Jak Bośniacy łowią pstrągi?
Jak Bośniacy łowią pstrągi?
Pod powyższym tytułem ukazała się krótka relacja na łamach Okólnika Rybackiego (1914 t. 31 nr 1/2). Jest to przekład artykułu z Österreichische Fischerei Zeitung, pióra autora kryjącego się pod inicjałami M.R. Sądzę, że jako uzupełnienie wcześniejszego artykułu o relacjach Polaków o pstrągach za granicą, może ona zainteresować niektórych wędkarzy. Tym bardziej, że wielu polskich muszkarzy jest zainteresowanych wyjazdem na Bałkany, gdzie zapewne nadal pływają takie ryby, o jakich jest mowa poniżej.
Tekst
„Wydelegowany w lecie roku 1886 dla pomiarów rzeki Narenty, w wolnych od zajęć chwilach zabawiałem się wędką. Rzeka ta posiada bardzo dużą ilość pstrągów, między którymi znachodziły się wprost i olbrzymy, nie dziw więc, że zebrała mnie chętka ułowienia choćby jednego z tych poważnych okazów rodu pstrążego, jakich dotąd w życiu nie spotkałem. Muszki, obrotki i wszelkie żywe przynęty z tamtejszych rybek odmawiały mi stale swych usług. Pstrągi mniejsze łowiłem często i to z dużym powodzeniem, lecz żadnego z owych o czarniawym grzbiecie olbrzymów, ułowić nie mogłem. Stały one spokojnie tuż pod powierzchnią wody, pławiąc się w ciepłych promieniach słonecznych, a o tym, że żyją, dawały znać zaledwie widocznymi ruchami płetw. Gdy tylko którakolwiek z mych, wedle mego mniemania odpowiednio dobranych przynęt zjawiła się w bliskości tak gorąco przeze mnie pożądanej ryby, znikała ona z mych oczu, kryjąc się w głębinie.
Pewnego dnia, gdy z kwaśną miną przyglądałem się takiemu okazowi, ktoś niespodzianie poklepał mnie po ramieniu. Był to chłop jak dąb, przy którymby śp. rozbójnik Grasel wyglądał jak słuchacz teologii, a popatrzywszy mi ostro w oczy rzekł: «ty ryb łowić nie umiesz». Chciałem temu zaprzeczyć, lecz z przestrachu i zawstydzenia, oniemiałem na chwilę – i to do tego stopnia, że słowa zamarły mi na ustach. Olbrzym wziąwszy widocznie brak odpowiedzi za oznakę skromności, a wzruszony nią widocznie, rzekł głosem miększym: «chodź» i ruszył z miejsca. Pomimo woli powlokłem się za nim. Po kilkunastu krokach schylił się mój towarzysz i podniósł z ziemi ciężką tykę o długości co najmniej czterometrowej, na której końcu umocowany był duży pierścień. Następnie wziął do rąk deseczkę z nawiniętym na niej, z 50 metrowej długości dobrze skręconym i silnym szpagatem, na którego końcu wisiał, długości piędzi, mosiężny łańcuszek z haczkiem żelaznym, roboty kowalskiej. Przeciągnąwszy haczyk z częścią sznura przez pierścień na tyce, uwiesił na nim, za skórę na grzbiecie, dużą wodną żabę.
-15-
Załatwiwszy się w ten sposób ze swym przyrządem, uchwycił mnie za rękę tak, że uścisk ten czułem dni kilka, położył się na ziemi i wskazał mi, bym uczyniło to samo. Czołgając się obaj na brzuchu, jakbyśmy podchodzili żurawie, zbliżaliśmy się do ściany skalnej, stanowiącej w tym miejscu brzeg rzeki. Ów duży pstrąg, którego przed kilkunastu minutami obserwowałem sam, używał widocznie w dalszym ciągu słonecznych kąpieli, a posuwający się nie o wiele naprzód Bośniak, musiał go spostrzec, gdyż wstrzymał pochód. Leżąc w dalszym ciągu plackiem na ziemi, rozpoczął bardzo ostrożnie, cal za calem, wysuwać nad wodę swą tykę z wiszącą na końcu żabą. Przed tą czynnością jednak zdjął fez z głowy i z uwagą obserwował powierzchnię wody, co i ja czyniłem.
