Lipień według Sabaneeva, Hilary Jałoszyński
Leonid Pavlovič Sabaneev (1844-1898) jest autorem „biblii” wędkarzy i rybaków rosyjskich - Ryby Rossii. Pierwsze wydanie ukazało się w 1875 r., drugie w 1885 r., a najpełniejsze pośmiertnie w 1911 r. Książka zawiera bogactwo informacji biologicznych i wędkarskich, które nawet dzisiaj zasługują na uwagę, także czytelnika w Polsce. Z tego względu podaję tutaj przekład rozdziału Harius, z wydania Žizn i lovlâ presnovodnyh ryb, Kijów 1980, str. 142-153.
Teksty rosyjskie z XIX w. zawierają dużo średników i przecinków, stąd zdania są długie i nieraz trudno do przełożenia. Przekład utrudniały także kolokwializmy. Usiłowałem je przetłumaczyć w sposób oddający sens, jaki rozumiałem, i intencje autora. Próbowałem je wyjaśnić też przy pomocy informacji zawartych w innych rosyjskich książkach wędkarskich, których mam sporo. Nie potrafiłem na przykład dokładnie przełożyć słowa nahlyst, więc użyłem wyróżniającego tę metodę zamiennika muchówka, albowiem autor używa sformułowania „połów na muchę” również wtedy, gdy opisuje połów na muchę zwykłą wędką, czasem nawet ze spławikiem. W zakresie przynęt i zanęt nasz język jest ubożuchny.
-11-
W rosyjskim mamy: nasadki, naživki, primanki, prikormki, privady i jeszcze parę lokalnych nazw. Trudno te niuanse przetłumaczyć dokładnie na polski, nie tworząc „nowomowy” wędkarskiej, stąd nadmiar słowa „przynęta” w moim tłumaczeniu. Oto tekst.
„Ta, nie rosyjska, używana w całej północnej Rosji nazwa [harius] jest pochodzenia fińskiego. We wschodniej Rosji częściej używa się baszkirskiej nazwy kutiema, co po prostu oznacza jasny, błyszczący.
Ze względu na wiele swoich cech lipień stanowi jakby ogniwo między łososiami a siejami. Do pierwszych jest podobny kształtem pyska, wyposażonego w o wiele większe zęby, niż sieja, jak również szerokim językiem, sposobem życia i siedliskiem; do tych drugich – niewielkimi wargami, kształtem ciała i dosyć dużą łuską oraz mniejszymi zmianami związanymi z wiekiem i płcią, które są tak znaczące u ryb z rodzaju łososiowatych.
Lipienia łatwo jest odróżnić od wszystkich innych ryb po ogromnej płetwie grzbietowej, która czasami w stanie złożonym sięga prawie do językowatej płetwy tłuszczowej, charakterystycznej dla całej rodziny łososiowatych. Tułów jego mniej walcowaty, a bardziej spłaszczony niż u łososi, pstrągów i tajmieni, pokryty jest dość dużymi, mocno trzymającymi się łuskami; tylko na piersi i na brzuchu do płetw brzusznych znajdują się nadzwyczaj małe łuski, a przy podstawie płetw piersiowych zauważa się większe lub mniejsze gołe miejsca.
Pod względem ubarwienia lipień to jedna z najbardziej pstrych i pięknych naszych ryb. Jego grzbiet, zazwyczaj szaro-zielony, usiany więcej lub mniej licznymi, jasnymi i czarnymi plamkami; boki tułowia jasnoszare, z dolnymi, czasem mało zauważalnymi, brunatnymi paskami; brzuch srebrzystobiały. Parzyste płetwy zazwyczaj brudnopomarańczowe, a nieparzyste – fioletowe, z ciemniejszymi smugami lub plamkami. Młode lipienie bywają zawsze ubarwione mniej jaskrawo i w Zachodniej Europie zazwyczaj mają ciemne poprzeczne prążki. Kolor lipienia poza tym ulega dużym zmianom: w wodach bystrych jest on bardziej jaśniejszy; lipień żyjący w głębinie posiada kolor bardziej stalowy. Spostrzec lipienia w wodzie jest trudno, tak jak nie łatwo odróżnić go od dna lub kamieni. Północnouralski lipień zazwyczaj odróżnia się trochę od pospolitego, a mianowicie nie posiada on nigdy większego upstrzenia, a podłużne pasy na nim są niewyraźne. Oprócz tego, w niektórych rzeczkach permskiej guberni, na przykład w rzece Ireni, odróżniają endemit (lub odmianę) lipienia, bardziej ciemnego koloru i z bardziej garbatym grzbietem i dlatego nazywanym „gorbaczem”. Na Syberii bez wątpienia zamieszkuje wiele odmian lipienia.
Lipień rzadko osiąga wielkości 45 cm i 1,2 kg wagi i w większości wypadków bywa o wiele mniejszy. Tylko w rzekach północnego Uralu, należących do zlewiska rzeki Ob, bywa on znacznie większych rozmiarów – 53 cm długości i 2 kg wagi, a według świadectwa niektórych łobwińskich rybaków, nawet 70 cm i 4 kg, ale takie giganty i tam bywają wyjątkiem.
