• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

Wrażenia wędkarskie z Anglii

Wrażenia wędkarskie z Anglii

Po zakończeniu I Międzynarodowej Konferencji nt. Lipienia w Yorku, 14 i 15 lipca 2006 r. spędziłem dwa urocze dni na rybach. Moim gospodarzem był Stuart Crofts, członek drużyny narodowej Anglii w wędkarstwie muchowym i zapalony entomolog (z zawodu elektryk), co zapewniło nam wiele wspólnych tematów do rozmowy. Łowiliśmy w rzece Ure przy Lords Bridge, trochę powyżej miejscowości Leyburn. Z powodu utrzymującej się suszy poziom wody w rzece był katastrofalnie niski. Woda ledwo się sączyła między kamieniami. Na bystrzynach miała ona zaledwie 10-50 cm głębokości. Na dłuższych i głębszych (do 2 m) płaniach była ona stojąca. Było upalnie, a niebo bezchmurne.

Pierwszego dnia na połów wybraliśmy się po godzinie 19.00. Najpierw zatrzymaliśmy się przy moście w Leyburn. Z mostu zobaczyłem kilka okazałych kleni w granicach 50-70 cm,

-17-

które leniwie coś zbierały z powierzchni wody. Widząc te okazały ryby, harcujące bezkarnie, zaświtała mi myśl, że „nasi” tu jeszcze nie byli. Potem udaliśmy się do Lords Bridge. Z uwagi na niski stan wody łowienie było bardzo trudno. W nielicznych płytkich rynienkach na niewielkie nieobciążone nimfy brały lipienie od 5(!) do 25 cm. Później, idąc po płyciznach (na wodzie 10-20 cm), zauważyłem fale po uciekających w górę większych rybach. Złowienie ich wydawało się niemożliwe, gdyż były zbyt płochliwe i natychmiast uciekały po opadnięciu sznura na wodę. Stuart zapewnił mnie, że mogą to być duże pstrągi.

W jednym miejscu na stojącej wodzie dostrzegłem liczne kółka na powierzchni wody, pozostawione przez duże klenie. Przez pół godziny próbowałem je skusić, ale bezskutecznie. Z ubolewaniem stwierdziłem, że niestety w moim pudełku nie było Red Taga lub Zulu, co mi się rzadko zdarza.

O zmierzchu doszedłem do niewielkiej bystrzyny. Tuż poniżej niej, na wodzie od 20 do 50 cm głębokości, zauważyłem pojedyncze oczka. Zacząłem tam łowić na lekką nimfę. Po pewnym czasie przyciąłem coś dużego. Rybę holowałem przez co najmniej 2-3 minuty. Wreszcie zobaczyłem dużą płetwę wystającą z wody. Był to lipień o długości 43 cm, który wrócił do wody. Zaraz potem zapadły egipskie ciemności i zakończyłem połów.

Następnego dnia łowiliśmy w godzinach 12.00-15.00. Woda była bardziej czytelna z uwagi na promienie słoneczne oświetlające całą rzekę. Poszedłem w górę rzeki, powyżej stanowiska, gdzie złowiłem lipienia. Szedłem środkiem potoku, rzucając nimfę lub mokrą muszkę pod prąd na długim sznurze, z uwagi na płochliwość ryb. Łowiąc w ten sposób miałem m.in. lipienia ok. 35 cm, dwa pstrągi ok. 35 i 38 cm, i jeszcze jedną dużą rybę, która po krótkim holu czmychnęła w jakąś kryjówkę. W wodzie dostrzegłem kilka pstrągów nawet do 50 cm długości, które leżały przy dnie nieruchomo jak kłody. Jeden nawet dwa razy leniwie podniósł się do mojej muszki, ale nie wykazał niezbędnego entuzjazmu i wrócił na miejsce.

 W sumie w rzece było dużo, w dodatku dużych ryb. Gdyby były wyższy poziom wody, zapewne wyniki wędkarskie byłyby bardzo dobre. Parę lat temu Stuart z Jurkiem Kowalskim łowili w tym miejscu i mieli dobre wyniki na nimfę.

W trakcie niskiego stanu wody część pstrągów i lipieni jest na płyciźnie, a część na stojącej głębokiej wodzie. Nie mają wówczas wyboru i muszą tam przetrwać te niekorzystne warunki. Złowienie ich w stojącej wodzie jest trudne. Można z nimi zawrzeć bliższą znajomość gdy wejdą w płytką bystrzynę, zwłaszcza wieczorem.

