Połów ryb na Suwalszczyźnie w relacji z XIX w., wraz z uwagami na temat historii kwoka w Polsce i Europie
Jednym z ważniejszych dawnych źródeł do znajomości wędkarstwa w Polsce i w Europie jest artykuł Kurbatova (1887) o łowieniu ryb na wędkę na Suwalszczyźnie i nad Niemnem. Dotychczas nie zwrócono uwagi na niego w naszej literaturze (nie jest on cytowany w żadnej znanej mi polskiej publikacji poświęconej rybołówstwu). Jest on również słabo znany za granicą, gdyż jest cytowany tylko w nielicznych znanych mi opracowaniach spoza Rosji. Moim zdaniem pomijanie go wynika m.in. z braku szerszej wiedzy o nim, trudności w dotarciu do pisma (dostępny rocznik znajduje się w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego), a dla czytelników zachodnich – również z powodu bariery językowej. Poniżej podaję mój przekład wraz z komentarzem.
„Przede wszystkim powiem o szczupakach. U nas łowią je tzw. sznurami i kozulami[1]. Sznur na szczupaka nie ma własnej nazwy. Jest on taki sam, jak nasz переметъ[2], który tutaj na jeziorach nie jest używany, tylko że inaczej się go stawia. Jeden koniec przywiązuje się do niezbyt grubego i wiotkiego kija, bliżej jego górnego końca, a do drugiego końca sznura przymocowuje się kamień, ok. 5-7 funtów. W ten sposób, w większości przypadków, prawie cały sznur leży na dnie, a żywce pływają na przyponach nad nim. Wspomniany kij z łódki wtyka się blisko brzegu, na kilka kroków od niego, na takiej głębokości, że koniec kija nie wystaje z wody. Kij ma długość 1½-2 sążni. Stosuje się tu (zresztą, głównie wśród miejskich, zwyczajnych, myśliwych) tenże sznur bez przyponów, z jednym haczykiem na końcu, dużym spławikiem i z żółtymi spławami korkowymi na samym sznurze, żeby nie tonął, tak jak stawia się na powierzchni. Haczyk umieszcza się w odległości 1½-2 arszyna[3] od spławika. Na końcu sznura jest przypon z miękkiego drutu. Używa się zwykłych haczyków oraz podwójnych. Jak widzicie, oto jest nasz sznur, ale bez widełek[4], co nie stanowi udoskonalenia.
Wędka ze spławikiem nie wymaga opisu; zresztą, należy wskazać, że na jeziorach wędka do połowu z dna w ogóle nie jest używana. Wędka bez spławika, z długą linką, i krótkim wędziskiem - na nią łowi się z łódki, w głębokich miejscach. Rybak, po wyczuciu, że haczyk z przynętą dotknął dna, skraca linkę na jedną lub dwie długości werszki[5], oraz owija wokół wędziska. Łowiąc taką wędką, nadaje jej drgania, podnosi lekkimi szarpnięciami; wskutek
-19-
tego nazywa się ona tutaj - дергавка. Łowi się na nią również pod lodem. Przynęta: latem - raki, zimą - dżdżownice.
Блесна[6], po polsku „oblianka” (od słowa „lać”, „oblewać”; haczyki oblane ołowiem)[7]. Sposób użycia błystki niczym nie różni się od naszego; jest ona jednak rzadko stosowana.
Najczęściej stosowane tu przynęty to dżdżownice i raki. Jest jeszcze taka, która jeśli się nie mylę, u nas jest niezbyt powszechna; przynętą są каменки[8], żółtawe robaczki różnej wielkości, przebywające w rurkach z grubego piasku. Wierzę, w świetle własnego doświadczenia, że ta przynęta jest znakomita. Spośród owadów dobrą sławą cieszy się mały, brązowy, o metalicznym błysku, żuczek, który jest zbierany w lipcu na przybrzeżnych krzakach, trzcinie, i, zdaje się, na polach, na zbożu; tutaj te żuki nazywają „гречаны”[9]. Na Kanale Augustowskim, podczas łowienia leszczy, na haczyki nasadza się wpół ugotowane ziemniaki, tak by w środku pozostawały twarde. Przynęta z chleba, tak bardzo rozpowszechniona w wielu naszych guberniach, tutaj nie jest używana; nigdy nie widziałem, ani nie słyszałem o niej.
