Dawne relacje o łososiach w Popradzie
Dawne relacje o łososiach w Popradzie
Wiedza na temat występowania łososia w Popradzie w dawnych czasach jest stosunkowo niewielka. We współczesnej literaturze o ichtiofaunie Popradu (np. Augustyn i in. 1996) nawet pomija się ten gatunek. Celem niniejszego artykułu jest więc synteza historycznych relacji o tej rybie.
Relacje historyczne
Pierwszą informację o łososiu znajdujemy w Ordynacji dla klucza muszyńskiego z 1647 r. - „rybacy też, którzy po rzekach ryby łowią, mają być popisani, którzy do dworu według dawnej powinności staroście naszemu ryb na 2 półmiski wszyscy złożywszy się dawać powinni na starostę będą we śrzodę, piątek i sobotę, a który by łososia dostał, tego zarazem do dworu dać ma, za którego starosta nasz grzywnę dać mu powinien, a za świeża odsyłać go do Krakowa do stołu naszego” (Kuraś 1960, 103). Z zapisu Bębynka (1914, 46) wynika, że tę praktykę kontynuowano jeszcze w XVIII w. Wśród powinności kresu muszyńskiego zapisano bowiem – „rybacy mają być popisani: według dawnych powinności winni dostarczać staroście 3 razy w tygodniu na 2 półmiski; ryby lepsze, jak łososie, mają oddawać do stołu biskupiego”.
U Beliusa (1723, 73) jest wzmianka o rybach Popradu, z których najszacowniejszymi („optimos”) były łososie. Interesujący jest komentarz w przypisie do nazwy salmone - „Hungaris Lasatz, Germanis Lachs, Slavis Lososse, aliis Hlavathka dicti. Sunt autem piscis huius diversae species, quas suo loco, et tempore, recensibimus” (nie wie, czy łosoś i głowacica są tym samym gatunkiem, ani czy maja „charakter lokalny”). Wzmianka o łososiach w Popradzie jest też w innej pracy Beliusa (1777, 186).
Kolejny zapis jest u Słowaka Juraja (= Georga) Buchholtza (1726), znanego z wartościowych relacji ze swoich podróży w Tatry. Wśród jego prac jest krótka notatka o połowie łososi w Popradzie, praktycznie nieznana polskiemu czytelnikowi. Choć informacja dotyczy obecnego terenu Słowacji, to należy pamiętać, że od XV w. do 1772 r. te okolice podlegały królowi polskiemu, a tamtejsze zwyczaje zapewne nie odbiegały od tych jakie miał lud polski zamieszkały nad środkowym i dolnym biegiem Popradu.
U Jakubskiego (1927 nr 5135) jest wzmianka o pracy Buchholtza pod tytułem De salmonum captura in Hungaria superiore, ze wskazaniem na pismo Teutonia, nr 36, s. 583. Ten zapis sprawił mi duże trudności, gdyż nie udało mi się odszukać pisma Teutonia z XVIII lub XIX w., które miałoby rocznik lub numer 36. Zapis jest zapewne błędny, o czym może świadczyć numer strony, odpowiadający właściwej publikacji.
Wzmianka o pracy Buchholtza jest także u Szaflarskiego (1972), który jednak nie podał danych bibliograficznych. Sięgnąłem więc głębiej do literatury słowackiej. Znalazłem w niej wzmiankę, że interesująca mnie praca ukazała się na łamach pisma Annales physico-medicorum Wratislaviensis. Poszukiwania tego pisma nie przyniosły rezultatu, gdyż ten tytuł nie figurował w dostępnych mi bibliotekach, ani w wykazach dawnych czasopism. Zrodziło to podejrzenie, że w tytule pisma był błąd. Zajrzałem więc do innych źródeł słowackich i trafiłem na ślad, że Buchholtz publikował artykuły na łamach niemieckojęzycznego pisma Sammlung von Natur- und Medicin w latach 1723-1726. To pismo, wydawane we Wrocławiu i Budziszynie (z równoległym tytułem Annalium physico-medicorum, ale wprowadzonym dopiero w latach 20. XVIII w.), udało mi się w końcu odszukać. Dzięki indeksowi w piśmie znalazłem także notkę Buchholtza. Poniżej podaję przekład notki dokonany dzięki uprzejmości życzliwych przyjaciół.