Lipień żyje głównie w okolicach górzystych i razem z pstrągiem składa się na wiodącą rybią populację chłodnych i wartko płynących rzeczek prawie całej Europy, północnej i północno wschodniej Rosji i całej Syberii, gdzie jest spotykany również w jeziorach (Marka-Kul, Bajkał i in.); w ogromnych ilościach jest łowiony w Angarze (wiele milionów sztuk). W rzekach wpadających do Morza Czarnego spotyka się go tylko w górskich dopływach Dunaju i Dniestru. W krymskich i kaukaskich rzekach oraz w Turkiestanie lipienia nie ma w ogóle, tak że jego rozprzestrzenienie w Rosji jest dosyć ograniczone. Jednakże lipień zamieszkuje prawie wszystkie, tak duże, jak i przede wszystkim małe rzeki wpadające do Morza Bałtyckiego; szczególnie pospolity jest w Finlandii, w ołonieckiej, a także i w petersburskiej guberni, częściowo również w guberniach nadbałtyckich. Oprócz tego jest w
-12-
jeziorach Ładoga, Onega, Pejpus i prawdopodobnie w wielu innych północno-zachodniej Rosji. Powszechnie występuje lipień także w naszych północnych rzekach, wpadających do Morza Białego i Lodowatego. Liczny jest we wszystkich dopływach Kamy, Ufy i Białej, przede wszystkim w górnym biegu tych, jak i niedużych, drugorzędnych rzek. W dopływach Wołgi i tym bardziej w samej Wołdze, lipień bywa rzadką rybą. W średniej i dolnej Wołdze lipienia nawet w ogóle nie ma, ale spotyka się go w górnym biegu, skąd czasem zachodzi do jeziora Seliger i prawdopodobnie do innych jezior twerskiej guberni. W prawobrzeżnych dopływach Wołgi, zaczynając najwyżej od jarosławskiej guberni, lipienia nie ma, z powodu dużej gęstości zaludnienia i związanej z tym mniejszej czystości wody w tych rzekach.
Lipień ogólnie odznacza się wielką zręcznością i żywotnością i w tym zakresie niczym nie ustępuje pstrągowi. Francuzi nie darmo nazywają go l’ombre, ponieważ w mgnieniu oka znika, jak cień. W słoneczny dzień lipień często wyskakuje z wody, błyskając olśniewająco tęczowymi kolorami swojej szerokiej płetwy i chwyta spadłe owady. Czasami skoki jego bywają przy tym zdumiewające; tym nie mniej, prawdopodobnie szybko się męczy, co można zauważyć podczas łowienia go na wędkę. Lipień prowadzi niemal dzienny tryb życia i żeruje wyłącznie w dzień; głównym, jak się zdaje, jego pokarmem są owady spadające ze zwisających nad rzeką gałęzi drzew (dlaczego lubi trzymać się takich miejsc), także chruściki (Phryganea) i jętki (Ephemera), oraz larwy wodnych owadów i wodne ślimaki, za którymi często wtyka głowę między kamienie (stąd jego lokalna nazwa w niektórych miejscowościach nad jeziorem Onega – kuzniec [= kowal]. Oprócz tego, wyżerając, niszczy ikrę innych ryb, co prawdopodobnie może być przyczyną, że w tych rzekach, gdzie lipienia jest dużo, wszystkie ryby karpiowate, bez względu na ogromną ilość składanej ikry i przy dostatecznej ilości zacisznych zalewów oraz starych lub ubocznych koryt – spotyka się rzadko. W północnych i północno-zachodnich rzekach lipień niszczy również dobrze ukrytą ikrę łososi, a w jeziorze Onega, wiosną żywi się ikrą stynki (Osmerus eperlanus /L./), jesienią natomiast – ikrą golca (Salvelinus alpinus /L./). Rzadko, ale zjada także narybek i strzeble, tych ostatnich – w większości jesienią, przy niedostatku głównego pożywienia, jakim są owady.
Większą część roku lipienie żyją w niewielkich stadkach, tym mniejszych im starsze są osobniki. Są podstawy sądzić, że do swojej dojrzałości stada młodych lipieni stanowią, można powiedzieć, jakby jedną rodzinę; ale i dorosłe sztuki w pewnym okresie tworzą niewielkie gromadki, także jednego wieku. Młode lipienie zazwyczaj żyją w bardziej płytkich miejscach i na bystrzynach, większe jednak wybierają więcej lub mniej głębokie jamy, gdzie mimo wszystko, już nie grozi im niebezpieczeństwo od żarłocznego tajmienia lub wielkiego pstrąga.
Ulubione miejsca lipienia znajdują się powyżej i poniżej progów i szypotów; na te ostatnie często wychodzi żerować. W połowie września (w petersburskiej guberni) lipień już nie trzyma się bystrzyn i przechodzi w dołki i łachy na zimowiska. Według obserwacji niektórych rybaków (mianowicie z okolic Narwy) lipień w ciepłą pogodę przechodzi na twarde, wypłycone dno lub na inne niegłębokie stanowiska, a z nastaniem chłodu odszukuje piaszczyste i bardziej głębokie miejsca. Miejscami jesienią lipień zbiera się w liczne stada. Niekiedy schodzi z górnych biegów rzeczek i potoków do większych rzek i jezior, gdzie wiosną i latem w ogóle się go nie spotyka i jest prawdopodobne, że na zimę przenosi się z Niemna i Łuki do Morza Bałtyckiego, jak twierdzą Terlecki i Liberich. Według wszelkiego prawdopodobieństwa w dużych jeziorach, jak Ładoga i Onega, nie spotyka się go przez cały rok, chyba przy samych ujściach i odpływach rzek.
-13-
A w ogóle jest to jedna z najbardziej osiadłych ryb. Zauważono nawet, że w ciągu całego lata lipienie w dzień stale stoją w tych samych miejscach, porzucając je tylko pod wieczór, kiedy wychodzą na szypoty lub w pobliże progów, gdzie woda płynie jeszcze równym nurtem i gdzie rybie wygodnie jest wypatrywać spadające owady. Przez dzień lipienie zazwyczaj trzymają się w miejscach bardziej głębokich, w podwodnej roślinności i za kamieniami, zbliżając się tylko na żer do płytszego brzegu, gdzie prąd jest szybszy i nie ma roślinności. Tutaj lipień trzyma się jednego miejsca, bez przerwy wyskakując na powierzchnię ku płynącym w pobliżu owadom. Kiedy indziej – mówi Liberich – na kamienistej mieliźnie zbiera się wiele dziesiątków lipieni, ale nie jeden przy drugim, lecz osobno i każdy zajmuje stanowisko, z którego wychodzi tylko, gdy widzi płynącego owada; lipień wypływa ku niemu na spotkanie i rzuca się na niego, lub zobaczywszy go z daleka obok, dogania i chwyta wracając szybko na swoje miejsce. Ale ruchy jego, stymulowane nurtem, ograniczają się do nie więcej niż 70-ciocentymetrowego promienia. Że rzeczywiście każdy lipień trzyma się znanego punktu, potwierdza się tym, iż i największy i najmniejszy jest zauważalny na jednym i tym samym miejscu, a także tym, że miejsce, które zajmował wyłowiony lipień, przez kilka dni jest wolne. Potem zostaje prawdopodobnie zajęte przez nowego przybysza.