Ryba stała płytko pod powierzchnią, kilka metrów poniżej nowego stanowiska w odległości około 3 metrów od brzegu, w tym miejscu 8 do 10 metrów wysokiego. Wysunięta żerdź sterczała poziomo z brzegu, a na grubszym jej końcu leżał wędkarz Bośniak i rozpoczął tak samo jak wysuwanie tyki cal za calem, opuszczając sznur z żabą. Gdy tylko żaba dotknęła powierzchni wody, popuścił Bośniak szybko kilka metrów sznura, a żaba rozpoczęła swe rytmiczne ruchy pływania, lecz w tej chwili, jednym błyskawicznym skokiem pochwycił ją pstrąg. Jakby ukłuty szpilką, nowy austriacki poddany porwał się na nogi i zaciął tak silnie, że olbrzymią rybę wyrwał formalnie do połowy z wody. Rozpoczęła się walka z obu stron energicznie prowadzona, lecz nie długo trwała, gdyż na silnym haku i na takimże sznurze silnie zahaczona ryba musiała się wkrótce poddać. Położywszy się na boku oczekiwała swego końca.
Bośniak rozpoczął windowanie ryby na brzeg, przy czym do 9 kg ciężki i rzucający się jeszcze pstrąg odbijał się o ścianę skalną. Po wydobyciu ryby na brzeg, milczący dotychczas wędkarz rzekł: «w ten sposób masz łowić».
W trakcie tego nadszedł młody chłopak, a po otrzymaniu od starego jakiegoś rozkazu zapewne, chyżo się ulotnił. Obaj wyszliśmy na pobliskie wzgórze i rozpaliliśmy silne ognisko, na którego żarze położył mój nauczyciel dużą płytę kamienną. Po upływie blisko godziny powrócił wysłany chłopak z kilku ludźmi, solą i winem. Przybyli ulokowali się z poważnymi minami około ogniska, tworząc prawdziwie malowniczą grupę. Tłustą rybę wypatroszono, a nasoliwszy ją zewnątrz i wewnątrz, położono na rozpalonej płycie, obracając ją z boku na bok co kilka minut. Po niedługim czasie, gdy mięso pobielało należycie, co było oznaką upieczenia, wyjęto ją wraz z płytą z ogniska.
Rozpoczęła się uczta. Wszyscy przybyli rozerwali palcami w momencie rybę między siebie, pozostawiając i dla mnie kawałek, i głośno mlaszcząc, raczyli się pieczystym. Wziąłem i ja, lecz z niedowierzaniem przeznaczoną mi cząstkę – a przyznać muszę, że smakował mi wybornie. Gdyby do tej uczty podawane, a z bukłaka z baraniej skóry nalewane wino nie trąciło baraniną, to i «Sacher» w Wiedniu dołączyłby starań, aby swym gościom mógł podać coś podobnie smacznego”.
Komentarz
W powyższej relacji zwraca uwagę stosowanie mosiężnego łańcuszka, typowego do połowu szczupaka. Nie spotkałem się dotychczas z informacjami w dawnej literaturze o użyciu łańcuszku do połowu pstrągów. Nie wykluczam, że jego konieczność wynikała z zębów dużych pstrągów, łowionych w wodach Bośni, które były w stanie przetrzeć zwykłą linkę. Łańcuszek (a raczej łańcuch) musiał być niezwykle solidny, skoro był w stanie udźwignąć rybę o masie 9 kg.
-16-
Zwraca też uwagę skuteczność żaby jako przynęty. Generalnie w okresie letnim żaby nie są dostępne dla ryb łososiowatych, z uwagi na odmienny tryb życia (nie trafiają do rzek, zwłaszcza z zimną wodą). W trakcie moich badań nad odżywianiem się ryb nie stwierdziłem w żołądkach pstrągów ani jednej żaby poza okresem godowym tych płazów (marzec i kwiecień, zresztą tylko żab „brązowych” - trawnych i moczarowych; w listopadzie natomiast, gdy wchodziły na zimowisko, stwierdziłem jednego osobnika w żołądku okonia w Finlandii). Nie oznacza to jednak, że pstrągi nie pokusiłyby się o nie, o czym może świadczyć także relacja z Francji w poprzednim artykule.
Sposób przyrządzania ryb (pieczenie na ognisku) jest podobny do tego, przedstawionego wcześniej przez Czermińskiego. Bośniacy wiedzieli, jak najlepiej przyrządzić pstrąga.