Ciekawostki znad wody
Ciekawostki znad wody
[Z internetu - www.flysport.fora.pl]
Łukasz Ł. (13.X.2006): Byłem wczoraj na rybkach i trafiłem chyba najbardziej żarłocznego lipa na świecie. Prowadzę nimfy na krótko. Czuję delikatne puknięcie, nie zdążyłem zaciąć, po sekundzie powtórka, zacinam i wyciągam lipka ok. 35 cm, który w mordce ma zapięte... obie moje nimfy - dużą prowadzącą i malutką brązkę. Łakoma bestia.
Tonkin (12.X.2006): Instynktownie zaciąłem! Opór, myślę zaczep. Woda płytka, ale ciągnę mocniej; idzie... pod prąd; mojej wędki granica wytrzymałości. Jak zobaczyłem myślałem, że kawałek namokniętego patyka (średnica: 6-10-ciu cm). Tuż pod nogami patrzę i oczom nie wierzę. Miętus, prawdziwy miętus. Nic więcej nie pamiętam, tyle tylko, że się wypiął. Był to czerwiec tego roku. Najbardziej górska woda z górskich wód, połączona ze zbiornikiem zaporowym. Wiem, że tam miętusy występują, ale od 40-tu lat odwiedzania tej rzeki zdarzyło mnie się to pierwszy raz.
Piotr Zieleniak (01.X.2006): Pewnego razu łowiłem w Bystrzycy Lubelskiej lipienie nimfkami na haku nr 16. W dołku powyżej mostu w Strzyżewicach moje muszki połknęła ryba, a konkretnie to dublet karpi, z czego jeden to karp koi, żółty taki. Na szczęście były małe, po jakieś 25 cm, więc udało mi się je wyholować.
Witek (06.X.2006): Łeba, zawody. Ostre branie, zacinam, eee jakiś mały... wyciągam, patrzę głowacz, zapięty normalnie za pysk... Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tak od tygodnia był martwy...
Reda, jętka. Kolega daje mi namiary na miejsce, gdzie urwał dzień prędzej duuużą rybę. Jak się ściemniło zaczął zbierać. W dziesiątym rzucie wcelowałem; wziął, wyholowałem, taki ze 37 cm. Wypuściłem... wpierw wyjmując urwaną muchę kolegi. Nie chciał dać wiary, że był taki mały....
Ta sama rzeka, jętka. Łowię trzy dni pod rząd tego samego trzydziestaka, potem też chodził, już nawet nie próbowałem....
Reda, zawody. Wyciągam wymiarowego lipienia, mierzę, wypuszczam, rzucam ponownie. Siedzi ten sam z charakterystyczną raną na ogonie...
-20-
Reda, zawody. Dochodzimy do dobrej miejscówki; oooo! naprzeciwko stoi Michał. Patrzymy, zacina lipienia, ale zaraz... wędka wygina się w pałąk, on blednie... Po kilku sekundach zagarnia podbierakiem ładnego lipienia i chyba 65 cm szczupaka, który trzyma przerażonego lipienia w pysku... Lipas do miary, zębacz na kolację.
Reda, czas zmienić nimfy. Wędka między nogi, wyjmuję pudełko i muchy. Wyciągam wędkę, no proszę - siedzi ładny lipień... Wziął między nogami.
Reda, spinning. Nic się nie dzieje. Kolega ma zaczep. Wyciąga, wisi na jego przynęcie mój stary wobler... W tym samym momencie ja czuję zaczep. Puścił, wyciągam jego urwanego wcześniej woblera...
Najdziwniejsza ryba złowiona na Redzie przez mojego znajomego? Ładny węgorz na nimfę.
No i na koniec zdarzenie, którego chyba nikt nie przebije. Reda, zawody. Ktoś urywa ładną rybę z muchą. Kolega wchodzi na jego miejsce, za chwilę zacina rybę... Wyciąga lipienia z tą urwaną muchą... Ale gdzie jest zaczepiony? Nie za pysk, ani nawet za bok, ale za oczko urwanej muchy!!! Gdybym nie widział, nigdy bym nie uwierzył.
(28.X.2006) A propos szczupaków, to mój znajomy opowiadał mi kilka razy taką historię, z takim przejęciem, że ... chyba jest prawdziwa. Był kiedyś z wnuczkiem na pewnej śluzie łączącej rzekę z kanałem obserwować skaczące pstrągi morskie. Dziadek patrzył, a wnuczek był zajęty swoją zabawą... mieszał nogą ubraną w czerwone kalosze w pianie przy brzegu. Nagle krzyknął. Odskoczył, a na kaloszu zacisnął swoje zęby wymiarowy szczupak...
[Uznaję tę relację za wiarygodną. Zob.: Cios S. 2001. Jeszcze o ataku szczupaka. Przegląd Rybacki, 26(2):86 – przyp. S.C.]
Paweł Zając (27.IX.2006): Z tym twoim głowaczem, to mi się przypomniało, jak Kazik Duło z Bystrzycy (Wałbrzych) opowiadał o Romaniszynie, jakieś 2-3 lata temu. Miał stanowisko w Krościenku, chyba od wyspy w dół. Krótka nimfa, rzut, branie, tnie, chodzi rybka, ale szybko bach w podbierak i do sędziego. O, tęczak! Ładny, ze 38 cm. Tylko czemu żywy inaczej. I za pysk!!! Sędzia był niemniej zdziwiony. [...]
Wyrobisko pożwirowe koło Kluczborka. Tato ostatnio sypnął tęczakami. Ktoś tam złowił na spinning, pewnie też padły jakieś na robale, czy co tam, a na muchę nie bardzo. Pojechałem sobie dziś sam, dopiero drugi raz. Po jakiejś godzince dostałem jednego na 33 cm na mokrą muchę i miałem jeszcze branie. Zbliża się godz. 19, chcę kończyć, bo ciemnawo, ale ostatni rzut. Ściągam muchy, w okolicy przynęty kółeczko - widać, że przemieszczają się tęczaki po akwenie, bo co trochę gdzieś się chlapią - a po chwili pociągnięcie. Zacinam i w tym momencie tęczak skacze nad wodę i zaczyna zasuwać w moją stronę. Staram się szybko wybierać sznur - było jakieś 15 metrów - żeby nie zszedł. Już jest koło mnie i w tym momencie wyciągam na haku zaczepioną za grzbiet 10 cm wzdręgę Popłakałem się ze śmiechu, ale nie wiem o co chodzi
Artur M. (27.IX.2006): Dochodzę z tatą do wodospadu. Ja muszka, on spinning. Zaczynam obławiać od dołu, a ojciec od razu w pianę. Nagle krzyk, MAM!!! Podchodzę do niego, czekam. Wobler wychodzi z wody, ale ryby nie ma. W końcu wyciąga biedak złapanego za oczko żyłki, która mu wystawała z pyska. Niestety, pstrąg miał głęboko połknięty haczyk jakiegoś kłusola. Wiadomo jak skończył. Mam jeszcze historię dwóch karpi złapanych na jeden haczyk, ale to nie na tym forum.
-21-
Tabu (10.VI.2008): Z ciekawszych rzeczy jakie znalazłem w rybkach to spora ilość zwiniętego sznurka (takiego jak do snopowiązałki). Było tego sporo ponad metr (po rozwinięciu) i uprzedzę pytanie kolegów - nie było na końcu haka. Sznurem tym delektował się sandacz ok. 60 cm. Miałem też smakosza piwa – ok. 50 cm dorszyk miał w żołądku kapsel z butelki po piwie.