Duże lipienie, według obserwacji Libericha, wychodzą z jam na mielizny i bystrzyny tylko nocą, rzadko dniem. Wolą przebywać (w rzekach petersburskiej guberni) w korytarzach utworzonych w roślinności lub przy podmytych brzegach, gdzie łatwiej im się ukryć. Tam także zawsze trzymają się tego samego miejsca pojedynczo i miejscowi wędkarze wiedzą, gdzie i jakiej wielkości, takie grube lipienie się trzymają.
Wczesną wiosną, zanim jeszcze rzeki spłyną, lipienie wychodzą z zimowisk i z dolnych partii rzek ruszają w górę. W tym czasie spotykają się pojedynczo i przybierają bardziej jaskrawe ubarwienie, przede wszystkim samce, których prawdopodobnie jest więcej niż samic. Niekiedy zresztą spotykają się i osobniki niezdolne do rozrodu, odznaczające się krótszymi płetwami, mniej jaskrawym ubarwieniem, ale za to żarłoczne. Samo tarło ma miejsce na niewielkich głębokościach i nawet na szypotach i w ogólnych zarysach (oprócz terminu) posiada wiele wspólnego z tarłem innych ryb łososiowatych. Zaczyna się ono w bardziej na południe położonych obszarach jeszcze w kwietniu (w Zachodniej Europie nawet w marcu), ale na północy zazwyczaj w maju, a nawet na początku czerwca. Tarło trwa niekiedy długo – prawie cały miesiąc; i tak na przykład w 1872 r. w rzekach bogosłowskiego okręgu odbywało się prawie przez cały czerwiec. W irkuckiej guberni lipienie składają ikrę od połowy kwietnia do połowy maja. W petersburskiej guberni według Libericha tarło zaczyna się w końcu marca, jeszcze pod lodem, co według mnie jest o wiele za wcześnie. Prawdopodobnie lipienie, jak i inne pokrewne im ryby, wydalają ikrę w kilku ratach, ale to może zależeć i od tego, że – jak zauważyłem w uralskich rzekach – na początku wszczynają zaloty najgrubsze lipienie. Zazwyczaj w tym czasie łączą się one w pary – samica z jednym samcem, rzadko z dwoma lub trzema. Wtedy często można je widzieć, jak trą brzuchami o kamienie, co sprawia, że prawie cały brzuch pozbawiony jest łuski i zaczerwienia się. Dla umieszczenia swoich, nie specjalnie zresztą dużych jajeczek, samiczki, jak mówią, wykopują płetwą ogonową niewielkie jamki w żwirze i jajeczka po zapłodnieniu przykrywają drobnymi kamykami. Z wypowiedzi rybaków z petersburskiej guberni wynika jakoby lipień składał ikrę między korzonkami przegniłych przez zimę roślin i w ruchliwych miejscach nie trze się. Ikra ta w przeważającej części jest zjadana przez ryby, przede wszystkim przez syberyjskie nelmy (Stenodus), które w tym okresie bywają nabite po gardło ikrą lipienia (Potanin).
-14-
Ikra rozwija się dość szybko. Wylęgnięte rybki posiadają niewielki pęcherzyk żółciowy. Zaraz po wylęgnięciu unoszą się ku powierzchni wody. Rosną szybko. W sprzyjających warunkach lipień już po dwóch latach osiąga wagę 400 gram, a nawet więcej i w ogóle już w trzecim roku osiąga połowę wielkości dorosłego.
Po tarle lipienie znów zbierają się w niewielkie stadka i w przeciwieństwie do łososi i pstrągów szybko przybierają na wadze.
Chociaż gospodarcze znaczenie tej ryby nie jest duże, to nie mniej jednak w górnych partiach uralskich rzek, gdzie lipień stanowi główną populację rybostanu, a także w wielu rzekach i rzeczkach północnej Rosji – połów lipienia nie jest pozbawiony znaczenia i w ostateczności zaspakaja miejscowe potrzeby.
Sztuczne rozsiedlenie lipienia jest dosyć uciążliwe, ponieważ składa on ikrę w dosyć ciepłym okresie, kiedy przesyłka ikry i ikrzaków jest niewygodna, dlatego, że produkty rozrodcze ryb trzymanych w sadzawkach nie rozwijają się. Na ile wiadomo do tej pory, nie udało się jeszcze ani razu z sukcesem introdukować lipienia do potoków, w których jednakże dobrze zaaklimatyzował się pstrąg. W tych samych sadzawkach, w bieżącej i chłodnej wodzie, gdzie pstrągi żyją latem po kilka miesięcy, lipienie, przy najbardziej troskliwej opiece nie wytrzymują więcej niż tydzień; pojawiają się na nich białe, podpuchnięte piętna, ryby wychodzą ku powierzchni, następnie wywracając się do góry brzuchem i pokrywając żółtawym śluzem – giną. Zimą natomiast, lipienie w petersburskich sadzawkach żyją dość długo.
Połów lipienia na wędkę w większej części europejskiej Rosji jest zupełnie nieznany, ale w północnych, północno-wschodnich i północno-zachodnich guberniach i większej części Syberii jest on rozpowszechniony i cieszy się takim samym uznaniem, jak łowienie na wędkę pstrągów, które spotyka się w europejskiej części Rosji tam, gdzie i lipienie. Jest wielce zrozumiałym, że połów obu tych ryb prawie tak samo smacznych, jest o wiele trudniejszym i wymaga większej sztuki, niż połów innych ryb, chociaż rozumie się, że w nieodwiedzanych rzeczkach pstrągi i lipienie biorą na wędkę o wiele śmielej niż tam, gdzie są częściej prześladowane.