Teraz o łowieniu na Niemnie. Niemen, jak wiadomo, płynie po samej granicy suwalskiej guberni. Jego najbliższa odległość od Suwałk jest nie mniejsza niż 60 wiorst; sam łowiłem na tej rzece dwa-trzy razy, ale to było dawno i w takiej sytuacji, że nie było kogo spytać się o szczegóły dotyczące łowienia ryb. Wędkarze byli nieliczni, o czym niżej opowiem; wiadomo mi o jednym, przebywającym przez rok w Kownie. Niemen jest rybną rzeką, i w Kownie są nie tylko wędkarze-amatorzy, ale również i rybacy zawodowi, łowiący wyłącznie na wędkę. Wygoda tego sposobu polega na tym, że wśród rybaków są - nie uwierzycie? - także Żydzi. Łowią przede wszystkim z dna, na ciężarki o różnej masie, w miejscach gdzie Niemen płynie szybko. Ciężarek, zazwyczaj duży, jest przelotowy, dokładnie taki sam, jak opisany w Охотничьемъ Календаре pod nazwą „angielski”. Linka jest skręcona w trzy pasma, tylko rzadko z 9 włosów. Przynęta: żywce, dżdżownice, w szczególności małe żółte, pochodzące ze stosu końskiego nawozu; przekłuwa się je w poprzek i nanizuje na haczyk, dziewięć albo więcej sztuk. Są one bardzo trwałe. W Niemnie koło Kowna nie ma raków. Kowieńscy rybacy, na grubą rybę zakładają mlecz z solonego śledzia; mlecz owija się wokół haczyka i umacnia białymi włosami lub nitką. Mówi się, że na tę przynętę duża ryba bierze bardzo dobrze. Opowiadający mi to rybak sam złowił na mlecz jazia na 8 funtów.
Pod Kownem często na wędkę łowi się certy; one też są głównym obiektem połowu na wędkę rybaków zawodowych. Cena świeżej certy jest do 20 kopiejek za sztukę. Łowi się ją stosunkowo często na wspomniane żółte robaczki z dna.
O lipieniach i świnkach w okolicy Kowna informator nie słyszał. Ja, będąc w Wilnie i miasteczku Merecz, w 73 i 74 roku, też o tych rybach nie słyszałem. W tym czasie, w niektórych okolicznościach, prawie wcale nie łowiłem. Wydaje mi się, że jeśli lipień występuje w Niemnie, to zapewne trzyma się górnych partii rzeki, w mińskiej guberni.
Korzystając z pobytu w Druskiennikach, gdzie od lipca do części sierpnia leczyłem ogarniający mnie reumatyzm, wypytując miejscowych rybaków zebrałem następujące informacje o połowie lipieni i łososi na wędkę w Niemnie, a także w ogóle o rybołówstwie.
