Pstrągi w relacjach Polaków z podróży zagranicznych od XVI do początku XX w. Cz. II.
Pstrągi w relacjach Polaków z podróży zagranicznych od XVI do początku XX w. Cz. II.
Od czasu przedstawienia w P&L nr 40 informacji o pstrągach w relacjach Polaków z pobytu za granicą, zebrałem dalszy obfity i interesujący materiał. Podaję tutaj wszystkie te zapisy, wraz z komentarzem.
Niemcy
U Koźmiana (1867, I:398) jest ciekawa wzmianka z pobytu w 1825 r. w Bad Schandau nad Łabą – „przenocowawszy w Schandau, gdzie są kąpiele żelazne i sławny połów pstrągów, dnia następnego ze świtem puściliśmy się pieszo na Kuhstall, na Winterberg, Tempesfall i Prebischthor”. Niestety autor nie rozwinął wątku o „sławnym połowie”, a także nie wspomniał o tym w innym fragmencie relacji z pobytu w tym miejscu w 1828 r. Musiał to być jednak wyjątkowy połów, skoro utkwił on mu w pamięci i został uwieczniony na papierze po około 30 latach od tego zdarzenia. U Koźmiana, zwłaszcza w jego listach, jest wiele fragmentów wskazujących na jego częsty kontakt z rybami i ich połowem.
U Chłędowskiego (1841) jest opis wycieczki do Berchtesgaden w Bawarii - „nie zatrzymywałem ich długo na tym powabnym półwyspie. Zamówiwszy zwykły tego jeziora obiad i zaspokoiwszy moje i moich strudzonych małżonków pragnienie, ruszyłem dalej, aby zakończyć tę czarowną żeglugę zwiedzeniem wyższego jeziora (Obersee). Na dnie płytszej u brzegów wody, najrozmaitszych widziadeł obraz w chyżym pędzie łódki dziwnie mamiły oko. Mech, konary, skały, drzewa i kory, to jak podwodne poczwary, to jak węże, raz rozciągnione, raz skręcone w kłęby, a pośród nich pstrągi i łososie; wszystko w najdziwaczniejszych kształtach i barwach zdawało się pełne życia i ruchu.
Nakryto i dla mnie stoliczek, i zastawiono szmorn i pstrągi. Nie był to ów szmorn, który wiedeńki tak smacznie sporządzać umieją, ale była to gęsto z mąką zasmażona śmietana, polubownie i niezbyt ponętnie poszarpana w kawałki. Na zapytanie czyliby co innego dostać nie można, odpowiedział mi stary, dychawiczny myśliwiec, który na ławeczce u drzwi
-6-
spokojnie rozkoszował w fajeczce i naszym obliczom się przypatrywał: że odkąd on tylko zapamięta, podróżni, którzy ze sobą nic nie przywożą, nic innego nie jedzą, tylko Ramkoch i ryby, z tą jednak różnicą, że dawniej, za księżych rządów, wolno było jeść ryby jedynie za cedułą, i tylko tyle, ile na niej wypisano było, a teraz tyle, ile się podoba. Niechże kto powie, że Bawaria za króla Ludwika w liberalnych zasadach nie zrobiła postępu! Dowiedziałem się tedy dwóch rzeczy, i liberalności rządów bawarskich, i tego, że owa zasmażka nie jest to wcale szmorn, ale Ramkoch, narodowa berchtesgadeńska potrawa. Pstrągi były duże i wyborne”.
W innym fragmencie autor opisuje pobyt w domku myśliwskim - „dom, w smaku zeszłego wieku (1720) zbudowany, o którego teraźniejszej wytworności dosyć będzie nadmienić, że w nim obecnie rodzina szynkarza i nasz myśliwiec mieszka. Ciekawszy wszakże przedsionek. Zdobi go kilkanaście portretów, nie prałatów lub bohaterów dawnych, ale ryb, które się w życiu swoim wielkością odznaczyły. Każda ryba ma swój nagrobek, swój nekrolog, a w nim lapidarnym stylem wypisane jej znaczenie za życia, czyli jej wielkość i waga, dzień śmierci i przez kogo życia pozbawioną została. Najzaciętszym ich nieprzyjacielem był Krzysztof Duxner, który przez stu laty pierwszym rybakiem tego jeziora słynął. Te odwizerunkowane łososie (Lachsferche), po kilkadziesiąt nawet funtów ważące, są to po największej części jego trofeum”. W przypisie do tego fragmentu autor dodał - „teraz już o takie trudno, trzeba ich kilka na funt. Te, które mnie zastawiono, jest to rodzaj pstrągów (Salblinge, Salmo, Salvelinus)”.