-2-
„Jechałem (pisze dr Buchholtz w Kezmarku w maju bieżącego roku) z jednym dobrym przyjacielem z uzdrowiska Rauschen-bacher Bade do Kniesen (Gnesna, po polsku Gniazd) [obecnie Hniezdne], części miasta położonej pod zamkiem w Lubovni i zawróciliśmy do sędziego, który zgotował nam całkiem piękne przyjęcie i rozrywkę. Fluder (odnoga rzeki Poprad) została odgrodzona tamą, wodę wstrzymano i skierowano do prawego nurtu. Gdy woda opadła i były nią wypełnione tylko głębokie brzegi, byliśmy szczęśliwi, że znaleźliśmy w sieci łososia długiego ponad 1½ łokcia, jakiego tutaj rzadko się widuje. Ponieważ wpadł w sieci, uderzył silnie w kolano człowieka, który trzymał sieć. To miejsce zaraz pokryło się krwią i spuchło. Wziąłem szybko sieć i zaciągnąłem ją na brzeg, gdzie łosoś dzielnie walił ogonem wkoło siebie, dopóki nie został zabity. Tyle sprawozdanie. Czy to był prawdziwy łosoś, czy raczej ‘łososiopstrąg’, który wygląda jak mały łosoś i równocześnie jest pomiędzy pstrągami i łososiami, a także osiąga długość łokcia, to mi do niczego nie pasuje (zob. Elsholtz Tischbuch s. 218), tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Jeśli to jednak był prawdziwy łosoś, to jest możliwe, że, ponieważ jednak właściwie jest on rybą morską i z morza do rzeki wstąpił, spędził w niej jakiś czas, wydał młode, sam pochodząc z Bałtyku i z Wisły do tej rzeki Poprad, która do niej wpływa, przybył. Zob. miesiąc kwiecień, 1719, rozdz. IV, art. 9 [autor powołuje się tu na artykuł o łososiach w Odrze; zob. Moskwa i Cios 2007]”.
Następne wzmianki o łososiu są u Kornhubera (1860-1861 - z Morza Bałtyckiego łosoś trafia do Popradu Wisłą), Jeittelesa (1862, 313 - łosoś jest na Spiszu, choć autor nie widział tej ryby), Kriescha (1868), Entza (1869 - łosoś wchodzi na tarło do Popradu) i Chyzera (1882).
Dużo informacji o łososiach pojawia się po powstaniu Krajowego Towarzystwo Rybackiego w Krakowie w 1879 r. Już w notce (Anon. 1881) czytamy, że „Tow. rybackie w Berlinie zaopatrzyło Tow. węgierskie w ikrę łososia dla Popradu i zespoliło tym jego działanie z zarybianiem Wisły łososiem w Galicji”.
W dniu 10 maja 1883 r. strona polska przeprowadziła w Muszynie pierwsze, ale za to jakże uroczyste, zarybienie materiałem pochodzącymi z Niemiec. Narybek (13.410 szt.) wyhodowano w zakładzie w Rudzie Różanieckiej (Nowicki 1883). Rok później Nowicki (1884b) podał, że – „rozpuszczone w r. 1883 w Poprucie, czyli Popradzie pod Muszyną, łososięta w ilości kilkunastu tysięcy, które do wiosny 1884 r. dorosły 5 cali długości, rybacy polscy i węgierscy również bezkarnie wyławiają, jak doniósł p. Döller w nr. 15 Zipser-Bote z d. 12 kwietnia 1884”. Ponadto, Nowicki (1884a) wspomniał, że dla Popradu „lwowska dyrekcja lasów i domen poleciła zarządowi w Muszynie, aby urządził w tamtejszym traczu rządowym wylęgarnię do wychowu ikry łososia; jest więc nadzieja, że na przyszłość ta piękna rzeka będzie zarybianą swojskimi łososiami, zamiast obcymi reńskimi”. Nie znalazłem informacji, by w tej okolicy dawniej funkcjonowała wylęgarnia.
Starano się wówczas koordynować zarybienia ze stroną węgierską. W notce (Anon. 1884) czytamy bowiem - „Ministerium Handlu w Peszcie wysłało do Krakowa p. Landgraf Janos, inżyniera kultury i inspektora rybackiego, aby się z profesorem Nowickim porozumiał w sprawach rybackich. Dłuższa narada odbyła się d. 17 czerwca. Zastanawiano się nad wnioskami, jakie wspólnie uczynić wypada na wiecu rybackim w Wiedniu pod względem uregulowania i podniesienia rybołówstwa na granicznym Dunajcu i Popradzie. Dalej omówiono wspólne postępowanie, jakie przyjąć należy w dalszym zarybianiu tych rzek łososiem wiślanym, tudzież w użyciu na ten cel 800 złr., udzielonych po połowie przez księcia Albrechta i niemieckie Tow. ryb. w Berlinie, oraz 500 złr. przez rząd węgierski
-3-
danych. Rozbierano korzyści i niekorzyści łososiarń Doruli w Poroninie i rządowych węgierskich w Friedmanie i Kezmarku. Uznano potrzebę zachęcenia rybaków polskich i węgierskich, aby wspólnymi siłami podjęli się dostawania ikry łososia dunajcowego i popradowego, dalej potrzebę podziału obu rzek na rewiry rybackie, uznanie ujścia Popradu za chronisko i ustanowienie inspektora rybackiego. Na koniec p. Landgraf wyraził swoje ubolewanie nad tym, że gdy na Węgrzech o przepławki rybne dbają, a laski (odjazdki) są surowo wzbronione, to w Galicji mogą rybacy wbrew ustawie uzyskać pozwolenie do stawiania lasek, skutkiem czego łosoś nie może do Węgier dochodzić i być do rozpłodu użyty”.
