Relacja Gregorowicza z XIX w. o pstrągach na Huculszczyźnie
Relacja Gregorowicza z XIX w. o pstrągach na Huculszczyźnie
W ślad za wcześniejszymi informacjami o połowie ryb łososiowatych w dawnej Wschodniej Galicji, przedstawionych wcześniej na łamach P&L, podaję kolejną relację. Jej autorem jest Jan Kanty Gregorowicz, który urodził się na Ukrainie w 1818 r., a zmarł w 1890 r.
We wstępie do swej książki Gregorowicz (1881, 60) wspomniał, że część życia spędził na Huculszczyźnie – „mieszkając przez długi przeciąg lat w górach kossowskiego powiatu miałem sposobności poznania go, jako też ludu huculskiego zamieszkałego w tym powiecie. [...] Opis mój [...] może słusznie być nazwany prawdziwym, gdyż nie ma w nim dodatków czerpanych z fantazji piszącego”. Nie udało mi się ustalić okresu jego pobytu na
-15-
Huculszczyźnie. Z informacji przedstawionych w Słowniku Biograficznym wynika, że chyba nie przebywał tam tak długo w późniejszym okresie swego życia, gdyż mieszkał w Warszawie. Z tego zaś domniemuję, że może chodzić o dzieciństwo, co miałoby dla nas ogromne znaczenie, gdyż przedstawiony niżej opis połowu na sztuczną muszkę w Polsce, sięgający może nawet lat 20. XIX w., może być najstarszym obecnie znanym w naszej literaturze.
Tekst (ze znacznie zmodernizowaną pisownią)
„O rybołówstwie tyle da się powiedzieć, że w rzekach górskich prócz pstrąga, i rzadko głowacicy (Lachsforele), tudzież nieco podustwy, innej ryby nie ma. Do najlepszej należy pstrąg, o nim więc w krótkości powiem.
Do najsmaczniejszej ryby w rzekach górskich, należy bezsprzecznie pstrąg. Nie jest zbyt tłusty, mięso ma delikatne, ości tylko na grzbiecie. Pstrąg po większej części żyje w potokach górskich, gdzie łoże skaliste i woda zimna. W rzece Czeremoszu trzyma się tylko u źródeł tegoż, szczególniej od czasu więcej ożywionej manipulacji lasowej z użycia Czeremoszu pod wywóz materiałów, usunął się w potoki. Stąd pochodzi, że mieszkając teraz w mniejszych obszarach, jest więcej wyłapywany, a nawet przez Hucułów niszczony. Pstrąg górski, skutkiem zimniejszego klimatu, jest mniejszy, rzadko jednej trzeciej metra dosięga, i tej wielkości pstrąg należy do starych, dostaje kolor ciemny i porasta, niejako mchem. Przeciętna wielkość pstrąga górskiego jest jedna szósta metra. Prócz Hucułów, którzy je wyławiają, niszczą pstrągi wydry, nurki (gatunek szczurów lasowych), a przy tym często wezbrane potoki, unoszą za sobą kamienie, łomy z lasów i te je zabijają. Po każdej takiej powodzi zlatuje się ptactwo na żer rybi, nad potoki. Pomimo jednak tego, płodzą się i chowają w znacznej ilości. Nie takiej przecięż, jak przed dwudziestu laty, kiedy za 100 pstrągów po 2 zł tu płacono, gdy teraz za 8 do 10 zł ledwie dostać można.
