskazanie na „muchę” jako przynętę, która osiadała cicho na wodzie. Zwrot „pusty haczyk” można interpretować jako sztuczną muszkę, gdyż zapewne autorowi nieznane było łowienie bez przynęty naturalnej. Opis techniki rzutu zdaje się wskazywać na wędkę bez kołowrotka ze sznurem mocowanym do końca szczytówki. Ale jest to domysł, ponieważ język autora tekstu jest nadmiernie kwiecisty, a mało precyzyjny.
Korzystam z okazji, by podać kilka innych dawnych relacji o połowie pstrągów we Wschodniej Galicji, wyszperanych w dawnej literaturze. U Łomnickiego (1868) mamy cenną informację o przynęcie na pstrągi w Żabiu nad Czeremoszem: „Nad szumiącymi spadami strumienia przelatują i siadają po zaroślach lub olchach i jodłach nabrzeżnych górskie sieciówki Perla marginata Pict. (żerowycia, jak je lud tutejszy nazywa i których używa jako przynęty do łapania pstrągów) i Philopotamus variegatus Pict., których drapieżne gąsienice, posuwając się leniwo po dnie potoku, czyhają na zdobycz”.
U Turkawskiego (1990, 128) znajduje się relacja z 1880 r. o połowie pstrągów w jeziorze, przez które przepływa potok Szybeny: „jezioro to obfitowało przed kilkunastu laty w pstrągi, które łowiono najczęściej nocą. Na tratwie siadało dwóch rybaków, jeden z pochodnią w ręku, a drugi z przyrządem podobnym do harpuna, lecz znacznie mniejszym. Pstrąg ciekawy zbliżał się do światła, a ugodzony widłami przypłacał swą ciekawość życiem”.
U Wróblewskiego (1880) czytamy Wzmiankę o połowie ryb nad połoniną Zawojela: „ruszyłem z p. L. nad Prut na pstrągi. Wkrótce kilka tych pięknych ryb leżało na brzegu; ryba jednak chwytała trudno; zaniechaliśmy też połowu, tym bardziej, iż rzeka była tu dosyć trudno dostępna”.
U Bąkowskiego (1882) jest kolejna wzmianka o połowie na sztuczną muszkę: „Prut i Czeremosz są jeszcze dziś dość rybnymi rzekami. W Prucie powyżej wodospadu żyje z większych ryb tylko pstrąg. Wychodzi on także do mniejszych potoków i podpływa do samych źródeł. Pod samą Czarnohorą, tak w dopływach Prutu, jako też Czeremoszu, nie jest rybą rzadką. Huculi łowią pstrągi rozmaitymi sposobami: na wędkę, której nie zapuszczają w wodę, ale nieustannie po niej suwają, dopokąd pstrąg nie wyskoczy z wody za owadem na haczyku zatkniętym; dalej nastawionymi koszami (jeteri) [tj. wierszą], siecią, albo też przy zapalonym łuczywie w nocy ościami.
Pstrąg, w jakikolwiek bądź sposób przyrządzony, jest jedną z najsmaczniejszych ryb; nawet przez Hucułów w ulu wędzony do przysmaków należy. Jednak pstrągi tutejsze, jak w ogóle ryby ze wszystkich naszych rzek i stawów, zdają się być tylko dla Żydów stworzone. Goście w tych stronach bawiący rzadko kiedy widzą się z pstrągiem, podczas gdy Żydzi mają ich kiedy zechcą pod dostatkiem”.
U Wajgiela (1887, 23) jest zapis, że Huculi łowią pstrągi „różnymi sposobami, mianowicie od lipca do września zwykle wędką, na której haczku zawieszają jako przynętę sieciarkę (żyrawycia), od września do października łowią je nastawionymi koszami ‘jetry’, albo nocą przy świetle łuczywa ościami lub widełkami żelaznymi. Od października, tj. z nastaniem tarła, wypływa pstrąg na mieliznę i wtedy Huculi niszczą go bardzo”.
W katalogu z wystawy rybackiej Acht (1894) wymienił szereg narzędzi połowu pstrągów. Przy wędce góralskiej z okolic Polanicy podał – „zwyczajny prosty drążek, na którym umocowany jest w górnej części mocny konopny sznurek, połączony w dalszym ciągu z plecionką z włosienia końskiego. Haczyk prymitywny, żelazny”.