O łososiach w górnym Popradzie czytamy u Nowickiego (1884c) w opisie jazu w Kurczynie (obecnie po stronie słowackiej). Ten jaz zajmował „całą szerokość Popradu, na jakie 120 m”, a przepławka była ustawiona od września do listopada, gdy woda była niska. „Łososie korzystają z tej przepławki, bo widziano, jak się nią przebierały. Nim ją tam wprowadzono, spostrzegano jesienią w głębinach przed jazem liczne łososie, jak się nadaremnie wysilały, aby jaz przeskoczyć, aż je rybacy wyłowili; teraz zaś już rzadko kiedy można zobaczyć jesienią łososia, gdyż przemykają się w górę ku źródłowiskom, co dowodzi, że przepławka skutkuje, a zatem odpowiada swojemu celowi”.
U Nowickiego (1884d) jest relacja z węgierskiego pisma Karpathen-Post o Popradzie. Po informacji o truciu ryb następuje fragment: „jeden z naszych szynkarzy znalazł przegniłego już łososia około 6 kilo ważącego, którego niezawodnie przed kilkoma dniami struto. Przy tegorocznym połowie ryb, urządzonym przez dzierżawców i posiadaczy rybołówstwa, ułowiono kilka pięknych łososi, jako też wiele brzan, lipieni i białych ryb, z których niejedna przeszło 3 funty ważyła. Że jaz w Kurczynie nie utrudnia ciągu ryb, jak to dawniej powszechnie mniemano, dowodzi ta okoliczność, że w jednym dniu koło Hobgarten (poniżej Lublany) ułowiono 5 łososi, z których jeden ważył około 8 funtów. Ażeby przedsiębiorstwo sz. Towarzystwa było uwieńczone skutkiem, to pozwalam sobie uczynić uwagę, że do rozpuszczania łososiąt należy użyć przestrzeni między Kurczynem a Kezmarkiem, gdzie strzelanie dynamitem i trucie ryb jest mniej rozpowszechnione, a nie przestrzeni od Leluchowa po Sącz”.
Tych przeszkód dla łososi było więcej. Może o tym świadczyć zapis, że „żegludze stają w drodze poniżej Kieżmarku liczne jazy” (Słownik... 1887, Poprad).
U Fiszera (1896) przy hasłach „ogródek, podjazdka” czytamy, że jest to „rodzaj zagrody stawianej prawie wyłącznie na Dunajcu, Popradzie i Skawie wtedy, gdy ryby te ciągną na tarło do źródłowisk”. Dalej dodał on, że „rybacy w górnym biegu Dunajca, Skawy i Popradu łowią łososie prawie wyłącznie tylko tym sposobem, lub przyrządem poniżej opisanym”. Chodzi tu o lasę - pułapkę budowaną na niewielkich ciekach, składającą się z dwóch ramion (zastawiających wodę) z palików, plecionego płotu lub kamieni, zbiegających się na środku cieku. W środku był kosz, wiersza lub inne narzędzie, do którego wpadały ryby. Jednakże przy lasie autor wymienił rzeki: Dunajec, Prut, Czeremosz, San i Bystrzyca. Z wcześniej podanej notki (Anon. 1884) wynika, że lasę znano także nad Popradem.
Rozwadowski (1903) krótko wspomniał o łososiu w Popradzie. Dodał, że angielscy wędkarze próbowali szczęścia w połowie łososia w Dunajcu i Popradzie, ale bezskutecznie.
U Stasiaka (1913) jest dłuższa relacja o połowie ryb, w tym łososi, w Popradzie koło Rytra. Oto jej ciekawsze fragmenty.
„Od wschodu słońca ludzie się nad brzegiem Popradu gromadzą. Każdy gazda niesie na ramieniu trójkątną sieć, każda kobieta worek i kobiałkę z jedzeniem. Za gazdami, za kobietą
-4-
ciągnie cała gromada dzieci, wszelakiego gatunku gapiów, którzy niezwykłe widowisko oglądać przyszli. Nad brzeg Popradu ciągną letnicy z Rytra, z Barcic i Starego Sącza, którzy tak wczas wstali, aby ujrzeć nagonkę na ryby i obławę na łososia.