U Anny z Podgórza (1874, 110, 118) są dwa interesujące fragmenty z podróży do Berchtesgaden w 1872 r. W pierwszym jest wzmianka z pobytu w gospodzie nad Hintersee - „posiliwszy się drugim śniadaniem złożonym z pstrągów”. W drugim opisuje pobyt nad Königsee za Bechtesgaden - „myśliwski pałacyk, służący też za gospodę i ofiarujący płody jeziora ‘saiblingi’ i pstrągi. Ciekawą tam znalazłam galerię obrazów, ściany długiej sieni i izb, zawieszone obrazami szkoły… górskiej, odznaczającej się oryginalnością, kolorami jaskrawymi z chronologią i sumiennym poszanowaniem rodowego herbarza, pozują tam wizerunki długich, ze srebrną łuską i ciekawymi oczyma, panów jeziora „Forelli” i „Saiblingów”. Ilość funtów ułowionego antenata każdego, obok rodowodu i daty połowu, zapisana kategorycznie na wizerunku. Ścisłość niemiecka wszędzie uwydatniona”. Nie wykluczam, że autorka była w tym samym budynku, który wcześniej opisał Chłędowski.
Francja
Zieliński (1989, 191) w trakcie tułaczki po Francji około 1838 r. przebywał nad jeziorem Verdes w departamencie Loir-et-Cher i zapisał - „przyjaciel p. Gérard […] dał nam posmakować nieraz i arcydobrze przyprawionych ryb, zwłaszcza truite saumonée”. Nazwa pstrągi-łososiowe odnosi się tu do pstrągów z mięsem o różowej barwie.
Frankowski (1973, II:184) w opisie Paryżu, sporządzonym w 1840 r. po francusku, opisał targ rybny - „spójrzcie: szczupaki wielkie jak grenadierzy – z okiem groźnym, straszliwym; karpie o miedzianej łusce, szerokie w grzbietach, opasłe niczym przekupki wiedeńskie, rozdziawiają pyski z miną głupią i dobrotliwą; wykwintne pstrągi w szatach ze srebra usianego lazurowymi i różowymi punkcikami; słowem gromady mieszkańców jezior, stawów, rzek, strumieni, potoków – które odpokutują na ruszcie niedostatek instynktu, co pchnął je w zdradzieckie sidła więcierza. Wszyscy ci mieszkańcy słodkich wód piętrzą się całymi górami, rzucani jak bądź, grzbiet przy grzbiecie, płetwa przy płetwie, między szkarłatne barweny, jednookie sole o skórze porosłej liszajem, łososie w srebrnych
-7-
kolczugach i magnackie turboty, i tyle innych ryb, które figurują w hierarchii gatunku pokrytego łuskami”.
Chałubiński (2006, 20-21) w liście do Karola Jurkiewicza z Eaux-Bonnes w Pirenejach, pisanym 8 września 1859 r., opisał niemiłą przygodę z pstragami - „jestem otruty!!! Przeklęte pirenejskie pstrągi, czy też grzyb-p-p-ki, jedno z dwojga, ale myślę, że pstrągi. Czuję ten sam ciężar, ten sam „cetnar ołowiu”, który jeden z Was czuł na tydzień przed ślubem, tylko że go czuję w innym miejscu niż tamten, czuję go w żołądku. A jednakże, jak przykładnie te dzień spędziłem, jadąc połowę drogi sam jeden w całym przedziale omnibusu, a drugą ze starym kupcem starych koni!! na 5 minut przed zjedzeniem tych źle lub zdradziecko usmażonych pstrągów zwiedzałem nawet jakiś kościół. I wierz teraz, co mówią i piszą, że podróż w Pirenejach jest zupełnie bezpieczna, że nie ma opryszków, zbójców. Jedyny, rozumny człowiek we Francji, Alfons Karr, na próżno od 15 lat krzyczy, że kupiec, restaurator itp., który truje swojego konsumenta, popełnia tęż samą zbrodnię, co konsument trujący swego kupca, restauratora itp. I w rzeczy samej, kiedy się dyrdzę, toć mi wszystko jedno, czy się dyrdzę od kuli, czy od noża, czy od źle lub zdradziecko usmażonych pstrągów. I kto proszę zresztą widział, żeby pstrągi dawać smażone?”.
Austria
Chomętowski (1843, 74) zapisał o miejscowości Ischl - „nie mogliśmy wszakże dokonać zamiaru zwiedzenia góry owczej (Schafberg) […]. Właśnie podówczas bogowie musieli na owczej górze sejmować, gdyż i siebie i górę obsłonki i nieprzyjaznym wszelkiej dalowidni chmurami, stratę tę musiało nam wynagrodzić za wcześniejszym do St. Gilgen przybyciem rzeczywistsze, materialniejsze użycie, wyborne pstrągi, które dla samego nawet Goethego tak wielki miały pociąg”.
Chałubiński (2006, 107) w liście do Aleksandra Balickiego z 21 sierpnia 1870 r., pisanym w Ischl, podał – „już pstrągi codziennie się przejadły”. Z tekstu nie wynika, czy chodzi o Bad Ischl w Austrii, czy o Ischl w Niemczech.