O połowie lipienia na wędkę do ostatnich czasów było u nas mało drukowanych informacji. Jak go łowią na wędkę w północno-zachodniej Rosji nie wiemy. Prawdopodobnie tak jak pstrąga – na owady i z rzadka na sztuczną muszkę. Terlecki mówi, że tylko w dopływach Niemna lipienia łowią na długą, „wędrującą” wędkę z długą linką bez obciążenia, którą zarzuca się z brzegu, zmieniając miejsca.
W północnych powiatach wołogodzkiej guberni, w leśnych rzekach, gdzie jeździ się specjalnie z wędką na lipienia, łowią go (latem) w wielkiej ilości. Według obserwacji Arseneeva lipień bierze tylko na szypotach, na głębiach zaś, gdzie ucieka w razie burzy, niepogody, po deszczu, kiedy woda staje się mętna, w południe, prawdopodobnie i w nocy, prawie nigdy nie bierze przynęty, choćby tej było dużo. Na bystrzyny lipień wychodzi tutaj wielkimi, gęstymi ławicami i spławia się prawie na powierzchni. Zasadniczy połów lipienia zaczyna się w połowie czerwca i trwa do sierpnia, a najlepsze brania są pod koniec czerwca. Lipień bierze od świtu do godziny 11, przy czym im bliżej południa, tym bardziej się spławia, a następnie znowu zaczyna brać od 17 do zachodu, ale już nie tak żarłocznie, jak rankiem. Łowi się go na lekką długą wędkę i linkę z włosia, bez spławika i obciążenia, na zwyczajnego robaka kompostowego lub na gza, zarzucając przynętę prosto tam, gdzie ryba się spławia i dlatego czasem trzeba wejść w wodę. Tutaj lipień jest uważany za łakomą rybę, ponieważ przynajmniej w czasie żerowania, bierze zdecydowanie, nierzadko chwytając przynętę w
-15-
locie, zanim dotknie ona wody. Łowi się czasem za jednym razem dublety na dwa haczyki, bez obawy, że się spłoszy. A w ogóle łowienie lipienia uważane jest u nas za łatwiejsze, niż połów pstrąga, gdy tymczasem w zachodniej Europie, na odwrót, uważa się, że pierwszy o wiele częściej kryje się, niż pstrąg. Kurbatov również mówi, że lipień bierze pewniej niż pstrąg i nie objada tak często przynęty. To dziwne przeciwieństwo trudno objaśnić i prawdopodobnie jest uwarunkowane tym, że nasze pstrągi znacznie się różnią i zewnętrznie i sposobem życia od zachodnioeuropejskich. Janiszewski zauważa jednak, że lipień bierze z rozpędu, i że wówczas należy go zacinać i wyrzucać na brzeg; tak więc aby go złowić potrzeba nie mało sprytu i zręczności. Tutaj, na Čusovej, lipienia łowi się także muchówką, na ważki, zarzucając wędkę na środek rzeki w sam nurt, najczęściej stojąc w wodzie po kolana w łapciach, aby chronić nogi na ostrych kamieniach.
Na rzece Wagie, w bielskim powiecie, według Pospielowa, łowi się lipienia na chleb(?) i na prusaka, koniecznie na bystrzynach. Wędka lekka z żyłką bez obciążenia i z maleńkim spławikiem. Łowi się stojąc w wodzie, albo z łódki. W Bielsku nawet nie znają innej przynęty oprócz karalucha.
O wędkowaniu w ołonieckiej guberni Woronin stwierdza, co następuje. Lipienia łowi się od zejścia lodów do 15–20 sierpnia, tj. do przymrozków. Wędzisko leszczynowe, lub brzozowe, rzadko dłuższe niż 3 m, linka z 3-4 białych włosów, spławik – okrągły korek, nie większy od wołogdzkiego orzecha, przypon z jednego włosa. Haczyk maleńki, prawie na pewno nr 12, bez obciążenia. Najlepsza pora łowienia – rankiem i wieczorem, w głęboczkach obok ujść górskich potoków obficie wlewających się w rzekę Ajat’. Przynętą wczesnowiosenną – maleńki czerwony robak kompostowy, ale tylko taki, z którego po nakłuciu wycieka żółta wydzielina, następnie szitik [? – przyp. HJ], (prawdopodobnie larwa komara), potem, prawie do końca sezonu – larwy mięsnej muchy. Późną jesienią łowiono na duże, suszone jaja mrówek, które przed użyciem sparzano wrzątkiem. W południe i w upalne dni, stojąc na mieliznach lub kamieniach, bywało, po pas w wodzie, łowiono ze środka rzeki na małego konika polnego lub na szarego, woniejącego motyla, czasem na grube muchy. Z brzegu łowiono pod osłoną krzaków, względnie z tej strony, gdzie cień człowieka nie padał na wodę. W rzece łowiono długim sznurem, puszczając przynętę z prądem, wtedy, w większości wypadków lipień zacinał się sam. Największe egzemplarze nie przekraczały 600 gram; częściej trafiały się sztuki po 200 gram. Lepsze brania były po nocnym deszczu. Unikano wodzenia ryby i starano się zaraz ją podebrać, ponieważ schwytany lipień mocno się pluskał, co powodowało ustanie brań na pewien czas. W jasny, gorący dzień najobfitszym był połów w południe. Branie lipienia jest charakterystyczne: na bystrzynie bierze atakując, w głębinie bierze ostrożnie – spławik jakby był wsysany (tak bierze rak), następnie wypływa i jakby podskakuje i znowu zaczyna się wsysanie, ale nie pogrąża się już, tylko idzie powoli w jaką bądź stronę. Ryby przechowywano, zakopując je w rzecznym piasku pod wodą.