Dostateczna już ilość gazdów, łowczy ryterski organizuje nagonkę. W poprzek całego Popradu staje linia ludzi; gazdowie zagłębili trójkątne sieci w wodę, cały Poprad już teraz szeregiem sieci zagrodzony. To pierwsza linia nagonki. Na trzydzieści kroków przed nią idzie drugi szereg ludzi, złożony z niedorostków, uzbrojonych w kije; na znak dany przez łowczego cała obława idzie naprzód w górę rzeki. Pierwsza linia krzyczy, hałasuje, strzela kijami we wodę, wyprawia niesłychany rumor, aby wystraszyć ryby z ich kryjówek; wypłoszone ryby mają zagrodzoną sieciami ucieczkę wstecz, mogą uciekać tylko w górę rzeki.
A teraz należy opisać technikę obławy, wskazać, co się tam w górze rzeki dzieje. Otóż tam daleko pod zamkiem ryterskim, zatem co najmniej ośm kilometrów wyżej zbudowana jest ‘obora’. Jest to prowizoryczna budowa z kamieni i chrustu. Ma ona kształt litery A i zagradza połowę Popradu (ustawa austriacka, mając na oku dobro rybostanu, zabrania zagrodzenia całej rzeki i wytępienia całego rybostanu tak, że przez zagrodzenie połowy rzeki, cała połowa ryb ujść może). Owa ‘obora’, owa litera A jest przymusowym miejscem ucieczki płoszonych ryb; która ryba w ową oborę, zwłaszcza w górny trójkąt owej litery A wpadła, już stamtąd nie wyjdzie, bo ma zagrodzoną drogę. A do tej obory pędzą ryby owe dwie linie nagonki.
Teraz dopiero początek roboty; droga wodą Popradu trudna i żmudna, ośm kilometrów drogi do obory, ale pod wieczór połowa ryb ogromnej ośmiokilometrowej przestrzeni Popradu znajdzie się w pułapce obory. Zatem szeregi nagonki idą coraz wyżej i wyżej. Widnokrąg huczy wrzaskiem ludzkim, woda pluszczy i pieni się, okładana kijami młodzieży. A rybacy idą ciągle naprzód i naprzód. Czasem przystanie pochód. Rybacy zamykają sieciami Poprad, pierwszy zaś szereg, jakby kadrylowe en avante tańczył, zbliża się do drugiego. Ma to ten cel, żeby niewielką przestrzeń między szeregami skontrolować, aby z tego martwego punktu ryby wypłoszyć, aby zmusić je do ucieczki w górę. Uciekły wszystkie, bezrybna już ta przestrzeń, kilka jelców i brzan nie chciało iść w górę, zmiarkowały czy przeczuły, że tam w górze pułapka i obora, poszły nie naprzód, lecz wstecz i przez owe kadrylowe en avante znalazły się w sieciach rybaków. Podnoszą gazdowie sieci, dobywają ryby, wyrzucają je na brzeg, kobiety łapią je, obława zaś na nowo idzie w górę, krzycząc, wrzeszcząc, bijąc wodę, wołając homeryczne: Hallala!
Około południa zbliżył się pochód rybacki do Żarnowca. Pod Żarnowcem jest ogromna skalista głębia. Rybacy mówią, że głębia dochodzi tu do czterech metrów. Oczywista rzecz, że nie może tu być mowy o tym, żeby linia gazdów, zagradzająca Poprad, głębię tę zagrodziła. Ale na wszystko znajdzie się sposób. Oto łódź sprowadzono, część młodzieży alarmującej ryby na łodziach teraz się umieściło. Dzieje się rzecz niesłychana. Hałas, huk i harmider nieopisany. Łańcuchami dzwonią, z pistoletów strzelają, głębie kijami przetrząsają. Gdzie nie dosięgnie strzał, dosięgnie drąg rybaka, który rybę płoszy. Ta głębia pod Żarnowcem jest sławnym, stałym miejscem pobytu łososia. Otóż nad tym miejscem na[j]usilniej ludzie pracują aby podrybka (tak górale zwią łososia) stąd wystraszyć i w górę rzeki popędzić. Godzinę trwał ten straszny hałas, po godzinie rybacy w górę ruszyli.