U Tatomira (1884, 295) jest relacja z pobytu w Zillertal, nad rzeką Ziller, dopływem Inn - „wystawny obiad składał się ze wszystkiego, co mogły najlepszego dostarczyć wody, bory, sady i winnice tyrolskie i były i pstrągi na entremets, i pasztet z dzikiego ptactwa”.
Kolejna relacja jest u Stablewskiej (1905, 145-146). W opisie wystawy rybackiej w Salzburgu podała ona - „rzeczne forele niezaprzeczenie królują, tyle ich gatunków odmiennych, drobniutkich lub wspaniałych rozmiarami, które Salzburgowi dostarczały jeziora i bystro płynące rzeczułki górskie”.
Republika Czeska
Ostaszewski-Barański (1905, 12, 17) w relacji z pobytu w Republice Czeskiej w 1903 r., w dwóch miejscach podał wzmianki o pstrągach. W pierwszej czytamy, że „w Czechach jest w ogóle wielka obfitość ryb; oprócz rzecznych i stawowych bywają morskie jesiotry i łososie, które aż tu przybywają gromadnie z wiosną, aby złożyć ikrę, a po drodze padają ofiarą rybaków. Górskie potoki obfitują w pstrągi; dość jeszcze upowszechniona sztuczna hodowla łososi i pstrągów dostarcza właścicielom znacznych dochodów”. W drugiej relacji jest opis Czeskiego Lasu na Szumawie, a w nim - „Staw Czartowski, którego specjalnością są wyborne pstrągi”.
Słowacja
-8-
Müldner (1877, 249) w opisie Popradu podał, że „obfituje on w ryby, mianowicie w piękna, smaczne łososie, węgorze i pstrągi; te ostatnie znachodzą się szczególniej w wielkiej ilości, jeżeli w jeziorach tatrzańskich przypływ wody nastąpi”.
Czarnogóra
Ostaszewski-Barański (1902, 141) w opisie targu w Kotor koło Dubrownika, podał, że „Czarnogórcy dowożą tu wędzone szproty złociste, świeże skoble, łososio-pstrągi, kilka rodzai karpi, barweny i rzeczne węgorze z jeziora skodarskiego i wpadających doń rzek i strumieni”. Nie jest pewne, jaki gatunek ryby kryje się tu pod nazwą łososio-pstrąg.
Włochy
W swoich wspomnieniach z lat 1864-1867 Rogosz (1876, 27) podał wzmiankę o jeziorze na granicy Włoch i Francji przy dolinie Madelino - „głębokość jego niezmierna, a jak rybacy zapewniają, znajdują się w nim pstrągi ważące do 18 funtów”.
Zieliński (1884, 68) zapisał o miejscowości Brentonico w pobliżu północnej części Lago di Garda u stóp Alp - „gdzie zanocowaliśmy dzięki uprzejmemu zaproszeniu miejscowego plebana, który z całą gościnnością nas przyjął, zastawiając przed nami prawdziwie lukullusową wieczerzę, składającą się z wyśmienitych pstrągów, poławianych w pobliskiej Soronie, carpionów gatunku ryb poławianych w jeziorze Garda, sałaty sporządzonej na sposób włoski, sera, owoców i wyśmienitego wina”.
Walewska (1914, 141-142) w swojej powieści, której akcja toczy się we Włoszech, wykorzystała elementy rybackie. Pisząc o jeziorze Como zapisała ona, że w sieci - „na samym wierzchu zamigotały srebrne płotki. Wśród głośnych okrzyków i brawa drobnych rączek dziecięcych wrzucano je do wody, a one, pół martwe, zanurzywszy się w przejrzystej głębinie, natychmiast odzyskiwały zwinność, swobodę. Na dnie łodzi zostawiono tylko pstrągi, węgorze i kilka gatunków innych ryb większych, po czym zaczęto ciskać w jezioro ciężkie, wilgotne kamienie, których zadaniem było obciąganie w dół sieci”. Zapewne autorka zetknęła się z takim widokiem w trakcie pobytu w tym kraju. Zresztą podobny motyw, niewątpliwie nawiązujący do tego samego zdarzenia, Walewska (1903, 107) wykorzystała w innej powieści opisującej Włochy - „kamienie obciążające sieć”. Dotychczas nie stwierdziłem bowiem w polskiej literaturze pięknej do początku XX w. innej wzmianki o wykorzystaniu kamieni jako obciążenia sieci.
Wzmiankę o pstrągach serwowanych w Rzymie w 1884 r. czytamy w liście córki Władysława Mickiewicza (brata Adama) – „na kolację podano pstrągi w majonezie, potrawę z drobiu z grzybami, wszystko podlane winem Marsala i Asti. Przy deserze mnóstwo toastów. Wszyscy Włosi wspominali o Polsce” (Mickiewicz 1926, III:247).