Najbardziej szczegółowe informacje o łowieniu lipieni na wędkę podaje nam Liberich, wędkując głownie w petersburskiej guberni i to na wędkę z kołowrotkiem. Jego opis łowienia lipienia na robaka, a w szczególności na sztuczną muszkę zamieszczony w styczniowym numerze pisma Priroda i Ohota z 1891 r. jest pełniejszy i szczegółowszy od wszystkich zagranicznych i wymaga jedynie niewielkich uzupełnień z zagranicznych źródeł.
Połowu na robaka dokonuje się przede wszystkim na wiosnę, kiedy woda jest jeszcze mętna, a lipień po tarle głodny. Latem, w porównaniu z wiosną, źle bierze na robaka, a czasami nie bierze w ogóle; w tym czasie, według Libericha, żywi się małymi, czarnymi ślimakami, rakovnikami (mięczakami) oraz malutkimi szarymi robaczkami, żyjącymi na
-16-
wodorostach, najczęściej na trzcinie, ale przede wszystkim spadającymi owadami. Dlatego lepiej go łowić muchówką na żywe lub sztuczne owady. Jesienią, we wrześniu i w październiku, lipień zaczyna znów dobrze brać na robaka, zwłaszcza po deszczu. Za granicą łowią go i zimą, przy czym lepsze brania są w jasne, ciepłe i ciche dni po nocnym przymrozku. Ale, że u nas zimowy połów lipienia z przerębli jest zupełnie nieznany, przynajmniej tak się zdaje, więc i nikt o tym niczego nie donosił. Przy łowieniu na robaka nie jest potrzebny kołowrotek przy wędce, jeśli tylko w danym miejscu nie zamieszkują lipienie większe niż 800 gram. Chociaż lipień przewyższa w sile i bojowości wszystkie inne, tej samej wielkości ryby karpiowate, to jednak ustępuje pod tym względem pstrągowi. Kołowrotek jest potrzebny przede wszystkim dlatego, że gruby lipień, który nie połknął robaka, rozrywa sobie wargi, które u tej ryby są słabe. Oprócz tego kołowrotek umożliwia szybkie skracanie i wydłużanie żyłki, co przy łowieniu lipienia nierzadko jest konieczne. Należy przypomnieć, że wiosną trafiają się największe lipienie, które w lecie łowi się rzadko.
Według Libericha na robaka można łowić trzema sposobami: ze spławikiem, na przepływankę i na denkę. We wszystkich trzech przypadkach za przynętę służy nieduży (kompostowy) robak, a jeszcze lepiej dwa lub trzy naraz. Robaki powinny być, zwłaszcza przy połowie na przepływankę, żywotne i dostatecznie długo przetrzymywane we mchu. Żadne zanęty nie są potrzebne, ponieważ nie działają. Można tylko, podczas wędkowania, rzucać w nurt robaki, ale i to nie daje pożądanych rezultatów, ponieważ lipień, jak i pstrąg, niespotykany gromadnie, przynajmniej w petersburskiej guberni – rzuca się na przynętę z zasadzki, w której znów się chroni. Niemieccy autorzy radzą poza tym, przy połowie lipieni na robaki i larwy, kłaść przynętę na parę godzin w mieszaninę jajecznego żółtka, szafranu, bogorodzkiej trawy [? – przyp. HK] i paru kropel olejku anyżowego, ale wątpliwe jest, aby to przyczyniło się do większych sukcesów w złowieniu znaczniejszej ilości ryb.
Ze spławikiem łowi się zazwyczaj, czasami nawet wyłącznie, w głęboczkach, ze słabym lub powrotnym prądem. Można poza tym łowić ze spławikiem i na prądzie, zarzucając robaka w nurt między wodorosty, w tzw. korytarz, ulubione miejsce przebywania lipieni, potem należy przejść brzegiem ze 20 kroków, powtarzając to 2-3 razy. Robaka należy tak puszczać, aby nie zaczepiał o dno. Przepływając obok stanowiska lipienia zwraca on uwagę ryby, która rzuca się z rozpędu na robaka i bierze zdecydowanie. Branie robaka, według Libericha, jest podobne do brania okonia, bowiem lipień połyka przynętę głęboko i nie należy martwić się zacięciem. Niekiedy, poczuwszy haczyk lipień zaraz robaka wypluwa, dlatego spławik winien być czuły i wyważony, jak należy. Najlepszy jest z piórka z niewielką drobinką obciążenia. W spokojnej wodzie można łowić i bez obciążenia, ponieważ robak i tak, chociaż powoli, opada na dno.
Na niegłębokich miejscach z kamienistym, nierównym dnem i mniej lub więcej silnym prądem jednak wygodniej jest łowić na przepływankę z długą linką, bez spławika z niewielkim obciążeniem. Ten sposób wędkowania jest dość oryginalny i stosuje się go do wielu innych ryb, z wyjątkiem lipienia i dlatego przedstawiam go dokładnie.
„Podszedłszy do rzeki zarzućcie robaka prosto przed siebie, jak można najdalej i nawet nieco wyżej; następnie pociągnąwszy nieco linki ruchem wędziska postarajcie się nią trafić w sam środek prądu, albo dokładniej powiedziawszy między dwa nurty. Popuszczajcie linkę, z tym, aby ciężarek pogrążył się na przykład do 36 cm i szedł dalej z prądem. Po pięciu sekundach znów poderwijcie linkę w celu podniesienia lub podtrzymania obciążenia. Czyńcie w ten sposób, dotąd, aż prąd przeniesie go do samego brzegu i wtedy poderwijcie go jeszcze raz tuż pod brzegiem, gdzie często stoi ryba. Potem znów zarzucajcie linkę powyżej
-17-
stanowiska i tak dalej. Oko tutaj przy braniu nie gra żadnej roli, a tylko czucie w ręku, które powie wam, czy obciążenie lub przynęta zaczepia o dno, względnie o kamienie i każe wam ruchy ręką wykonywać częściej. Częstszym ruchem ręki podtrzymujecie przynętę wyżej, przy rzadszym będzie ona szła niżej. Na tym polega wszelkie wędkowanie na przepływankę”.