Ryba w saku już częstsza. Gazdowie wyrzucają pokaźne jelce, świnki i ogromne brzany. Koło mnie pada na brzeg wielki węgorz. Wspaniała ryba. Małe ślepka jego ciekawie patrzą na człowieka, jakby w tych oczach prośba, żeby mu życie darować, żeby go na nowo do
-5-
wody puścić. Jakby w tych oczach wyrzut, że się go krzywdzi. Łotr! Oto rybak mi pokazuje, że z pyszczka jego sterczy ogonowa płetwa małej rybki, którą przed chwilą pożarł. To trudno, to walka o byt. Woził wilk, powieźli i wilka. Jadł węgorz ryby, teraz ludzie węgorza zjedzą.
Z gronem osób, które z niesłychanym zajęciem i ciekawością przypatrywały się obławie, poszliśmy nieco naprzód, aby stanąć przy oborze i przypatrzeć się końcowi tej rybiej tragedii, jaka się tam rozegrać miała. [...]
Od czasu do czasu szmaragd wody błyśnie srebrem, który ginie i znika w tej chwili. Jakby kto łyżkę roztopionego złota rzucił, dotyka ono powierzchni i znika w fali. Dopiero gdy się bliżej temu przyjrzysz, poznasz, że to natłok rybi błyszczy płetwą, umykając po płytkiej wodzie i pędząc do góry. To ryby tak się srebrzą i mącą spokojną wodę. Z tyłu, z daleka słychać ogromny gwar ludzki; cała nagonka krzyczy i hałasuje wołając: Hallala! Halala!... i wszystko, co w wodzie żyje, ucieka do góry ku oborze. Taki natłok ryb, że widać ich płetwy grzbietowe, prujące zwierciadło wody... [...]
Pierścieniem złożonym z ludzi i złożonym z sieci, otacza oborę dokoła żelazną zaiste obręczą. Tu już nic się nie wymknie, nic nie ujdzie z rybackiej ręki i sieci. Szczęśliwe stworzenia, które potrafiły ominąć fatalną oborę, które płynęły stroną rzeki, nie zagrodzoną kamieniem i wikliną. Zawdzięczają życie austriackiej ustawie rybackiej i mkną dalej do Żegiestowa, ku Krynicy, na Spiż, na Węgry.
Reszta siedzi w oborze. Natłok tu ryb straszny. Wymoszczone niemi dno obory, pokryty grunt rzeki. Maleństwa tylko przecisną się przez szpary wśród kamieni i ujdą śmierci. Uniknie jej także zgrabny i zwinny pstrąg. Patrz! uderzyło coś w wodę, strzeliło o jej powierzchnię i zamigotało nad ogrodą obory. To skoczek tatrzańskich wód, pstrąg, przeskoczył oborę i każe się kłaniać rybakom... którzy na jego mięso apetyt ostrzyli. Uciekł pędem strzały i nikt go w Popradzie, w ojczystym żywiole nie dogoni.
Rozpoczęła się jatka radosna dla rybaków, mniej jednak estetyczna dla widza, lub rybackiego sportsmena. Z obory ciągną sieciami górale setki ryb, sypiąc je w worki, w cebrzyki i beczki. Dusi się to biedactwo w beczce ciężarem własnych braci...
Na szczęście górskie ryby nie męczą się długo, a wywleczony z wody jelec lub brzanka śnie w kilku minutach.
Nagle ze środka rzeki słychać krzyk, wrzawę.
- ‘Podrybek!’ wołają górale, ‘podrybek!’.
Naokoło sieci, gdzie dojrzano łososia, zbiegło się kilku rybaków, otoczyło zdobycz dookoła sieciami.
- Jest! jest tu w sieci...
Rzuciło się dwóch górali, chwyciło rybę w pół i wyniosło na brzeg rzeki, gdzie otoczyła ich cała gromada pań i letników.
- To nie łosoś, to jelec!
W istocie zaszła pomyłka. To, co w pomroce wieczornej górale uważali za ‘podrybka’, było w rzeczywistości ogromnym jelcem, na metr blisko długim. Starzy rybacy mówili, że taki wielki jelec należy do rzadkości.
Ale wnet usłyszeliśmy nowe krzyki i nawoływania do pomocy. W jedną ze sieci wpadł rzeczywisty tym razem łosoś. Około niego zaczęło się zbiegowisko i zgiełk nie do opisania.
Dziesięć sieci pracowało, aby go ująć, kilku ludzi siliło się, aby mocarza wodnego schwytać w ręce i dostawić na brzeg wody. Zwierzę broniło się rozpaczliwie, wydzierając się z rąk, szamocąc się, aby sieci potargać i uciec na Poprad.
-6-
Na próżno. Jakiś góral, chłop jak dąb, ujął go w ramiona, podniósł w powietrze, a chcąc dotrzeć do brzegu, krzyknął:
- Na bok! Z drogi!