Ukraina
U Karwickiego (1901, II:184) jest dłuższy opis rybołówstwa na limanach nad Morzem Czarnym. Zapisał on m.in. – „przecięciowo [przeciętnie] wyciągają na brzeg za jednym zarzuceniem sieci 400 do 500 wozów ryby, przeważnie sandaczy – choć zdarzają się leszcze, szczupaki i inne pośledniejsze gatunki, zwane biełoju ryboju, gdy łososie, jesiotry i sterlety, zwane krasnoju ryboju, sortują się osobno i sprzedają się na sztuki handlarzom miejskim, oczekującym na takim rybnym zawodzie”. Prawdopodobnie nazwa łosoś odnosi się tu do tzw. troci czarnomorskiej, o czym mogą świadczyć inne zapisy tego autora o tej rybie, podane w P&L nr 40.
-9-
Rosja
W dzienniku Zana (1929, 201) jest opis Baszkirii na trasie z Orenburga do Złotousta, sporządzony 2 kwietnia 1831 r. -„góra zniża się do rzeczki Stamkasy, druga, równoległa do pierwszej, kończy się rzeczką Adragal, trzecia mniejsza rzeczką Adraguz. Las gęsty, lecz mniej zdaje się być porządny, ukazują się z rzadka sosny i jedliny. Po drodze już latają gile, makolągwy, czeczotki, trznadle większe żółte i mniejsze szarowate, konopeczki (łotoczki), dzierlatki, sroka (barbe) i gołębie. Zwierzęta są: niedźwiedź czarniawy wielki, rosomak (jelensin), lis, wydra (kama). Ryby (kutiama Berde) i pstrągi (kysyl-bałyk)”.
Kolejne zapisy, dotyczące pobytu na Syberii w 1845 r., są u Żmijewskiego (1859, I:124, III:26) –„i jego nie uratujesz i sam pójdziesz do dna, łowić pstrągi w Iłakaczanie” oraz „jak nam [kucharz Rosjanin] dał raz pasztet z jesiotra i foreli, to asesor, który przyjechał w nasze strony na śledztwo, i właśnie był u mnie na obiedzie, oblizywał się po nim pół godziny”.
Azja Środkowa i Chiny
U Grąbczewskiego (1958, 97-98, 158, 453-454, 469, 511), który w latach 80. XIX w. podróżował po Azji Środkowej i zachodnich Chinach, jest kilka wzmianek o pstrągach. Pierwsza dotyczy pobytu w Kaszgarii – „na płaskowyżu Ucz-Tasz, w miejscowości Bałykny-Ujasy (gniazdo rybie) jedna z rzeczek spada dość dużą kaskad. Otóż w zagłębieniu wyżłobionym przez wodospad, jest mnóstwo pstrągów, które nie bojąc się ludzi, igrają w słońcu, wysoko wyskakując nad wodę. Miejsce to uważa się za święte; tamtejsi Kirgizi za nic nie złakomią się na te smaczne ryby, gdyż według podania, każdy, kto zje pstrąga, umrze w strasznych bólach. Obserwując igraszki pstrągów, nie umiałem sobie wyjaśnić, skąd się one wzięły w tej miejscowości, gdyż ryby te są nieznane w całej Kaszgarii i więcej nigdzie ich nie spotykałem”. W przypisie do tego fragmentu autor dodał – „w parę lat później widziałem pstrągi na zboczach Himalajów, w miejscowości Bałykczy, między fortem Szachidułła-Chodża, a przełęczą Karakorum, na wysokości 16.000 st. n.p.m.)”.
Drugi zapis dotyczy Kirgistanu – „w miejscowości Bałykczy są źródła, a w nich pstrągi, lecz mniejsze, niż na zboczach Tien-szanu”.
Trzeci dotyczy rzeki Aliczur w Tadżykistanie – „pstrągów w rzeczkach Pamirów jest nieobliczalne mnóstwo. Siatki nie miałem; lecz kozacy, zawiązawszy nogawice letnich spodni, ciągnęli je pod wodą, jak sieć, i w parę minut wydobywali napełnione rybami. Niedźwiedzie łowią pstrągi, siadając przy brzegu rzeki, na zakręcie: zmąciwszy wodę, łapami ją wyrzucają poza siebie wraz z rybami, które padają opodal na trawę. Wyrzuciwszy z wody kilka pstrągów, niedźwiedź je zjada i powraca do pracy. Scenę taką zdarzyło mi się obserwować właśnie na Aliczurze, co opowiedziałem w innym miejscu.