-20-
Długo nie mogłem uzyskać wyjaśnienia od miejscowych rybaków; z ich opowieści wynikało, że lipień i хариусъ nie mają ze sobą nic wspólnego. W końcu jednak udało mi się spotkać właściwego myśliwego i w związku z tym rozgarniętego człowieka. Od niego usłyszałem te szczegóły, zgodnie z którymi, dla mnie nie ulegało już wątpliwości, że хариусъ i lipień to jedna i ta sama ryba. Według słów rozmówcy, lipień jest węższy od jazia; od głowy do ogona idą ciemne paski; na grzbiecie, bliżej ogona, jest płetwa tłuszczowa; zazwyczaj masa ryby nie przekracza 1½-2 funtów, ale rozmówcy raz udało się złowić na wędkę osobnika na 3½ funta. Tutaj lipienia łowi się tylko wiosną, w kwietniu, przede wszystkim nie w samym Niemnie, ale w ujściu Rotniczanki, małego prawobrzeżnego dopływu Niemna, wpadającego w Druskiennikach. Dawniej, kiedy Rotniczanka nie była przegrodzona młynem, ta ryba występowała w całej rzeczce, w dołach, w których przebywała z pstrągiem. Nurt Rotniczanki jest bardzo bystry; woda płynie po piaszczystym podłożu, usianym licznymi dużymi głazami. Lipienia łowi się na dżdżownice; nie ma zwyczaju łowić go na inną przynętę. Żaden ze spotkanych rybaków nie mówił mi o osobliwej, rzucającej się w oczy, wysokiej płetwie grzbietowej lipienia; oni nie zwracali uwagi na to. Być może, że u tutejszego lipienia płetwa grzbietowa nie jest taka wysoka, jak u naszego, jak również, że łowcy po prostu nie zwracali uwagi na ten szczegół; tym bardziej, że połów lipienia, jak mówili rybacy, jest sprawą prostą, a okres jego połowu jest krótki - więc, nieczęsto przychodzi go zobaczyć.
Lipień, lub lepień - tak хариусъа nazywają nad Wilją i nad Niemnem pod Grodnem; w Druskiennikach i niżej nad Niemnem znany jest pod nazwą монора. Także wiosną i w tychże miejscach, w których trzyma się lipień, w Rotniczance na wędkę na robaka trafiały się nieduże łososie. Największy łosoś złowiony w Rotniczance, ważył 7½ funta; został złowiony w kwietniu na robaka, najpierw urwał trzy linki, które jak się okazało wszystkie zwisały z jego pyska.
Tutejsi rybacy mówili mi, że w Niemnie, od niedawna zaczęła się pojawiać nieznana im ryba. Kształtem ciała zupełnie jest podobna do kiełbia; ma też dwa wąsy, ale masę ma znacznie większą, dochodzi do 2-3 funtów; kiedy jest jeszcze żywa, jej powierzchnia mieni się tęczowymi kwiatami, ale w miarę śnięcia ryby kwiaty bledną, a wraz ze śmiercią wszystkie zanikają. Rybacy, z uwagi na podobieństwo do kiełbia, nazwali ją morskim kiełbiem. Ciekawe, co to za ryba? W Niemnie jest dużo sumów. Mówiono mi, że nierzadko sum przychodzi do miejsc zanęconych przez rybaków i kładzie się na samą zanętę lub koło niej, oczywiście w celu pożywienia się zgromadzonymi rybami, i tak leży uparcie, że niełatwo go przegnać; oczywiście, wtedy ryby przestają brać. Zdarzało się, że takich upartych zuchów rybacy podcinali i wyciągali bosakiem[10].
Teraz, za Waszym pozwoleniem, na krótką chwilę przejdę od sumów do Homera. Zresztą do takiego nieprawdopodobnego odskoku zmuszają mnie same sumy. Rzecz w tym, że nigdy nie mogłem zrozumieć jednego miejsca w Iliadzie [...][11].