Jeszcze kroku nie ruszył, gdy... łosoś wydarł się i straszliwym uderzeniem ogona w twarz powalił do wody górala... I łosoś i góral poszli na dno. Gdy chłop powstał, skapany do nitki, trzymał się za zęby, klnąc na czym świat stoi, rybołówstwo i łososia.
Na szczęście miejsce otoczone było dookoła sieciami, a ‘podrybek’ ujść nie mógł. Dobyto go prędko z wody i wyniesiono na ziemię; jeden rybak trzymał go za skrzelę, drugi wpół, trzeci za ogon.
Na brzeg wyszła wspaniała ogromna ryb, o czarnych cętkach, srebrno złotym brzuchu, ciężko robiąc olbrzymimi skrzelami... Był to król wód polskich ‘podrybek’, łosoś”.
Ta powiastka stanowi beletrystyczne ujęcie jego obrazu pod tytułem Połów łososi w Popradzie, który uświetnił wystawę rybacką w Warszawie w 1900 r. Wzmianki o nim czytamy w ówczesnych relacjach z tego wydarzenia (np. Anon. 1900). Zawada (1900) podał, że „wielki rozmiarami obraz zyskał słuszne a powszechne uznanie prasy i publiczności”. Nie wiadomo mi, czy obraz się zachował i ewentualnie gdzie on się znajduje. Znany jest mi z pocztówki z początku XX w., znajdującej się w mojej kolekcji, opublikowanej w innej pracy (Cios 2007). Mam dwa egzemplarze tej pocztówki, ale nie są one datowane.
Zbliżony opis połowu ryb w Popradzie został podany jeszcze przez dwóch autorów. U Wilkosza (1903) czytamy: „niezwykły ruch nad Popradem zwrócił naszą uwagę, a udawszy się nad rzekę spostrzegłem, że odbywa się osobliwy połów ryb. Rzeka płynie tam dwoma ramionami, łowiący zatamował całkiem ramię boczne, a główne koryto zamknął kamienną groblą, na poprzek skośnie wybudowaną, tak, że struga wody zwężała się ku górze, a zamknięta z drugiej strony brzegiem, tworzyła łowisko, w którym wszystkie ryby na znacznej przestrzeni rzeki się znajdujące, spędzić i wyłowić było można. Łowy odbywały się z nagonką; gromada włościan uzbrojona w długie drągi, hałasząc i stukając w kamienie, straszyła ryby ku łowisku, postępując ciągle w górę wody, a przed nią szereg rybaków opatrzonych w saki, ustawionych tak, iż zagradzały rybom odwrót przez całą szerokość rzeki, również w górę postępował, posuwając saki po samym dnie wody. Rybacy łowili wszystko, co tylko do saków wpadło, a łowy ukończyły się dopiero, kiedy nagonka doszła do samego końca łowiska, zamkniętego pod ostrym katem przez groblę kamienną i brzeg”. Autor nie nawiązał do połowu łososi. W późniejszej natomiast relacji Wilkosz (1904) zapisał o Popradzie – „jest jednak rzeką dla rybactwa bardzo ważną. Żyją w nim węgorze, pstrągi, łososie, lipienie, brzany, świnki i inne białe ryby, a rybostan jest obfity, co sprawdziłem przed dwoma laty na miejscu w czasie łowienia ryb przez poddzierżawcę rewiru”.
Druga, znacznie obszerniejsza relacja, jest u Niezabitowskiego (1903b). Przedstawił on też dwie fotografie, ukazujące rybaków podobnych jak na obrazie Stasiaka. O łososiu wspomniał on krótko - „w ostatnich latach schwytano około 10 sztuk, z tych największy 9 kg wagi” (identyczną informację czytamy też u Niezabitowskiego 1903a).
Należy tu jeszcze wspomnieć o krótkiej wzmiance u Müldnera (1877), który podczas podróży koleją za Piwniczną zapisał – „jadąc dalej koleją spostrzegamy w łódkach rybaków łowiących ryby. Łódki te prostym wykonaniem swoim rzeczywiście niewiele się różnią od canoe Indian Stanów Zjednoczonych w Ameryce; zamiast wioseł w wielu wypadkach służy rybakom zwykła żerdź”. Nie jest wykluczone, że widział on rybaków łowiących właśnie łososie wyżej opisaną metodą.
-7-
Łososie w Popradzie były nawet jednym z argumentów na rzecz przyłączenia okolic górnego Popradu do Polski po pierwszej wojnie światowej. Domagano się, by nowa granica obejmowała „również całość systemu rzecznego, a przez to zabezpieczy interesy gospodarcze w pierwszym rzędzie rybackie, dla których posiadanie wszystkich górnych dopływów zlewiska Dunajca i Popradu, jako kolebki wędrownych ryb wiślanych, jest niezbędnym warunkiem. Chodzi tu przede wszystkim o hodowlę szlachetnej ryby wędrownej, łososia, której rozwój wymaga nieodzownie posiadania w całości wód Dunajca i Popradu” (Spisz... 1919, 20).