-13-
Interesujące zapisy znajdujemy w kilku artykułach autora kryjącego się pod inicjałem C.J.K. Jeden z nich, z 1882 r., został przedrukowany w P&L nr 29. W artykule z 1879 r. czytamy dodatkowo - „Wędki są także dwojakie: ‘hłystunka’ do mętnej wody, ‘perewycia’ do czystej wody. W hłystunce nakładają glistę dżdżownicę ‘hłysta’, i używają podczas mętnej wody, w którym to celu częstokroć nawet mącą ją. W perewyci nakładają na haczek pewien gatunek muchy, która ponad cienistymi potokami przebywa, którą to muchę perewycią nazywają, skąd i nazwa wędki pochodzi. Często zarzucają wędki nocne. Wędka ta skręcona jest do połowy z[e] sznurków, w drugiej połowie z sierści białej, na której końcu umieszczony jest haczek. Robaki, których tu używają ‘kubraki’, a znachodzą się one w małych potokach popod kamieniami w pupkach z drobnych kamyczków utworzonych. Wędki te zakładają na całą noc do wody, przymocowując drugi koniec do drzewa jakiego lub kamienia i tym sposobem często łowią nawet dosyć wielkiego pstrąga”. W artykule z 1884 r. autor wyraźnie wskazał, że owe kubraki były chruścikami domkowymi – „wyszukując je pod kamieniami leśnych potoczków, gdzie w kokonach z gliny i drobniutkich kamyczków zrobionych przesiadują”.
W powyższych relacjach zwracają uwagi wzmianki o połowie pstrągów na przynętę naturalną. Nazwa żerowycia jest popularna do dzisiaj wśród Hucułów. Według informacji entomologa dr. Romana Goduńki ze Lwowa, którą uzyskałem dzięki uprzejmej pomocy dr Małgorzaty Kłonowskiej-Olejnik z Krakowa, nazwa oznacza duże dorosłe widelnice (Perlidae i może także Perlodidae). Jednakże często nazwę odnosi się także do innych grup owadów, z wyglądu podobnych do imagines dużych widelnic. Nadmienię, że u Janowa (2001) pod hasłem żyrawycia zapisano „owad, muszka, na którym łowią pstrągi”; podobnie brzmiące hasło żyriwnycia objaśniono jako robaczek świętojański.
Warto zwrócić też uwagę na zapis u C.J.K. (1882), że „przy nawlekaniu na haczek obrywa się owadom i muchom skrzydła i nogi”. Dawniej przed założeniem owada na haczyk często obrywano skrzydła i odnóża owadom również w innych krajach.
W Europie imagines widelnic jednak rzadko stosowano jako przynętę na pstrągi. W moich notatkach nie znalazłem żadnej wzmianki w tym względzie w literaturze zagranicznej. Pamiętam jedynie, że dawno temu gdzieś czytałem, że wśród różnych owadów używanych do połowu pstrągów metodą dappingu w Wielkiej Brytanii wymieniono także widelnice.
Na zakończenie warto jeszcze odnotować, że w twórczości Leona Wyczółkowskiego jest wiele prac przedstawiających rybaków Wschodniej Galicji (Janowi Kochańskiemu dziękuję za zwrócenie mojej uwagi na tego malarza). Wśród nich jest litografia „Rybacy huculscy” (Twarowska 1962 nr 76), ukazująca Hucułów łowiących na wędkę. Niestety elementy sprzętu wędkarskiego nie są widoczne. Należy tu dodać, że już od młodych lat Wyczółkowski wykazywał zamiłowania do wędkarstwa. Oto co czytamy o nim - „Wyczółkowski dostał nowe buty. Zamienił z chłopakiem na wędkę. Rodzice odebrali buty, a wędkarz dostał pierwszy raz w życiu lanie” (Wyczółkowski 1960, 18).
Literatura cytowana:
Acht K. 1894. Katalog szczegółowy dla zbiorowej wystawy urządzonej w pawilonie ces. król. Ministerstwa Rolnictwa na „Powszechnej Wystawie Krajowej” we Lwowie w roku 1894-tym. Lwów.
Bąkowski Józef. 1882. Notatki z wycieczki na Czarnohorę. Wędrowiec, nr 7:104-106.
C.J.K. 1879. Kilka słów o rybołowstwie i rybach Prutu. Łowiec II(5):69-70.
C.J.K. 1882. Łowienie pstrągów wędką. Łowiec V(9):137-139.
C.J.K. 1884. Ryby i rybołostwo w Prucie. Przyrodnik 5: 154-8.
-14-
Janów J. 2001. Słownik huculski. Opr. i przyg. J. Rieger. Kraków.
Łomnicki M. 1868. Wycieczka na Czarnogórę. Spraw. Kom. Fizjogr. 2: 132-150.
Turkawski M.A. 1990 (reprint wydania z 1880). Wspomnienie Czarnohory. Warszawa.
Vincenz S. 1980. Na wysokiej połoninie. Pasmo I-III. Warszawa.
Wajgiel L. 1887. O Hucułach. Zarys etnograficzny. Kraków. Odb. Pam. Tow. Tatrz. XI.
Wróblewski Witold. 1880. Do źródeł Prutu. Wędrowiec, nr 187: 76-77.
Wyczółkowski L. 1960. Listy i wspomnienia. Opr. M. Twarowska. Wrocław.
Twarowska M. 1962. Leon Wyczółkowski. Warszawa.