Kirgizi nie jedzą i nie łowią ryb. Pstrągi nazywają oni bałyk (ryba), chociaż Sartowie Fergany odróżniają już ich rodzaje (z większymi lub mniejszymi czerwonymi cętkami na skórze), zwąc je: sułtan i maryn. Pstrągi pamirskie są wyborne. Gotowaliśmy je, obcinając głowy i odrzucając ikrę, ponieważ Kirgizi zapewnili nas, że to trucizna. Osobiście nie mogłem tego sprawdzić, gdyż nie chciałem robić prób z psami, które przybłąkały się w drodze, porzuciwszy spotkane przez nas auły i strzegły nas w nocy przed wszelkimi szkodnikami. Mnóstwo ryb musi być i w jeziorach, jeżeli sądzić o tym z ilości drapieżnego ptactwa, które ciągle się nad nimi unosi; o obfitości ryb nawet w małych jeziorkach, które przy tamtejszych mrozach mogą wymarznąć, można wnioskować z tego, że w rzece, wpadającej do jeziora Bułun-kuł (na południe od Jaszyl-kulu), kozacy, brodząc ze starym
-10-
podziurawionym workiem zamiast siatki, w ciągu godziny złowili około 40 kg doskonałych pstrągów”.
Czwarty dotyczy doliny rzeki Pamir we wschodnim Tadżykistanie – „kozacy skądeś zdobyli pewną ilość przędzy wełnianej i, zmajstrowawszy malutką sieć, miewali stale świeże ryby. Mnie jednak pstrągi tak się przejadły, że niedobrze mi się robiło na ich widok, i nie mogłem ich jeść”.
W ostatnim zapisie autor ponownie nawiązał do Kirgistanu – „w miejscowości Bałykczy (rybne) znaleźliśmy obfite źródła, a w nich dużo pstrągów, igrających w słońcu i rzucających się nad wodą. Widziałem okazy wielkości 12-14 cali. Kirgizi tych pstrągów nie łowią, a przechodzące karawany, które uważają ryby w tym jednym tylko miejscu wśród gór, za święte, pozostawiają je również w spokoju przez zabobonny strach, aby nie ulec za to karze. Co do mnie miałem wielką ochotę spróbować pstrągów himalajskich, lecz przewodnik (jednocześnie właściciel wynajętych wielbłądów i konia) tak był przekonany, że nas spotkałoby za to w drodze nieszczęście, że zaniechałem swego zamiaru, aby nie podsycać zabobonu w razie wypadku zawsze możliwego w podróży o tej porze roku. Patrząc na igrające pstrągi tutaj, na zboczach Himalajów, na wysokości 16 000 stóp n.p.m. tak samo jak i 4 lata temu na zboczach Tien-szan, nie mogłem sobie wyjaśnić, skąd wzięły się te ryby tylko w tych dwóch miejscach, kiedy gdzie indziej w całej Kaszgarii ich nie ma”.
Islandia
U Nalepińskiego (1914, 276) jest krótki zapis o Islandii – „poznałem w parę dni później męża. Sympatyczny uczony. Rozmawialiśmy o muszkach, na które się w Islandii dają łapać pstrągi”. Należy żałować, że autor nie rozwinął tego dobrze zapowiadającego się wątku o połowie na muszkę.
Następnie Goetel (1928, 67, 117) w relacji z pobytu w Islandii dwukrotnie nawiązał do pstrągów - „punktem oparcia dla turystów zwiedzających Thingvellir jest schronisko położone w pośrodku doliny u wylotu Allmannagji. Można tu zjeść pstrąga lub łososia, podstawową potrawę kuchni islandzkiej, odpowiadającą mniej więcej naszej „sztuce mięsa” […]. Najszlachetniejszemu stworzeniu powietrza odpowiada w kryształowych strumieniach i jeziorach królewska ryba – pstrąg i łosoś. Zaiste! W tym surowym świecie nie ma miejsca dla istot „podrzędnej natury”!”.
Ameryka Północna i Nowa Zelandia
W P&L nr 40 podałem kilka zapisów Sygurda Wiśniowskiego z pobytu w USA. W zbiorze jego pism, wydanym w latach 1953-1956 stwierdziłem dużą liczbę innych wzmianek o pstrągach (kolejno: I:355, II:28, 34, 36, 92, 232, 234, 240, 249, 264, 274, 312, 321). W pierwszym utworze podał - „żeglując po wodach Wisconsinu składałem gibkie wiosło o szerokiej klindze i nie patrzyłem na ocętkowane złotem pstrągi skaczące dokoła. […] Płynąłem z wędką w dłoni - lecz niczego nie łowiłem”.
W drugim utworze opisał pobyt w Black Hills w Górach Skalistych w 1874 r. – „dziś, z powodu niedzieli i deszczu, każą nam koczować nad Belle Fourche. Wody i trawy tu nie brak; ryby w rzece łatwe do pojmania i smaczne. […] Z wyżyny z wielkim trudem i niebezpieczeństwem spuściliśmy się do doliny równie sporej jak Czerwona Dolina, przeciętej strumieniem o wodach bystrych i czystych. Mrucząc i marszcząc się, spadając w kaskadach lub kryjąc się pod omszałymi sklepieniami, syn ten gór ożywia krajobraz. Pstrągi igrają w nim, kwiatki kąpią w nim swe korzenie. […] Ani w Czerwonej, ani w Kwiecistej
-11-
Dolinie nie spotkaliśmy śladu wód wezbranych; sądzę więc, że rzeczułki te zawsze jednako zimne i czyste i pełne pstrągów.