Komentarz
Ze źródeł historycznych nie wynika, czy w Popradzie występował łosoś, czy troć wędrowna. Duże wymiary ryb wydają się wskazywać, że zachodził tam łosoś, zapewne razem z trocią. Holčik i Lepiksaar (1980) stwierdzili resztki dwóch osobników łososia w materiałach archeologicznych z okresu brązu w m. Gánovce, znajdującej się około trzy kilometry od górnego Popradu na Słowacji.
Z dawnych przywilejów lokacyjnych z lat 1244, 1257, 1286, 1301, 1315, 1322 i 1357 [Janota 1864, 54, 59, 67, 70, 71, 78; 1860, 60; Kodeks... 1886, II nr 425; Gazeta Lwowska, Dodatek Tygodniowy, 1853-3(37):148] wynika, że w tym czasie nie było ograniczeń w prawie połowu ryb w Popradzie. Na ten okres przypada bowiem największa kolonizacja tych terenów, zwłaszcza po najeździe Mongołów w połowie XIII w. i opustoszeniu okolic. Z zasady dorzecze górnego Dunajca było najbardziej uprzywilejowane w tamtych czasach, a opinię Kaczmarczyka (1947, II:179) w tej kwestii rozszerzyłbym także na dorzecze Popradu. W innych częściach kraju w tym okresie zaczęły się natomiast pewne ograniczenia, dotyczące zwłaszcza sprzętu (poddanym zezwalano na stosowanie jedynie niewielkich narzędzi typu wędka, brodnia lub kłoń). Należy też zwrócić uwagę, że średniowieczne przywileje były często potwierdzane w niezmienionej formie aż do XVIII w. Może o tym świadczyć przywilej z 1348 r. dla wójta Piwnicznej, o wolności łowienia ryb w Popradzie i dopływach, który był następnie potwierdzony przez Stefana Batorego w 1578 r. i Stanisława Augusta w 1766 r. [Gazeta Lwowska, Dodatek Tygodniowy, 1859-9(19):36].
Powyższe informacje o braku ograniczeń w połowie mogą wskazywać, że dawniej presja na ryby w Popradzie, zwłaszcza łososie, była duża. W XVII w. prawdopodobnie łososi musiało już nie być zbyt dużo, skoro każdy złowiony osobnik był w cenie. Z pewnością natomiast było ich znacznie mniej niż w Dunajcu, który słynął dawniej z tych ryb (będzie to przedmiotem oddzielnego opracowania). Nawet zarybienia Popradu prowadzone przez Krajowe Towarzystwo Rybackie od 1883 r. nie przyczyniły się do zwiększenia populacji łososia i troci wędrownej, o czym może świadczyć relacja Niezabitowskiego (1903a, 1903b) o małej liczbie łowionych ryb.
Opis siły łososia, podany przez Buchholtza i Stasiaka, może wydawać się przesadzony. Jednakże u Kaczmarka (1961, 653) jest niemal identyczny fragment o łososiu w Drawie - „Chciał ja te gadzine unieść do góry w ręcach i jak to zwyczajnie do woza, ale ci ona tak dopadła ogonem, że przewróciła i czucie ja stracił”.
Nadmienię jeszcze, że na łamach pisma Sammlung von Natur- und Medicin jest jeszcze inna notka (Anon. 1725) o połowie karpi i szczupaków przy pomocy ościenia nad Niitrą na Słowacji. Przypuszczam, że jej autorem również był Buchholtz. To zaś oznaczałoby, że Buchholtz interesował się rybactwem, a jego relacje mają dużą wartość z uwagi na wysoki stopień wiarygodności.
-8-
Literatura cytowana
Anon. 1725. Von dem Fisch-Fang zu Neutra in Hungarn. Sammlung von Natur- und Medicin, p. XVII:195.
Anon. 1881. Międzynarodowa praca rybacka nad Wisłą. Łowiec, 4(5):78.
Anon. 1884. [Kronika miejscowa i zagraniczna]. Czas, 140:2
Anon. 1900. Wystawa rybacka. Kurier Warszawski, 262 (Dodatek poranny 1-2) z 22 listopada.
Augustyn L., Skóra S., Włodek J.M. 1996. Ichtiofauna dorzecza rzeki Poprad. Roczniki Naukowe PZW, 9:5-22.
Belius M. 1723. Hungariae antiquae et novae prodromus. Norimberga.