O jakim narzędziu i o jakim sposobie połowu mówi tutaj Homer? Jaką rolę mógł odegrać tutaj róg wołu stepowego? Nic nie rozumiem ... już nie to, żeby skłamał, a nie dopuścił się boski starzec jakiejś poetyckiej wolności w opisie mało znanego mu przedmiotu? Przecież Homer, zdaje się, rybakiem nie był? Tak ja bluźnierczo prowadziłem rozważania, gubiąc się w domysłach z powodu niezrozumiałych dla mnie słów ulubieńca i piewcy bogów. Ale dzięki
-21-
opowieściom rybaków nadniemeńskich, wszystko się łatwo wyjaśniło; oto, jaki komentarz do Homera uzyskałem od nich. Na Niemnie i na Wilji łowią sumy na urządzenie wydające odgłos; tylko dla uzyskania odgłosu potrzebują nie naszego urządzenia[12], lecz krowiego rogu. Oto on, „róg wołu stepowego”! Wybiera się nieduży i w miarę prosty róg; środek się drąży a brzegi równa; w wąskim końcu wierci się dziurę - wzdłuż, a nie w poprzek; przez nią przepuszcza się linkę, na końcu której jest przynitowany hak; by róg nie zsunął się, linkę przymocowuje się do rogu, na węzeł lub pałeczką. Róg trzyma się od haka na odległość równą głębokości, na której chce się łowić, żeby róg, przy spuszczaniu urządzenia do wody, zawsze uderzał o nią swoimi dolnymi krawędziami i wydawał znany odgłos, wabiący sumy; na lince, poniżej rogu, umieszcza się ciężki ołowiany ciężarek. W ten sposób, łowiąc na to urządzenie, rybak ma zajętą tylko jedną rękę; jednocześnie opuszcza on wędkę i uderza kwokiem o wodę. Jako przynęty używa się tutaj nie żaby, lecz larwy minogów. Teraz jest dla mnie jasne - Homer mówi o wabieniu sumów.
Nasza jacica[13] i nad Niemnem cieszy się taką sławą i zapotrzebowaniem, jak u naszych rybaków. Nazywają ją tutaj dwojako: w Druskiennikach - letica, a koło Grodna - otica. Dlaczego jest taka różnica w nazwie, nie jestem w stanie wyjaśnić. Jacica pojawia się pod Druskiennikami pod koniec lipca; w tym roku - 24-go, ale w stosunku do poprzednich lat w znacznie mniejszej ilości. Rybacy przypisują to wypłyceniu Niemna, oraz wyschnięciu pasa przybrzeżnego, w którym żyją larwy jacicy.
W zeszłym roku, w lipcu, pod samymi Druskiennikami, rybacy zawodowi w ciągu jednego dnia złowili pięć jesiotrów. Dwa z nich miały po trzy pudy, dwa po cztery, a jeden sześć pudów. Zostały one złowione o różnych porach, pojedynczo, niedużą siecią, ciągniętą kijami z dwóch czółen. Jeśli się nie mylę, ta sieć w niektórych częściach Rosji nazywa się сырпомъ i поездухой, a tutaj nad Niemnem - подволочекъ. Sześciopudowy jesiotr, kiedy w sieci go doprowadzono do brzegu, uderzeniem ogona przewrócił jedno czółno, z którego rybak przewrócił się do wody i wpadł pod jesiotra, ale było już niegłęboko - do piersi. Cztery jesiotry sprzedali na miejscu, w Druskiennikach, a szcześciopudowego zawieźli żywego Niemnem do Grodna, nie na sznurku, ale sprytnie nim obwiązanego.
Na zakończenie podaję oryginalny sposób nadziewania grochu na haczyk, który stosuje się w Druskiennikach, według rybaków, z dobrym skutkiem: sparzony groch nadziewa się na haczyk w ten sposób, że nie tylko jego żądło, ale także zgięcie wystaje na zewnątrz - ziarnka grochu nadziewa się tylko na sam trzonek haczyka”.
Komentarz
W artykule są dwie informacje godnej szczególnej uwagi. Pierwsza dotyczy lipienia w Niemnie. O ile mi wiadomo, jest to obecnie najstarszy znany zapis o tej rybie w Niemnie (z XIX w. są też dwie krótkie informacje o lipieniu w Wilji i Czarnej Hańczy) i jedna z najciekawszych dawnych wzmianek o lipieniu w północnej części kraju. W sposób istotny wzbogaca on naszą wiedzę historyczną.
Z opisu wynika, że lipienie łowiono wyłącznie podczas tarła w dopływie Niemna. W samym Niemnie mogły one być trudne do złowienia, gdyż jest to duża rzeka, a lipień raczej przebywa na środku w szybszych lub głębszych partiach, w których – z uwagi na ówczesną
-22-
technikę wędkarską - był poza zasięgiem wędkarzy. W dodatku zapewne lipienie nie były liczne w Niemnie.