W kolejnym utworze z 1877 r. opisał poszukiwaczy złota w Custer City – „półtora roku zmieniło tę uroczą dolinę do niepoznania. Górnicy wyrąbali cudne gaje w parku (dolinie), spalili poważne bory na skłonach gór, poryli wąwozy szachtami i rowami, zwrócili koryta strumieni, zatamowali rzeczułkę w stu miejscach, wytępili bobry, wyłowili pstrągi, wypłoszyli jelenie i daniele”.
W następnym utworze, z 1880 r., zawierającym opis jeziora Panny Maryi w Manitobie, podał – „zjechaliśmy spiesznie na jego brzeg wdzięczny i założyliśmy na nim nasz biwak. Ludwik poszedł na ryby, ja na polowanie. O zmroku wróciliśmy z tuzinem pysznych pstrągów i cielątkiem łosiowym. […] Na tej łące założyliśmy nasze koczowisko i żyliśmy głównie rybami. Był to bardzo przyjemny punkt dla obozowiska, a smaczniejszych pstrągów nigdy i nigdzie nie jadłem. Rad bym był z miesiąc tam zostać. […] Śniadanie gotowe i czas w drogę. Zjadłem pstrągi, które Ludwik złapał i zgotował, gdy ja się wysypiałem; chwaliłem jego pilność i kucharstwo; zachęcałem go, aby jadł, ale apetyt mu nie służył. Jako dobry druh, próbowałem więc zjeść jego część, skoro z moją się uporałem. Ostatecznie został tylko jeden pstrąg, przypieczony brunatnie i wyglądający bardzo ponętnie. Po dłuższym namyśle przyszedłem do przekonania, że nie dam mu rady. […o anegdotach…] Te znudziły mnie. Poszedłem więc do rzeki na ryby. Ledwie wrzuciłem wędkę do wody, zobaczyłem jeźdźców daleko na stepie. […] Dojechawszy do rzeki puściliśmy konie na paszę, złapaliśmy w momencie kilka pstrągów i po wieczerzy z nich poszliśmy spać w złotym humorze”.
W kolejnym utworze, z 1881 r., akcja rozgrywa się na wyspie św. Józefa (Ile St. Joseph), w cieśninie łączącej Huron z Jeziorem Górnym - „tą drogą chodzili chłopi z rybami i jajami. […] Odette, Odette, a chodź no i pokaż pstrągi! - zawołała staruszka. […] Czasem, coraz rzadziej, zagląda do mnie, już w własnym domu mieszkającej, przynosząc bukiety kwiatów polnych lub pstrągi”.
Najciekawsze są natomiast fragmenty utworu Dzieci królowej Oceanii (III:70, 105, 109). Jest on oparty o wrażenia autora z pobytu w Nowej Zelandii w latach 1864-1865 (sama powieść została natomiast spisana w latach 1874-1877, a drukowana w 1877 r.). Choć nie ma tu wzmianki o pstrągach to jednak wcześniejsze fragmenty z Ameryki Północnej rzucają wiele światła na poniższe zapisy, i odwrotnie. Wśród sprawunków na podróż podał on – „mięsa dostarczają lasy, jeżeli wzięliśmy ze sobą strzelbę, oraz rzeki, jeżeli wędkę posiadamy. Tych wziąłem, zapas nie zaniedbując także zaopatrzyć się w sztuczne muchy. […] dla ulżenia ciężaru nie wzięliśmy prawie jadła, ufając, że wędki nasze dostarczą pokarmu z rybnych potoków Nowej Zelandii”. I dalej - „na rybach nie zbywało. W każdej prawie kałuży mogliśmy złapać tłustego węgorza. Na wodach płynących łowiłem moją wędką, zaopatrzoną w sztuczną muchę, wyborne rybki ościowate, ku zmartwieniu towarzysza, który na próżno wygrzebywał z ziemi lub wycinał z kory drzew rozmaite robaczki. Wiadomo, że nic tak nie gniewa człowieka, jak czyhanie bezskuteczne z wędką trzymaną umiejętnie, z okiem czujnym i ustami zaciśniętymi, na rybę igrającą dokoła robaka. Gniew ten zmienia się w żal na Opatrzność, jeżeli towarzysz, co siedzi o dziesięć kroków od nas, łowi co minuta skrzeliste, ogoniaste, trzepiące się stworzenia. Mój druh niemiecki był tylko człowiekiem, klął więc nieszczęsną swą nieprzezorność, co mu w Auckland nie kazała pomyśleć o sztucznych muchach z piórek i żelaza”.