„Przynęta wasza, ryba lub robak, powinna spenetrować całą miejscówkę znajdującą się na przeciw was, obłowić każdy kamień, przystopować w jamkach i zawirowaniach. Wiedza dobrego wędkarza nakaże mu we właściwym czasie poderwać przynętę na przepływanej przestrzeni i opuszczać w głębię lub w jamy; poderwać kiedy podchodzi ku kamieniom; przytrzymać idącą między nimi tak, aby haczyk nie zawadził o nie; minąwszy kamienie, nagłym skłonem wędziska puszcza linkę i pozwala obciążeniu znów pogrążyć się w wodzie”.
„Branie ryby wyraża się dosyć silnym drgnieniem w ręku; to nie jest delikatne szarpnięcie – nawet maleńki lipień wydaje się dużą rybą. Poczuwszy uderzenie w dłoni wędkarz wykonuje lekkie szarpnięcie wędziskiem, które jest wystarczające, aby żądło haczyka wbić lub nawet przebić wargi ryby; jeśli to stało się w momencie ataku, odbywa się wspaniała scena: spłoszona ryba rzuca się do walki. Poczuwszy opór w pyszczku wyskakuje na powierzchnię i unoszona silnym prądem chlapie się na powierzchni, wywracając koziołki. W tych wypadkach wędkarz powinien być nadzwyczaj ostrożny. Przy pojmaniu grubej ryby spływającej w ten sposób z prądem, szpulę kołowrotka winno się puścić wolno, jednak wciąż przytrzymując linkę palcem, a sam wędkarz, nie czekając, powinien zejść brzegiem niżej, podążając za rybą”.
Łowienie na przepływankę jest dogodniejsze, ponieważ ryba bierze z rozpędu żarłoczniej i ruchliwość robaka nie gra żadnej roli, gdyż podtrzymywany wędziskiem znajduje się w ciągłym ruchu. Ale za to musi on być silny, ponieważ zaczepiając o wodorosty, często się rwie. Najlepiej jest nawlekać po dwa robaki na haczyk z łopatką, aby pierwszy przesunął się do linki. Na bystrzynie lipień bierze na robaka śmielej i wcześniej, niż na głębinie.
Na denkę łowi się lipienie porównywalnie rzadko, co zrozumiałe. Podczas łowienia na głębszej wodzie obciążenie winno odstawać od robaka przynajmniej na 55 cm, aby przynęta wleczona prądem mogła zataczać szersze kręgi. Wielkość obciążenia zależy od prądu: jeśli krąży w głębinie, wystarczą 1–2 drobiny nr 1; wtedy haczyk będzie chodzić przy dnie i wynosić się ku powierzchni. Oprócz tego branie z większym obciążeniem zawsze może być mylne. Przy łowieniu na denkę w silnym nurcie, a także z łódki, kiedy linka jest wyciągana prądem, ciężarek powinien być o wiele większy. Lipień na bystrzynie bierze żarłoczniej i często zacina się sam. Dlatego w głębiach trzeba pozwolić na połknięcie przynęty podczas brania, a na prądzie zacina się od razu
W każdym wypadku podczas łowienia lipienia na robaka, jak i przy łowieniu na muszkę zdarza się często zmieniać stanowisko, podczas gdy lipień stoi w miejscu i nie spaceruje po rzece dla znalezienia jadła. Złowiwszy na głębinie 2–3 ryby należy odczekać pół godziny lub przejść na inne miejsce. Oto dlaczego lipienie rzadko łowi się z łódki, a prawie zawsze z brzegu. Przypuszczam jednak, że lipienie można by udanie łowić na owady (żywe i sztuczne) z łódki w ruchu podczas spływania – najbardziej interesującym sposobem, który będzie opisany dalej (przy kleniu).
Za najlepszą pogodę do połowu lipieni uważa się za granicą (pewnie też i u nas) niewielkie zachmurzenie, przy zachodnim wietrze, zwłaszcza po dłuższej, dżdżystej niepogodzie; podczas upałów, kiedy słońce przypieka i przy wschodnim wietrze brania bywają zawsze gorsze. W ogóle, im chłodniej, tym lipień bierze lepiej. Wędkuje się na robaka zazwyczaj rankami i pod wieczór.
-18-
W Zachodniej Europie wędkowanie na tonącą przynętę praktykuje się wiosną, z początkiem lata, z końcem jesieni i zimą. Na początku łowi się na czerwonego robaka, potem na dużego białego robaka i na różne larwy; jesienią na żywego (z oderwanymi nogami), a później na sztucznego konika polnego z obciążeniem w tułowiu, a także na sztuczne larwy, które nietrudno przygotować samemu, oblawszy długi haczyk z oczkiem cyną lub ołowiem, któremu nadaje się formę grubej larwy. Ołów omotuje się zieloną wełną, wykonawszy wcześniej na ołowiu zadzierki, aby się ona nie ześliznęła.
W Anglii późną jesienią i zimą skutecznie łowią lipienie na ikrę łososia. Haczyk (za wyjątkiem ostatniej przynęty) powinien być nieco większy, niż przy łowieniu z powierzchni, a mianowicie nr 8-9; obciążenie nie zawsze jest potrzebne, ale na ogół niewielkie. W ten sposób wędkują w większości na spokojnej wodzie z lekkim spławikiem z piórka. Linka, najlepiej z żyłki (pojedynczej, długości 3-3,5 m) [chodzi o plecioną jedwabną nitkę – przyp. HJ], którą wiąże się z cienkim nieprzemakalnym sznurem na kołowrotku. Przynęta nie powinna dotykać dna i musi stać nie mniej niż 30 cm wyżej, ponieważ lipień niechętnie opuszcza się w dół za zdobyczą i chwyta ją, podnosząc się. Podczas łowienia na konika polnego późną jesienią posługują się mocniejszym zestawem ponieważ nie ma sensu guzdrać się z jedną rybą. Na sztucznego konika polnego wędkuje się przeważnie bez spławika, bezustannie z lekka podnosząc i opuszczając przynętę.