Druga informacja dotyczy nawiązania do rogu wołu u Homera. Wymaga to szerszego komentarza. Najpierw podam znane mi polskie przekłady fragmentów w Odysei i Iliadzie, w których nawiązuje się do tego rogu:
* U Siemieńskiego z 1873 r. (jego przekład jest najczęściej wznawianą wersją):
Na brzegu z długą żerdką siedzący rybacy
Rybom zdradliwą pastwę rzucają do toni
Wbitą na róg wołowy; rybki idą do niej
I trzepoczące na brzeg porwane są wędką.
(W przypisie do przekładu jest podane, że ten „róg wołowy” to jest raczej „rurka rogowa, umieszczona między haczykiem a sznurkiem, by go ryby nie odgryzły razem z przynętą”.)
* U Żukowskiego (1847, 261): „Jak kiedy na wystającej skale rybak długim prętem, dla ryb małych na zdradę pokarm rzuciwszy, spuszcza róg wołu wiejskiego, i drżącą potem biorąc wyrzucił z wody”.
* U Bronikowskiego (1865, 194):
- To mię spotka samego od towarzyszów z daleka
Co wciąż błądząc po brzegach wyspy tam ryby chwytali
Zakrzywionemi wętkami, głód wżdy im żywot wytrawił.
- Jak na lądu występie rybak na żerdzi przydługiej
małe rybki uwodząc, żery im ciska zdradliwe,
wędkę z rogu buhaja w łanach karmnego w toń miocąc,
i łup potem skaczący z wody dobywszy wyrzuci;
* U Dmochowskiego (1800):
Jękła woda, a ona tak się grąży na dnie,
Jako ołów do rogu wolego przypięty,
Niosący głodnym rybom zwodnicze przynęty.
(W przypisie do tego fragmentu autor przekładu stwierdził: „Ten róg zasłaniał sznurek, że go ryby przegryźć nie mogły”)
* U Przybylskiego (1814):
Jak ołowiana kula, lecąc na dno skoro,
Co, na wołowym rogu nawiązana z wędką,
Surowożerczym rybom śmierć zanosi prędką.
* U Staszica (1815):
Jakby ciężar ołowiu gdzie w złudnym powabie,
Z bydląt rogu czepi się rybiej śmierci wenda.
Interpretacja, że celem rogu było zapobieżenie przegryzienia żyłki, pojawiła się już u Plutarcha (De Sollertia Animalium, 24). Podał on ją za Aristarchusem (autor przekładu Plutarcha zaznaczył, że w starszych opracowaniach nieprawidłowo podawano, że chodzi o Arystotelesa).
W latach 20. XX w. przeprowadzono żywą dyskusję nad interpretacją tego zwrotu (Radcliffe, 1926, 81-84; Antiquities of Fishing, 1921-1922; Shewan, 1927 – wymienił 13 możliwych interpretacji). Nie wnikając w dyskusję należy stwierdzić, że nielogiczna jest funkcja rogu jako haczyka, jak i urządzenia mającego zapobiec przegryzieniu linki. Wskazują na to znane starożytne sposoby zapobiegające przegryzieniu linki (np. łańcuszki metalowe), nie mające nic wspólnego z rogiem. Najbardziej logiczne jest wyjaśnienie, że
-23-
Homerowi chodziło o łyżkę na sumy. Tę tezę akceptowali Janko (1900, 553), Bonnerjea (1938) i Thompson (1947, 234). Inni badacze ją przeoczyli.
Na korzyść tezy o znajomości kwoka w regionie Morza Czarnego od co najmniej 3000 lat przemawia duże znaczenie suma w tym zlewisku. W literaturze archeologicznej Heinrich (1994) przedstawił dużą rolę sumów w Bułgarii pod koniec czwartego milenium p.n.e. Ivanova (1994) stwierdziła spadek średniej wielkości suma od V w. p.n.e. do 4 w. n.e., co przypisała przełowieniu. Dane Székelyhidy i in. (1994) świadczą, że sum był przedmiotem znacznych połów w neolicie na terenie Węgier.