Jest kilka sposobów łowienia pstrągów. Mianowicie od lipca do września łowią się wędką, na której haczyku zawiesza się jako przynętę, muchę długą ‘żyrawica’ zwaną. Wędkę nie zapuszcza się w wodę, a nawet nad wodą tylko się trzyma, gdyż pstrąg obaczywszy muchę, wyskakuje z wody do góry, w locie ją łowi, i tym pewniej na haczku uwisa. Od września do października nie skacze już za muchami, gdyż skutkiem narastania w samicy ikry, a u samca mleczka, staje się ciężkim, i żywi się w wodzie drobną rybą, czyli tylko gatunkiem drobnej ryby. Są to owady zwane przez Hucułów ‘kurbakie’. Wtedy połów pstrągów odbywa się albo nastawianymi na wodzie koszami ‘jeteri’ zwanymi, albo łowią je rybacy w nocy, przy oświetleniu zapalonego łuczywa ościami, czyli widełkami żelaznymi tym sposobem, że rybak idzie z łuczywem w lewej ręce po wodzie i gdy ryba olśniona światłem przystanie, wtedy ją widełkami przebija i z wody wyjmuje. Pstrąg lubi przesiadywać w rwącej wodzie, ‘szypot’ zwanej. Kryje się pod kamienie i w rozpadliny skał. Lubi także być pod łomami z lasów na potoki naniesionymi, mając tam obficiej robactwa i much. W październiku następuje tarcie pstrągów, to jest, że przepełnione narośniętą ikrą i mleczkiem, płyną na mielizny do źródeł potoków w miejsca, gdzie piaski i tam samica wyrzuca ikrę z siebie, którą samiec starannie okrąża, wypuszczając z siebie mleczko i tym ikrę nakrapia. Tak połączone ikra z mleczkiem tworzą płód, który samiec zgarnąwszy ogonem w kupkę, przykrywa piaskiem, robiąc mogiłkę. Tarcie pstrągów trwa od listopada, poczym do grudnia wylęgają się w mogiłkach młode pstrągi w ilości stosownie do znajdującego się w mogiłkach płodu. Gdy z każdego ziarnka ikry wypładza się jedna ryba, z jednej mogiłki przeto po kilkaset wychodzi. Podczas tarcia niszczą Huculi rybę najwięcej,
-16-
gdyż te będąc ciężką i płynąc masami na mielizny, łatwo dają się łowić, jest jednak wtedy chuda i niesmaczna. Jak każda ryba, tak i pstrągi przyrządzają się do jedzenia kilkoma sposobami. Bardzo dobrą jest z nich marynata. Są dobre smażone w maśle, ale mniej znane, w górach właściwie przyrządzane, są pstrągi wędzone. Hucuł nałowiwszy dużo pstrągów w lecie podczas upałów, daleko do domu, zanim by je zaniósł do wsi, popsułyby się, więc na miejscu oprawia je, soli i wędzi w urobionym do tego użytku ulu, tym sposobem, że w ul ponabija w poprzek patyczków, nawiesza na nie pstrągów, a u spodu ula zapala trzaski i kurzy. Do czterech godzin pstrąg uwędzi się, jest bardzo smaczny i konserwuje się kilka dni. Tak wędzone pstrągi zakupują handlarze, do miast rozdając już w zimie naprzód rybakom pieniądze, po 3 do 4 zł za 100, gdy w miastach za nie po 8 zł odbierają”.
Komentarz
Szczegółowy i miejscami uroczy opis biologii i połowu pstrągów wyraźnie świadczy o tym, że Gregorowicz nieraz miał przyjemność przebywania nad wodą podczas swojego pobytu na Huculszczyźnie. Używane przez niego słownictwo związane z biologią pstrąga (np. mogiłki), błędy (wylęg w grudniu), a także uwagi o „ciężkości” przed tarłem i opis samego tarła, wskazują, że nie korzystał on z polskiej literatury przyrodniczej, która zresztą do powstania Krajowego Towarzystwa Rybackiego w Krakowie w 1879 r. była skromna. Zapewne był on więc dobrym obserwatorem przyrody.