Na rybkę (strzeblę potokową i śliza) oraz szyjkę rakową lipień bierze rzadko i na tę przynętę łowią go przypadkowo, przy wędkowaniu na inne ryby. Na żywca zazwyczaj trafia się gruby lipień i najczęściej jesienią, w okresie połowu pstrąga.
Przechodzę teraz do opisania najważniejszego – tak ze względu na skuteczność, jak i na zainteresowanie – tj. połowu lipieni na żywe i sztuczne owady, przy czym w największym stopniu będę się posługiwał obserwacjami Libericha.
Przede wszystkim należy zauważyć, że łowienie lipieni na sztuczną muchę, za granicą i u nas, jest uważane przez wędkarzy za trudniejsze niż połów pstrąga. Lipień jest wędkarsko najkapryśniejszą rybą; dziś łowi się wspaniale, jutro, w takich samych warunkach, nie bierze zupełnie, chociaż poluje na spadające muchy. Jest on także wielce wybredny, jeśli chodzi o wielkość i kolor muszki; największe lipienie czasami biorą tylko na najmniejszą muchę. Główne zaś utrudnienie sprawia okoliczność, że lipień chwyta muszkę o wiele ostrożniej niż pstrąg i to wargami, a ponieważ u niego chrząstki wargowe są nadzwyczaj delikatne, często się urywa. Dobry wędkarz wyławia na sztuczną muszkę nie więcej, niż co trzeciego, zaciętego lipienia. Większość ucieka z nakłutymi lub rozerwanymi wargami. Łowić bez kołowrotka na sztuczną, a nawet na żywą muszkę, można tylko tam, gdzie lipieni jest dużo i nikt ich nie łowi. Oprócz tego trzeba pamiętać, że lipień to ryba bojowa. Schwytany duży lipień rzuca się na wszystkie strony, wyskakuje z wody i tłukąc się na powierzchni, szuka okazji, aby odbić się ogonem od linki, co mu się nierzadko udaje.
Połów na muszkę [muchówką – przyp. HJ], zaczyna się wiosną, kiedy ustabilizuje się ciepła pogoda i wędkuje się przez lato, do połowy jesieni. Wiosną lipień bierze jednak na muchę gorzej, niż na robaka; latem natomiast wychodzi w miejsca o żywszym i wartkim nurcie, goniąc za muchą tylko nocą, tak że w czerwcu i lipcu rzadko udaje się złowić go w dzień, najczęściej przed burzą i zmianą pogody. Latem lipień jest syty i na sztuczną muchę idzie o wiele gorzej, niż na żywą, zwłaszcza, że na wodzie pływa dużo much. W tym wypadku, aby go złowić trzeba nasadzać żywe muchy. W ogóle latem lipień bierze źle, główny połów zaczyna się od sierpnia i trwa cały wrzesień, a czasami i październik.
-19-
Muchówką łowi się powierzchniowo, prawie wyłącznie w nurcie. Na głębiach ze słabym prądem łowi się na muchę rzadko, przy czym przeważnie zza krzaków, na krótką linkę i na żywe owady. Nasadziwszy na haczyk (nr 9-10) motyla, komara, jętkę itp. ostrożnie opuszcza się przynętę na wodę. Jeśli odstępy między gałązkami są zbyt małe, aby wypuścić linkę na długość 2-3 m, to się ją nawija na koniec wędziska i przełożywszy szczytówkę między gałęziami, odwija się ją aż do końca, dopóki nie będzie zwisać na końcowej przelotce wędziska. Przy tym sposobie nie należy dawać luzu rybie i trzeba ją trzymać krócej, na ile się da, puszczając sznur z kołowrotka tylko w ostateczności. Dlatego sznur winien być mocniejszy, niż normalnie. A w ogóle, im bieg wody jest równiejszy i spokojniejszy, tym lipień jest ostrożniejszy, kapryśniejszy i wybredniejszy w żerowaniu. Najwygodniej jest łowić na muszkę na mniejszych i większych bystrzynach i przewałach. Lepsze miejsca, to również płanie przed progami, gdzie woda ma jeszcze gładką powierzchnię. Tutaj, pod wieczór do spadających much zawsze wychodzą wszystkie ukrywające się za pobliskimi kamieniami lipienie. Lubią trzymać się również czystych miejsc między wodorostami, zwanych korytarzami, gdzie nurt wody jest znacznie szybszy. Takie miejsca preferują przede wszystkim duże lipienie, zdobywając je nawet w walce. Lipień, podobnie jak pstrąg i wiele innych ryb, chętnie trzyma się także tam, gdzie zbiegają się dwa nurty, dwie strugi wody i dlatego należy zarzucać zestaw nieco powyżej takich miejsc. Oprócz tego koniecznie należy zarzucać muszkę przed każdy kamień lub nawet kołek, na którym zawiesiły się rośliny, powodując niewielkie zawirowanie wody, osłaniające przed wartkim nurtem rybę czekającą na zdobycz.
Wędkowanie na żywe owady stosuje się tylko wtedy, kiedy lipień goniąc za żywym pokarmem nie bierze na sztuczną muchę. Dobrymi przynętami wydają się być: duży komar oraz jętki i żółty chruścik (Phryganea). Czasami duży lipień bierze wyłącznie na małą muszkę i za nic nie idzie na dużą. W Iwanowsku, na Newie, na progach, wschodni wiatr czasami nagania od jeziora Ładoga miliardy czarnych muszek („moszek”), które przywabiają pod brzeg wszystkie lipienie, zazwyczaj stojących przy progach. Duży komar (zapewne Tipula - komarnica) stanowi jedną z najulubieńszych lipieniowych przynęt. Łapie się go przed wschodem słońca, kiedy siedzi spokojnie na płotach i na liściach w odrętwieniu. Kiedy wzejdzie słońce, rozgrzanego komara trudniej schwytać. Nasadza się go za głową na haczyk nr 9-10.
Cała trudność połowu na żywe owady polega na tym, aby zarzucić przynętę daleko, ale jej nie strząsnąć. Dlatego nierzadko przychodzi uciekać się do różnych wybiegów.