Ure jest rzeką łososiową. Złowiłem wiele drobnych łososi („parr”), które dobrze brały na mokrą muszkę i nimfę.

W zasadzie w rzece wolno łowić wyłącznie na sztuczną muszkę. Widziałem jednak jednego dżentelmena łowiącego na grunt. Stuart powiedział mi, że zwyczajowo miejscowi wędkarze mogą łowić klenie i brzany na przynęty naturalne (zazwyczaj używają żółtego sera).

Łowiąc w środku rzeki byłem cały czas uważnie obserwowany przez dzikie króliki. Były ich tam setki, może nawet tysiące, gdyż cały brzeg był podziurawiony jak sitko ich norami. Te króliki są ulubioną potrawą nielicznego grona smakoszy i przedmiotem polowań w zimie. Nad wodą podziwiałem też jednego gronostaja. One też chętnie polują na króliki.

Z informacji Stuarta wynika, że wbrew powszechnie przyjętym poglądom, w Wielkiej Brytanii nie ma wielu wędkarzy muchowych. Dominują wędkarze łowiący ryby spokojnego żeru na przynęty naturalne. Wędkarstwo muchowe jest powszechne jedynie na zbiornikach zaporowych, w których łowi się łatwe i głupie tęczaki pochodzenia hodowlanego. W rzekach

-18-

natomiast nie ma ryb hodowlanych, gdyż dominuje gospodarka oparta o rozród naturalny. Niewielkiej liczbie wędkarzy muchowych w rzekach sprzyjają trzy elementy:

- Możliwość połowu tylko przez członków klubu, w którego dyspozycji jest rzeka, lub jej odcinek. Należy zaznaczyć, że większość klubów ma charakter zamknięty, tj. liczba członków jest ograniczona.

- Stosunkowo wysokie opłaty na wodach, które są otwarte dla ogółu wędkarzy (na jednej z rzek koło Manchesteru jest nawet opłata 60 funtów dziennie).

- Trudność złowienia dzikich ryb, co zniechęca wielu potencjalnych początkujących lub „wygodnickich” wędkarzy.

Podczas mojego pobytu miałem dwie niecodzienne atrakcje. Pierwszą był nocleg w oberży z XVI w. o nazwie Cover Bridge Inn, położonej przy moście na potoku Cover (jak nazwa wskazuje). Od niepamiętnych czasów większość gości oberży to wędkarze, przybywający z różnych okolic Anglii. Dzięki uprzejmości właściciela oberży miałem przyjemność przejrzenia księgi gości założonej w 1880 r., w której były liczne wpisy wędkarzy, okraszone pięknymi zdjęciami i rysunkami bardziej utalentowanych osób. W oberży zostałem też poczęstowany wybornym piwem, produkowanym w małym browarze na lokalne potrzeby. Tak dobrego piwa w życiu nie piłem. Przy nim piwo produkowane na masową skalę przypomina raczej pewien płyn o zbliżonej barwie.

Druga atrakcja przydarzyła się podczas powrotu do Sheffield. W Masham natrafiliśmy na tzw. Steam Fair, czyli doroczną paradę dawnych pojazdów parowych, na którą zjechało się wiele tysięcy Anglików z całego kraju. Powoli i dostojnie drogami przejechało kilkadziesiąt świetnie zachowanych pojazdów napędzanych parą (czyli na węgiel). Niektóre z nich zostały wykonane jeszcze w XIX w. Zdjęcia wielu pojazdów można podziwiać także w internecie.

o mnie
Studiował na Uniwersytecie Sophia(ang.) w Tokio (1975–1976) i w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (1976–1980). W 2004 obronił na SGH napisany pod kierunkiem Bogdana Grzelońskiego doktorat Gospodarcze i społeczne znaczenie ryb w Polsce od X do XIX w.[2] W latach 1988–1992 pracował w Konsulacie Generalnym RP w Mediolanie, a w latach 1997–2001 i 2005–2009 w Ambasadzie RP w Helsinkach, w tym jako chargé d’affaires w 2007. Hobbystycznie zajmuje się wędkarstwem muchowym. Jest sekretarzem na Polskę brytyjskiego Stowarzyszenia Lipienia (Grayling Society), otrzymując w 2014 doroczną honorową nagrodę Broughton Trophy za wkład w działalność organizacji. Pełnił funkcję tzw. Organizatora Międzynarodowego (International Organizer) Mistrzostw Europy FIPS-Mouche w wędkarstwie muchowym w 2005 w Lesku,
Inne artykuły autora