Gregorowicz miał niezłe rozeznanie w sprawach rybołówstwa, o czym mogą świadczyć liczne odniesienia do wędkowania w innych jego publikacjach (1852, II:147; 1858, I:97, II:7-8, 11, 14-15, 253, 297) oraz jeden fragment (1858, II:257) - „żebyście widzieli moja Józefowa, jakiego w sobotę złapałem szczupaka, to ledwo go wyciągnąłem z wody, co tak mi się rzucał. Ale nie trafił na fryca i jak tylko palcami uchwyciłem go za oczy, tak ze szczupaka zrobił się baranek pokorniutki”. Poza wyżej wymienionymi narzędziami rybackimi wspomniał też o sieci (1852, II:145, III:239). Ponadto, w jego bogatej spuściźnie stwierdziłem wzmianki aż o 12 gatunkach ryb: sumie (1856, I:65; 1886, II:71), karasiu (1853, 160), linie, okoniu, karpiu, sztokfiszu i sandaczu (1850, 217, 242), śledziu (1852, III:75; 1858, II:256) i podanych wyżej – szczupaku (także 1850, 217; 1904, II:80), śwince, pstrągu i głowacicy. Jest to stosunkowo duża liczba, jak na naszych dawnych pisarzy.
Cenny jest jego opis połowu przy użyciu żyrawicy (ta wzmianka jest pierwotnym źródłem wyjaśniającym ten termin, wykorzystana następnie przez Janowa 2001, cytowanego w P&L nr 33). Gregorowicz jest też pierwszym znanym mi polskim autorem, który wyraźnie wskazuje, że przynęta była trzymana nad wodą, bez dotykania jej. Nie jest to więc nawet tradycyjna metoda dappingu. Warto zwrócić uwagę na zbliżoną „prymitywną” metodę stosowaną do połowu lipieni w dorzeczu Amuru, opisaną wcześniej (zob. P&L nr 20). Jest to więc kolejne źródło wskazujące, że:
- wędkarstwo muchowe rozwinęło się na bazie prostej metody polegającej na pionowym spuszczeniu przynęty na wodę,
- w wędkarstwie na Huculszczyźnie zachowały się reliktowe metody sięgające korzeniami średniowiecza, a może jeszcze dalej w głąb historii.
Godna uwagi jest też wzmianka Gregorowicza o głowacicy. Wskazanie na niemiecką nazwę Lachsforele pozwala sądzić, że nie znał on bliżej tej ryby, traktując ją jako synonim pstrąga morskiego.
Niezbyt precyzyjny jest jeden fragment o pstrągu – „żywi się w wodzie drobną rybą, czyli tylko gatunkiem drobnej ryby. Są to owady zwane przez Hucułów ‘kurbakie’”.
-17-
Zapewne jest tu mowa o chruścikach w swych kubrakach, czyli domkach.
Na zakończenie podam jeszcze, że ród Gregorowiczów zamieszkiwał nad Czeremoszem. W relacji z podróży z XIX w. (R. 1876) czytamy o rządcy majątku – „dom p. Gregorowicza leży tuż nad brzegiem Czarnego Czeremoszu, którego szumiące wody nagle się w tym miejscu zwracają ku południowi, tworzą dość wyraźne kolano i znów płyną ku wschodowi”. Miał on więc gdzie podglądać życie ryb!
Literatura cytowana
Gregorowicz J.K. 1850. Obrazki wiejskie. II. Pan rządca. Biblioteka Warszawska, 4:189-257.
Gregorowicz J.K. 1852. Obrazki wiejskie. T. 2-3. Warszawa.
Gregorowicz J.K. 1853. Dwie sceny z pożycia wiejskiego. Warszawa.
Gregorowicz J.K. 1856. Różne różności czyli prawdziwe historye. T. 1-3. Warszawa.
Gregorowicz J.K. 1858. Tomek Sandomierzak. T. 1-3. Petersburg.
Gregorowicz J.K. 1881. Przewodnik dla zwiedzających Czarnogórę położoną w powiecie Kossowskim. Lwów
Gregorowicz J.K. 1886. Wieś Świątniki. T. 1-2. Warszawa.
Gregorowicz J.K. 1904. Brat i siostra. T. 2. Warszawa.
Janów J. 2001. Słownik huculski. Opr. i przyg. J. Rieger. Kraków.
R. 1876. Wyjątki z dziennika podróży do Tatr i Czarnohory. Przegląd Leśniczy, 1(9):300-306.