Kolejna relacja z Ameryki Północnej jest w anonimowym źródle (Anon. 1887). Dotyczy ona Nowej Funlandii - „a nie zapomnij pan, że jutro umówiliśmy się na pstrągi! –
-12-
powiedziała córka mego pryncypała, gdyśmy wracali we dwoje do domu jej rodziców. Trzeba korzystać z lata, nim uleci. […] A propos, nie zapomnij pan wziąć strzelby ze sobą; jadąc na pstrągi nigdy nie można wiedzieć, czy nie spotka się z czym innym. [… po przejechaniu na łowisko…] Nikt nie brał się do strzelby, lecz siadłszy na murawie nad brzegiem przejrzystego strumienia czy rzeczki, które tu co chwila przecinają drogę, łowiliśmy pstrągi w milczeniu, pojąc się wonią leśną i zapominając zupełnie, że wstrzymując się od mącenia spokoju ptactwa, mącimy go rybie, ale ta rzecz odbywała się cicho, ryba nie skarżyła się, my przeto nie czuliśmy winy naszej. Pstrągów była tu obfitość niezmierna, jak zresztą we wszystkich strumieniach tutejszych, wszak zwierzyna i ryba stanowi dotąd całą i jedyną wartość New Foundlandyi. […] widząc, że słońce chyli się już na niebie, zawróciliśmy do Holyroodu na powrót, gdzie czekał nas już obiad, którego główną podstawę stanowiły dopiero co ułowione pstrągi”.
Maryański (1899, 15, 25) dwukrotnie wspomniał o pstrągach w Ameryce północnej - „strumienie i jeziora górskie obfitują we wielką mnogość pstrągów, łososiopstrągów i łososi” i o poszukiwaczach złota - „czasem kuropatwa górska, ale częściej jeleń lub kozica, upolowane na skałach, lub pstrąg złowiony w potoku, świeżego mu mięsa lub świeżej ryby dostarczają”.
Następny zapis jest w liście Alexandra (1907) z Minneapolis, pisanym 15 lutego 1904 r. - „od powrotu mego z Europy polowałem i rybołowałem wiele, z rozmaitym szczęściem. Najlepsze dni w ostatnim miałem 4. i 5. lipca 1902 r., kiedy z mym bratańcem dostaliśmy około 150 pstrągów w rzece Pemkina, o 300 mil od nas – oraz 18. i 19. kwietnia w Willow River, gdzie 37 pstrągami 20-funtowy koszyk napełniłem. I koniecznie mi się zdaje, iż nasze pstrągi brook trout czyli potokowe, pomimo iż są podobne do karpackich, lepiej smakują i mają różowe mięso. Mountain trout (pstrąg górski) lub rainbow trout (pstrąg tęczowy) są bardziej rzutne, lecz nie tak smaczne. […] Minnesota słynie, mając przeszło 10.000 jezior przynajmniej milę szerokich (mniejsze nie są liczone) i będąc źródłem Mississippi – mamy wiele strumieni i strumyków. Szczupaki, sandacze, czarne okonie i pstrągi są głównymi rybami sportu (karpi, brzanek nie jedzą) i na sieci nie wolno ryb łowić, tylko na wędkę, a zatem u nas rybołówstwo i polowanie jest głównym sportem i każdy od farmera do Prezydenta rybuje, nie wyłączając płci pięknej. […] Wszystkie wody są Public Domain i każdy ma prawo rybołówstwa, lecz tylko na wędkę. Szczupaki od 10 do 30 funtów nie są rzadkością. Eksprezydent Cleveland jest zapalonym rybakiem i myśliwym i często twierdzi, iż woli być rybakiem, niż prezydentem, którym był przez dwa okresy […]. Już obecnie wybieramy się na rozmaite wycieczki na 15. kwietnia i mamy zamiar zwiedzić nowe strumienie około jeziora Superior, gdzie spodziewamy się świetnego połowu, lecz czasami zawiedzeni jesteśmy, jak pewnego razu, gdy pojechałem o 300 mil w maju i przybywszy na miejsce, zastałem 3 cale śniegu i strumienie wezbrane, iż nie można było nic zrobić. Otóż nieomal całe sprawozdanie mego sportu z nadzieją, iż W. W. Pan Radca miałeś zapewne wiele przyjemnych niespodzianek tego rodzaju i przy wolnej chwili będziesz łaskawym, choć niektórymi z tychże ze mną się podzielić, bo człowiekowi zawsze jest przyjemnie słyszeć o szczęściu przyjaciół zajmujących się podobną rozrywką. Z najniższym ukłonem Pani Dobrodziejce”.
Ostatni zapis, dotyczący Parku Narodowego Yellowstone, jest u Bryły (1921, 174-175) – „zachodzimy jeszcze do Fishing Cone. Tuż u brzegu jeziora, ale jeszcze wśród wód, podniósł się stożek z gorącym źródłem, którego temperatura dochodzi nieomal do wrzenia. Stanąwszy tu na stożku, można złowić w jeziorze na wędkę pstrąga i natychmiast potem
-13-
zanurzyć wędkę w Fishing Pot i tam go ugotować. Sam co prawda nie próbowałem tego, choćby z powodu, że nie jestem amatorem cierpliwych sportów”.