Jeśli chodzi o źródła pisane, to już u Eliana (XIV.25) jest mowa o połowie suma przy użyciu haczyka, na który zakładano płuca byka. Do wyholowania ryby (zapewne dużych rozmiarów) posługiwano się koniem lub wołem. Sum był zresztą dobrze znany w starożytności, gdyż wspomnieli o nim m.in. Arystoteles i Pliniusz.
Kolejny chronologicznie zbliżony opis połowu przez Rosjan, czytamy dopiero u Perry’ego (1716, 48): „This fish will fasten itself with the tail under the fisherman’s boats, so as to overturn them, as will also the white fish, which makes the fishermen be very cautious of them. They catch the first with the liver of beef or mutton, which the fish much delights in, this they put as a bait upon iron hooks, ty’d to good strong cords, and so draw him to the shoar”. W tekście nie ma nawiązania do suma. Opis, choć nieco enigmatyczny, nie pozostawia wątpliwości, że chodzi o ten gatunek. Wskazują na to przynęta (wątroba bydlęca lub owcy) i duże wymiary ryby.
Najstarszy znany mi zapis o użyciu kwoka (w okolicy Astrachania) jest u Gmelina (1774, II:219). Podał on, że dwie osoby siedziały w łodzi. Jedna wiosłowała pod prąd rzeki, podczas gdy druga osoba jedną ręką spuszczała linkę z żywą żabą jako przynętą, a drugą ręką uderzała kijkiem o wodę. Wkrótce sum przypływał, nawet ze znacznej odległości i atakował żabę. Sądzono, że plusk przypominał odgłos wydawany przez żabę i w ten sposób sum został przechytrzony. W Rosji ten sposób połowu nosił nazwę сомовъ ілочишь.
Kolejny opis czytamy u Clarke’a (1816, I:360): „Jeden z najstarszych rybaków nad Donem posiadał tajemnicę umożliwiającą mu złowienie największych bieług; ale nie powiedziałby nikomu o swoim cennym odkryciu. Widzieliśmy go łowiącego w znacznej odległości od naszej łodzi i mogliśmy dostrzec, że zanurzał pionowo w rzekę wydrążoną rurkę wydającą odgłos pod wodą, podobny do pękania bańki powietrznej. Można to było słyszeć na każdym z brzegów”. Wspomnianą rybą zapewne był sum (a nie bieługa!), a rurką był kwok.
Janko (1900, 522-55) najszerzej omówił występowanie kwoka w zlewiskach morza Czarnego i Kaspijskiego. Najstarszy wizerunek kwoka, wykonanego z drewna, jest natomiast przedstawiony w zbiorze rysunków rybactwa kaspijskiego (Risunki ... 1861, tabl. A.IV.b.8). Także u Bayera (1863) znajdujemy wizerunek kwoka. U niego jest też najstarsza informacja o stosowaniu kwoka na Dunaju (w Serbii, w okolicy Dubroviča). Sumy łowiono tam na przełomie maja i czerwca, a przynętą był turkuć podjadek (Gryllotalpa gryllotalpa).
Dawna literatura nie wspomina używania kwoka w Polsce. Różne dane od drugiej połowy XIX w. potwierdzają jednak jego znajomość na terenach dawnej wschodniej Polski. W literaturze rosyjskiej o połowie sumów na Niemnie i Wilji przy użycia kwoka wspomniał Sabaneev (1960, 545-548) w 1875 r., a za nim powtórzyła je Horoszewicz (1971, 129).