„Jeśli rzeką płyną duże owady, na przykład duży komar lub żółta muszka – mówi tenże Liberich – to radzę wam na haczyk nr 10 lub 11 nasadzić dwa takie owady. Zarzucając je, powinniście pilnować, by koniecznie płynęły one na powierzchni; starajcie się stawać z wiatrem; pod wiatr nawet nie próbujcie. Jeśli muszki zatonęły, trzeba złapać i nasadzić nowe... Cała trudność tkwi w zarzucaniu, zwłaszcza, jeśli nie ma wiatru, a zarzucać trzeba daleko. Radzę postąpić tak: wyciągnijcie linki tyle, ile trzeba dla osiągnięcia tego punktu, w który chcecie zarzucić muszkę; wetknąwszy wędzisko na samym brzegu, skąd będziecie zarzucać, odejdźcie w tył w pole, mając haczyk w rękach; wyciągnijcie linkę, nałóżcie owady i połóżcie je na ziemi; wróciwszy do wędziska i wziąwszy je w rękę, szybkim ruchem ręki zamachnijcie długą linką dwa kręgi w powietrzu, aby ją w pełni opanować i wtedy zarzucajcie. Kiedy linka zaczyna tonąć, pochylajcie wędzisko niżej, inaczej wasza pływająca muszka utonie. Należy pozwolić muszce spłynąć, ile tylko można i zobaczywszy, że zaczyna ona kierować się do brzegu i tonąć, silnym ruchem ręki trzeba ją poderwać z wody (przy
-20-
czym muszka na pewno pogrąży się w wodzie) i zatoczcie znów dwa – trzy koła w powietrzu po to, aby otrząsnąć muchę z wody. Po drugim rzucie ona na pewno popłynie, w trzecim być może, ale w czwartym już na pewno zatonie. Wtedy wyjąwszy ją w taki sam sposób z wody połóżcie muszkę na polu; nie robiąc żadnych wymachów wędzisko wetknijcie na brzegu, a sami zajmijcie łowieniem łapaniem owadów... Robi się to w wypadku, jeśli linka jest dwa, trzy razy dłuższa od wędziska i jeśli nie możecie, tak jak przy sztucznej muszce wypuszczać jej po trochu, zarzucając wpierw bliżej, a potem dalej, ponieważ zamoczycie żywe muszki wcześniej, niż zdążycie zarzucić je do wybranego przez was miejsca”.
„W miejsce żywej muszki często robię to samo ze sztuczną i sucha sztuczna mucha padając na wodę pływa długi czas, jak żywa; dlatego, jeśli kształt i kolor jej jest podobny do żywej, możecie ją w powietrzu wysuszyć, albo odstąpiwszy w pole postępować tak, jak opisano przy żywej muszce. Wynik będzie podobny, ale zamoknięta sztuczna muszka potrzebuje więcej czasu na wysuszenie, aniżeli złapanie żywych owadów, jeśli jest ich dużo”.
Co się tyczy łowienia lipieni na sztuczną muszkę, to niewiele się ono różni od połowu pstrąga, do opisu którego odsyłam czytelnika. Należy tylko zauważyć, że na lipienia nadają się tylko mniejsze muszki w rodzaju komara [chyba chodzi o ochotkę lub jętkę - przyp. S. Cios], jego ulubionego owada. Much jaskrawych i jasnych kolorów lipień nie lubi i woli ciemne. W ogóle przy wyborze muszki kierują się wielkością, kolorem i kształtem padających na wodę owadów. Ulubione muchy lipieni to najmniejsze, czarne, niezbyt okazałe, także brązowawe, a czasem szare. „Z długiego doświadczenia – mówi Liberich – przekonałem się, że wiosną lipień lubi muchę bardziej ciemną, czasami grubszą, z końcem jesieni natomiast przede wszystkim łakomi się na muszki z pomarańczowymi brzuszkami i jasno-szaro-żółtymi skrzydełkami. Podobne żywe muszki pojawiają się niekiedy w końcu sierpnia i trzymają się do samych przymrozków”.
Lipienie należy zacinać delikatnie, przede wszystkim na bystrzynie, pamiętając, że lipień ma delikatne wargi. Dużego lipienia należy naprzód zmęczyć w wodzie, przy czym korzystnie jest nawet zejść za nim w dół rzeki. Taki lipień zazwyczaj ciągnie do dna i dlatego w zarośniętych miejscach trzeba trzymać go krócej, starając się, aby był bliżej powierzchni.
W dużych rzekach, na przykład w Newie, gdzie lipienia prawie się nie łowi na wędkę, ponieważ trzyma się on tutaj porohów, lipień bierze o wiele lepiej i łowienie go jest proste. W iwanowskiem na przykład łowią go w dużej ilości na tzw. „obszywkę”. To jest coś w rodzaju sztucznej muchy, niedbale wykonanej z dwóch dosyć długich piórek, około 2,5 cm długości, przywiązanych do haczyka nr 5. Ponieważ lipień podchodzi (jak i na innych dużych rzekach) ku brzegom rzadko i tylko w czasie opadania muszek, łowią więc go na „obszywkę” z łódki i podczas płynięcia, wypuszczając ją daleko od siebie, tj. w podobny sposób, przypominający połów drapieżnej ryby „na dorożkę” (na metalową rybkę) [zob. P&L nr 27 s. 14-15 - przyp. S. Cios]. Na Syberii, na koniec, według Libericha łowi się lipienie na specjalny przypon, bez ciężarka, do którego dowiązano od 10 do 20 „obszywek”. Linka przywiązana do krótkiego wędziska, które trzyma się w ręku wysnuwa się z prądem razem z „obszywkami”. Połów taki prowadzi się z łódki na większej bystrzynie. Po tym zrozumiałe jest dlaczego na północy i północnym wschodzie Rosji oraz w całej Syberii branie lipienia wydaje się pewnym i tę rybę częstokroć łowi się na wędkę pudami”.