• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

Po jakim czasie można ponownie złowić rybę? Dalsze przygody

Po jakim czasie można ponownie złowić rybę? Dalsze przygody                               

           

Staszek Guzdek: Żywą w mojej pamięci pozostanie przygoda z nad Sanu, na którym często wędkowałem z braćmi Markiem i Romkiem Kruszeckimi. Schodziliśmy w dół Sanu wędkując na suchą muchę w okolicach Łączek koło Leska. Na powierzchni masowo

-23-

pojawiła się mała szara jętka, potocznie zwana popielatką. Złowienie lipienia nie nastręczało trudności. Dookoła było mnóstwo „oczek”, jednak najczęściej ryb co najwyżej wymiarowych.

  Mając w koszu dwa średnie lipienie, po około 36 cm, wypatrywałem okazalszego. Nareszcie jest. Na środku najgrubszej rynny, poniżej znanego wszystkim Pana Konika, raz po razie zbiera muchy gruby lipień. Słońce, które kładzie się na płani, utrudnia ocenę wielkości żerującej ryby, ale koła, jakie pozostawia na wodzie pracowity lipień, to prawdziwe wiry. No cóż, myślę że przyrządy analizujące pracę mojego serca, wykazałyby stan przed zawałowy.

  Ostrożnie,  nie falując wody na płani, zbliżam się na odległość umożliwiającą dokładne położenie muchy metr nad żerującym lipieniem. Pomimo podniecenia, wędziskiem St.Croix Ultra Legend kładę precyzyjnie muchę Autumn Dun, skręconą na haczyku numer 19, przywiązaną do końcowego odcinka żyłki 0.09 mm. Lipień majestatycznie podnosi się do muchy, spokojnie zamyka ją w pyszczku i wykonuje zwrot. Zacięcie jest automatyczne. Niestety, albo było ono zbyt nerwowe, albo też cienka żyłka nadwyrężona. Dość, że lipień zerwał ją bez żadnego oporu.

  Bezwładnie zwisający przypon, to nader żałosny w tych przypadkach widok. Jeszcze kilka minut stoję w tym miejscu, rozpamiętując powód tego wydarzenia. Podchodząc w górę Sanu za jakieś pół godziny, kątem oka widzę w poprzednim miejscu, takie samo „monstrualne oczko”. Ostrożny powrót i już przy pierwszym położeniu identycznej muchy zdecydowane wyjście lipienia i tym razem mam go zaciętego.

  Po długiej i wyczerpującej walce w podbieraku ląduje 48 centymetrowy lipień. Jest śliczny. Tak cudownie ubarwione bywają tylko „stare i siwe kardynały” z Sanu. Idę z lipieniem do Marka. Razem oglądamy niecodzienne widok lipienia mającego w pyszczku dwie muchy - obie doskonale znane Markowi, przecież są jego autorstwa.

  Takie przygody to okrasa wielu wspólnie przeżytych lat na różnych łowiskach. Jest co wspominać przy dobrym piwie i ognisku, w którym „dochodzą” lipienie w folii z cebulką i vegetą, roznosząc wokół wraz z dymem, zapach tego wspaniałego przysmaku. [Fragment artykułu, który ukazał się dawniej na łamach Świata Spinningu i Muchy]

 

Piotr Kręcigłowa: Było to w latach osiemdziesiątych na Pomorzu. Łowiłem na nimfę. Przyciąłem lipienia, ale po krótkim holu spiął się przy samych nogach. Stanął tuż za mną i po chwili, może minucie, znów zaczął żerować. Nie ruszając się by nie spłoszyć ryby, puściłem mu tę samą nimfę i zaraz złowiłem lipienia. Miał 36 cm długości.

Darek Kręcigłowa: Na początku września 1998 r. łowiłem na górnej Kwisie. Doszedłem do dołku, w którym dojrzałem lipienia na około 30 cm. Przy pierwszym rzucie chwycił nimfę. Po wyholowaniu go wypuściłem rybę, która zajęła to samo miejsce co przedtem. Zażartowałem do kolegi, Adama Sójki, że ciekawe, czy lipień jeszcze raz skusi się na nimfę. Wykonałem rzut i lipień ponownie pewnie zakąsił, wychodząc do muszki przepływającej około jednego metra od niego. Był trochę oszołomiony, więc szybko miałem go ręce, po czym ponownie wypuściłem. Muszka tkwiła dokładnie w tym samym miejscu co wcześniej – pod nożyczkami.  Zażartowałem do kolegi, że może trzeci raz go złowię. Przy czwartym lub piątym rzucie lipień znowu wyszedł do muszki i wziął ją. Tym razem był już bardzo słaby.

  Te trzy zdarzenia odbyły się w przeciągu niecałych 10 minut. Żałowałem, że nie zdarzyło mi się to na zawodach, bo miałbym wtedy zaliczone trzy ryby, a może nawet więcej.

-24-

  Kolejną ciekawą przygodę miałem na Brdzie koło Plaskosza jesienią 1993 r. Na nimfę przyciąłem lipienia, który jednak urwał się z muszką i prawie całym trokiem. Mój kolega, Marek Osowski, który stał  kilka metrów poniżej mnie, wtedy powiedział, że jakiś lipień spłynął na jego stanowisko. Rzucił więc nimfę i od razu przyciął go.  W pysku lipienia o długości 30 cm tkwiła moja muszka, wraz z dowiązanym trokiem. Byłem zadowolony, że odzyskałem muszkę.

o mnie
Studiował na Uniwersytecie Sophia(ang.) w Tokio (1975–1976) i w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (1976–1980). W 2004 obronił na SGH napisany pod kierunkiem Bogdana Grzelońskiego doktorat Gospodarcze i społeczne znaczenie ryb w Polsce od X do XIX w.[2] W latach 1988–1992 pracował w Konsulacie Generalnym RP w Mediolanie, a w latach 1997–2001 i 2005–2009 w Ambasadzie RP w Helsinkach, w tym jako chargé d’affaires w 2007. Hobbystycznie zajmuje się wędkarstwem muchowym. Jest sekretarzem na Polskę brytyjskiego Stowarzyszenia Lipienia (Grayling Society), otrzymując w 2014 doroczną honorową nagrodę Broughton Trophy za wkład w działalność organizacji. Pełnił funkcję tzw. Organizatora Międzynarodowego (International Organizer) Mistrzostw Europy FIPS-Mouche w wędkarstwie muchowym w 2005 w Lesku,
Inne artykuły autora