W naszej literaturze pierwszy zapis pojawił się w Encyklopedyi rolniczej (1879, 397): „Żaba [tzn. kwok] jest to przyrząd używany na sumy. Składa się z haczyka długiego 8 cali, grubego jak gęsie pióro, z wielkim zazębieniem. Drugi koniec haczyka nieco spłaszczony,
-24-
przywiązuje się do mocnego sznurka za pomocą szpagatu; sznurek zaś przyczepia się do grubszego sznura. Konieczna część składowa tej wędy, jest tak zwana żaba, złożona z deseczki długiej 8-9 cali, grubej na cal, a szerokiej 2 cale. Jeden koniec deseczki zciesywa się w kształcie lejka, którym wyżłabia się dwa krążki, jeden na ¼ cala, drugi na ¾ cala głęboki i przywiązuje się do rękojeści 10 cali długiej. Łów odbywa się w następny sposób: rybak siada na tyle łódki (od rudla), wypływa z drugim towarzyszem na głębokie miejsca rzeki, i tu rzuca lewą ręką sznurek w wodę z nasadzoną na haczyk żywą żabą, a prawą ręką uderza kilka razy deseczką o wodę, która wydaje odgłos podobny do krzyku żaby. Sum usłyszawszy żabę i widząc ją, chwyta takową i sam staje się zdobyczą. Łów tą wędą bywa bardzo udatny”. Również Gawarecki i Kohn (1860) wspomnieli o łowieniu suma na żabę, ale nie podali szczegółów. Moszyński (1967, 79) wspomniał, że łyżka znana była na Mazowszu. Marakujew (1879, 30) wspomniał o użyciu łyżki na Polesiu.
W naszym wędkarstwie łyżka jest więc elementem importowanym z kultury południowo-wschodniej. Świadczyłoby o tym jej występowanie na terenach wschodnich oraz brak szerszych tradycji połowu suma w Polsce centralnej, zwłaszcza na wędkę.
Warto skorzystać z tych informacji przy opracowaniu kolejnych edycji Odyseji i Iliady. Tym bardziej, że mamy szczególny powód do zadowolenia, jako że ten największy rebus w historii literatury i rybactwa znalazł rozwiązanie właśnie w naszym wędkarstwie. O powszechnej nieznajomości tej interpretacji, nawet współcześnie, mogą świadczyć komentarze Henbecka i Hoekstra (1989, II:132) oraz Sahrage i Lundbecka (1992, 47) (nadal przyjęto, że róg miał zapobiec przegryzieniu linki), jak również opracowanie Powell (1996) o dawnym rybołówstwie na Morzu Egejskim.
Powyższe informacje wskazują również na wysoko rozwiniętą technikę połowu ryb nie tylko w średniowieczu, ale nawet w świecie antycznym. Już ponad 2000 lat temu znano błystki, haczyki składające się co najmniej z kilku części, haczyki obciążone ołowiem lub oszlifowanym kamieniem, specjalne łańcuszki zapobiegające przegryzieniu linki przez ryby drapieżne, a także inne wyrafinowane elementy sprzętu rybackiego. Wszystkie te przedmioty zostały odnalezione przez archeologów w Europie. Są to dodatkowe argumenty przemawiające za szeroką znajomością sztucznej muszki w Europie, w tym na terenie Karpat, przed Średniowieczem. Niewielką ilość zapisów przed XV w. należy wiązać z pomijaniem tego zagadnienia przez pisarzy, a nie z nieznajomością techniki połowu.
Literatura cytowana:
Aelianus. 1958-1959. On the characteristics of animals. Transl. by A.F. Scholfield, London.
Antiquities of fishing/Fishing in Homer. The Times, Literary Supplement, 1921: 761, 827, 860; 1922: 12-13, 44-45, 783-784, 843.
Bayer J. 1863. Notiz über eine neue Art Fischfanges in Serbien. Verhandlungen der kaiserlich-königlichen zoologisch-botanischen Geselschaft in Wien, 13:70-71.
Bonnerjea B. 1938a. On the „horn of the field ox”. Notes and Queries, 174: 347-348.
Heinrich D. 1994. The fish remains from Durankulak/Bulgaria and from some other sites: are they biased by the excavator? Offa, 51:357-361.
Henbeck A., Hoekstra A. 1989. A commentary on Homer’s Odyssey. T. 1-3. Oxford.