Komentarz
Najciekawsze i najbardziej wartościowe są informacje Wiśniowskiego. Z wyżej podanych fragmentów wynika, że łowił on na sztuczną muszkę w Nowej Zelandii już w latach 1864-1865, a następnie zapewne także pstrągi (ale nie potokowe, bo te dotarły tam dopiero w 1886 r.) w Ameryce Północnej. Wiśniowski jest więc pierwszym Polakiem, znanym z imienia i nazwiska, o którym wiemy, że łowił na sztuczną muszkę.
Niestety, Wiśniowski nie podał, jakie ryby łowił w Nowej Zelandii na muszkę. Nie były to pstrągi. Wskazuje na to termin „rybki ościowate”. Gdyby to były pstrągi, to wspomniałby o nich, tak jak to uczynił wielokrotnie w relacji z pobytu w USA. Poza tym, w tym czasie nie mogło tam być jeszcze pstrągów. Według Stoeckera (2000) udana introdukcja pstrąga potokowego do wód w Nowej Zelandii, na bazie materiału z Tasmanii (został tam wsiedlony w pierwszej połowie lat 60. XIX w.), nastąpiła w 1867 lub 1868 r. (Allen 1951, 7, podał, że w 1868 r.).
Wartościowe są także informacje o sławnym połowie pstrągów w Bad Schandau i o „obrazach” ryb w domku myśliwskim. Może uda się odszukać dalsze informacje o nich, a może nawet warto sprawdzić, czy zachowały się do naszych czasów, co polecam osobom mieszkającym w Niemczech.
Na uwagę zasługuje też wzmianka Grąbczewskiego o łowieniu pstrągów przez niedźwiedzie z wykorzystaniem zmąconej wody. Dotychczas nie spotkałem się z opisem podobnej wyrafinowanej techniki połowu przez te zwierzęta.
Literatura cytowana:
Alexander R. 1907. Z Ameryki północnej. Okólnik Rybacki, 96:290-291.
Allen K.R. 1951. The Horokiwi trout stream. N.Z. Marine Dept., Fish. Bull. 10.
Anna z Podgórza 1874. Z podróży po Europie. Lwów.
Anon. 1887. Za oceanem. Ze wspomnień wygnańca. Kronika Rodzinna, 15:460-466.
Bryła S.W. 1921. Ameryka. Poznań.
Chałubiński T. 2006. Listy. Opr. A. Szwejcerowa. Wrocław.
Chłędowski W. 1841. Wycieczka do Berchtesgaden. Dziennik Mód Paryskich, 2(18):138-140, (19):145-148.
Chomętowski W. 1843. Szkice podróżnicze. Linc, Gmunden, Iszel, Salcburg, Berchtesgaden, Mnichów, Guzików. Dziennik Mód Paryskich, 4(10):73-75.
Frankowski K. 1973. Moje wędrówki po obczyźnie, Paryż. Opr. J. Odrowąż-Pieniążek. Warszawa.
Goetel F. [1928] Wyspa na chmurnej północy. Warszawa.
Grąbczewski S. 1958. Podróże po Azji Środkowej. Warszawa.
Karwicki F. 1901-1902. Z moich wspomnień. T. 1-4. Warszawa.
Koźmian A.E. 1867. Wspomnienia. T. 1-2. Poznań.
Maryański M. 1899. Z kresów Ameryki Północnej. Poznań.
Mickiewicz W.J. 1926. Pamiętniki. T. 1-3. Warszawa.
Müldner H. 1877. Szkice z podróży po Słowacyi. Kraków.
Nalepiński T. 1914. Śpiewnik rozdarty. Nowele. Warszawa.
Ostaszewski-Barański K. 1902. Z krainy stu wysp. Lwów.
Ostaszewski-Barański K. 1905. Z dorzecza Wełtawy. Lwów.
Rogosz J. 1876. Wspomnienia z Włoch od roku 1864 do 1867. Lwów.
Stablewska I. 1905. Ulotne wspomnienia z teki podróżnej. Poznań.
-14-
Stoecker M. 2000. The origin of Salmonids in New Zealand. www.fishingmagic.com/features/reference/9085.html
Tatomir L. 1884. Ferye alpejskie. Wspomnienia miejsc i ludzi. Lwów.
Walewska C. 1903. Historya dzieci. Warszawa.
Walewska C. 1914. „Zapomnisz?”. Warszawa.
Wiśniowski S. 1953-1956. Pisma wybrane. T. 1-3. Warszawa.
Zan T. 1929. Z wygnania. Dziennik z lat 1824-1832. Wyd. M. Dunajówna. Wilno.
Zieliński J.F. 1989. Wspomnienia z tułactwa. Opr. E. Wróblewska. Warszawa.
Zieliński W.K. 1884. Na południu. Warszawa.
Żmijewski E. 1859. Sceny z życia koczującego. T. 1-3. Warszawa.