Podsumowanie sezonu wędkarskiego 2004
Przetargi na obwody wędkarskie w 2004 r. unaoczniły zasadnicze problemy wędkarstwa polskiego. Silny spadek populacji ryb łososiowatych doprowadził do sytuacji, że niektóre okręgi ograniczyły od 1 stycznia 2005 r. liczbę zabieranych ryb do jednej sztuki, podnosząc przy tym wymiar ochronny na pstrąga lub lipienia, np. do 35 cm. Takie rozwiązanie zostało wymuszone przez brak gotowości władz PZW do podniesienia składki, w obawie o dalszy odpływ członków i rosnącą falę krytyki. Raczej nie spowoduje to zasadniczej zmianę w populacji ryb. Po pierwsze, nadal opłaty za wędkowanie są za niskie (w przypadku opłaty rocznej w wysokości 100 zł średnia stawka może wynosić ok. 1 zł za dzień łowienia; wiele osób z odznaczeniami nie płaci i tego), co sprawia, że do wód trafia niewiele materiału zarybieniowego i nie przeznacza się wiele środków na ochronę tego, co już wpuszczono. Po drugie, nadal pogarszają się warunki, w których muszą żyć ryby łososiowate (pogłębia się proces dewastacji środowiska, zwłaszcza na kanwie „działań przeciwpowodziowych”).
W PZW dominuje więc tendencja do ograniczenia wędkarstwa (gdyż prowadzi do wzrostu presji). Wyrazem tego są m.in. utrudnienia przy zakupie licencji dziennych, lub w ogólne ograniczenie dostępu dla osób spoza koła lub okręgu na łowisko. Deklarowany przez PZW rozwój wędkarstwa pozostaje więc ideologią bez pokrycia.
Odmienną postawę prezentują natomiast prywatni dzierżawcy wód. Trzeźwa kalkulacja nakazuje bowiem istnienie opłaty dziennej (a nie rocznej), która pokrywa koszty zarybień i ochrony wód. Jest ona uzależniona od liczby wędkarzy i zabieranych ryb. Prywatni dzierżawcy z otwartymi ramionami przyjmują wszystkich wędkarzy. Zaczyna pojawiać się więc dualizm w naszym wędkarstwie. PZW oferuje swoim członkom (nieświadomie!) ideę C&R i wiele pięknych wód. Prywatni dzierżawcy oferują natomiast mięso, pożądane przez większość wędkarzy. Pouczające są wyniki ankiety dotyczącej zarybień tęczakiem (www.flyfishing.pl). Według stanu na 24 lutego 2005 r. 499 osób wyraziło „zdecydowane tak”, 189 – nie, a 301 – „zależy gdzie”. Romantyzm, urok i wypoczynek na łonie natury jest nieodłącznym elementem wędkarstwa zaledwie niewielkiego grona muszkarzy w Polsce. Większość pragnie złowienia i zabicia ryby, zwłaszcza łatwej do złowienia pochodzenia
-24-
hodowlanego i bez walorów sportowych. PZW nie jest w stanie tego zapewnić przy obecnej polityce.
Ubiegły rok ukazał też ogromne znaczenie Dunajca w polskim wędkarstwie muchowym. Brak lipienia w tej rzece od 2003 r. (głównie za sprawą zapory w Czorsztynie) spowodował silny wzrost presji na inne wody, nie tylko na terenie okręgu nowosądeckiego. Im szybciej nastąpi poprawa sytuacji na Dunajcu, tym lepiej będzie w całym kraju.