Homer. 1800. Iliada. T. II. Przeł. F. Dmochowski. Warszawa.
[Homer] 1814. Ilijada Homerowska ku czci Achila Pelejewicza z Ftyi. T. II. Przeł. J.I. Przybylski. Kraków.
Homer. 1815. Iliada. Przeł. S. Staszic. Warszawa.
Homer. 1815. Odysseja Homerowska. Przeł. J.I. Przybylski. Kraków.
Homer. 1847. Odyssea. Przeł. K. Zukowski. Wilno.
Homer. 1865. Odyssea. (pieśni 5-12). Przeł. A. Bronikowski. Ostrów.
Homer. 1992 (wyd. XI; I wyd. 1873). Odyseja. Przeł. L. Siemieński. Wrocław-Warszawa-Kraków.
Horoszewicz L. 1971. Sum. Warszawa.
Ivanova N.V. 1994. Fish remains from archaeological sites of the northern part of the Black Sea region (Olvia, Berezan). Offa, 51:27804.
Kłodnicki Z. 1992. Tradycyjne rybołówstwo śródlądowe w Polsce. Wrocław.
Kurbatov. A. 1887. Užene ryby v Suvalskoj gub. i na Nemane. Priroda i ohota, wrzesień, s. 70-74.
Marakujev W. 1879. Poliesje i poliešuki (Iz putievyh zapisok). Moskwa. [pozycja niedostępna, cyt. za Moszyńskim, 1928]
Moszyński K. 1928. Polesie wschodnie. Warszawa.
Olędzki J. 1962. Rybołówstwo na terenie kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX do połowy XX wieku. [W:] Kurpie. Puszcza Zielona. Red. A. Kutrzeba-Pojnarowa. Wrocław, s. 139-276.
Perry J. 1716. An account of the ancient and present state of Muscovy. Londyn.
Plutarch. 1957. De Sollertia Animalium [The cleverness of animals], w zbiorze Moralia. Przeł. na ang. W.C. Helmbold. Londyn.
Powell J. 1996. Fishing in the prehistoric Aegean. Studies in the Mediterranean archaeology and literature, pocket book 137.
Radcliffe W. 1926. Fishing from the earliest times. Londyn.
Risunki k izsledovaniû kaspijskogo rybolovstva. 1861. Sanktpeterburg.
Sabaneev A.P. 1960. Žizn i lovlâ presnovodnyh ryb. Kiev.
Sahrage D., Lundbeck J. 1992. A history of fishing. Berlin.
Schultz A. 1876 (za 1873/74-1874/75). Account of the fisheries and seal-hunting in the White Sea, the Arctic Ocean, and the Caspian Sea. Report of the US Commissioner of Fish and Fisheries, III:35-96.
Shewan A. 1927. Fishing with a rod in Homer. Classical Philology, 22:170-183.
Székelyhidy I., Takács I., Bartosiewicz L. 1994. Ecological and diachronic variability in large-sized catfish (Silurus glanis L., 1758) and pike (Esox lucius L., 1758) in Hungary. Offa, 51:352-356.
Thompson D’A.W. 1947. A glossary of Greek fishes. Londyn.
[1] W oryginale жерлица.
[2] Sznur z haczykami.
[3] 1 arszyn = 71 cm.
[4] Zapewne chodzi o kozulę.
[5] 1 werszka = 4.4 cm.
[6] Błystka.
[7] Na Mazurach znana była też nazwa blejana, od Blei (niem. ołów) (inf. J. Komara).
[8] Chruściki domkowe, powszechnie zwane kłódkami.
[9] Olędzki (1962) zanotował użycie chrząszczy „grycany” na Kurpiach, a Kłodnicki (1992: 142) - „gryconów” (chrząszczy obsiadających grykę).
[10] W oryginale багра = oścień, osęka, bosak.
[11] Patrz niżej cytowany fragment Homera.
[12] W oryginale клокуш.
[13] Po rosyjsku метлица lub метла. Chodzi o jętkę Ephoron virgo.