Belius M. 1777. Compendium Hungariae geographicum. Posonia et Cassovia.
Bębynek W. 1914. Starostwo muszyńskie. Własność biskupstwa krakowskiego. Lwów.
Buchholtz J. 1726. Kniesner Lachsen-Fang in Ober-Hungarn. Sammlung von Natur- und Medicin, p. XIX:582-583.
Chyzer K. 1882. Reliquiae petényianae, nehány szó petényiröl mintichthyologrol. Természetrajzi Füzetek, 5(2):23-29.
Cios. S. 2007. Ryby w życiu Polaków od X do XIX w. Olsztyn.
Elsholtz J.S. 1690. Arzney-, Garten- und Tisch-Buch. Leipzig.
Entz G. 1869. Mesterséges haltenyésztés. Természettudományi társ. Értesítő II, 6:33-35. [pozycja niedostępna; cyt. za Holčikiem i Lepiksaarem 1980]
Fiszer Z. 1896. Rybactwo. [W:] Powszechna wystawa krajowa 1894 r. i siły produkcyjne kraju. Lwów, s. 37-145.
Holčik J. , Lepiksaar J. 1980. On the find of Salmo salar remains in a ritual well of the early bronze age at Gánovce (Czechoslovakia) with regard to the occurrence of this species in the upper Vistula basin. Vĕst. čs. Společ. zool., 44:94-100.
Jakubski A. 1927-1928. Bibliografia fauny polskiej do roku 1880. T.1-2. Kraków
Janota E. 1860. Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin. Kraków
Janota E. 1864. Zapiski o zaludnieniu dolin Dunajca i Popradu na Spiżu. Kraków. Odb. z Rocz. Tow. Nauk. Krak., 32.
Jeitteles L.H. 1862. Prodromus faunae Hungariae Superioris. Verhandlungen der kaiserlich-königlichen zoologisch-botanischen Gesellschaft in Wien, 12:245-313.
Kaczmarczyk Z. 1947. Monarchia Kazimierza Wielkiego. T. 2. Poznań.
Kaczmarek W. 1961. Połów łososi na Drawie. Materiały Zachodniopomorskie, 7:625-628.
Kodeks dyplomatyczny Małopolski. 1876-1905. Wyd. F. Piekosiński. T. I-IV. Kraków.
Kornhuber G.A. 1860-1861. Beitrag zur Kenntniss der Fische im Waag-Gebiet. Verhandlungen des Vereins für Naturkunde zu Presburg, 5:40-44.
Kriesch J. 1868. Halaink és haltenyésztésünk. Pest. [pozycja niedostępna; cyt. za Holčikiem i Lepiksaarem 1980]
Kuraś S. 1960. Ordynacje i ustawy wiejskie. Materiały Komisji Nauk Historycznych, 3.
Moskwa G., Cios S. 2007. Relacja z początku XVIII wieku o połowie łososi w Odrze. Przegląd Rybacki, 32(3):65-69.
Müldner H. 1877. Przejażdżka koleją tarnowsko-leluchowską. Czas, 183.
Niezabitowski E.L. 1903a. Materyały do fauny kręgowców w Galicyi. Sprawozdanie Komisji Fizyograficznej AU, 37:3-14.
Niezabitowski E.L. 1903b. Dolny Poprad, jego ryby i ich połów. Okólnik Rybacki, 62:19-24.
Nowicki M. 1883. Międzynarodowe zarybienie granicznego Popradu łososiami. Łowiec, 6(9):140-141.
Nowicki M. 1884a. Łosoś. Tygodnik Rolniczy, 9:5
Nowicki M. 1884b. Zarybienie wód Galicyi i źródłowisk Wisły. Tygodnik Rolniczy, 53:3-6.
Nowicki M. 1884c. Ruchoma przepławka rybna. Łowiec, 7(10):162-164.
Nowicki M. 1884d. Z Towarzystwa rybackiego. Tygodnik Rolniczy, 45:2.
Rozwadowski J. 1903. Nasze ryby. Łosoś. Okólnik Rybacki, 67:282-298.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego. 1887. T. 8. Warszawa.
-9-
Spisz, Orawa i Okrąg Czadecki. 1919. Kraków.
Stasiak L. 1913. Obława na łososia. Okólnik Rybacki, 3:34-42.
Szaflarski J. 1972. Poznanie Tatr. Warszawa.
Vutskis G. 1917. Pisces. Fauna Regni Hungariae, s. 1-42.
W[ilkosz F.] 1903. Sposób łowienia ryb w rzekach ustawą wzbroniony. Okólnik Rybacki, 62:17-18.
W[ilkosz F.] 1904. Szkice z wycieczek rybackich. Okólnik Rybacki, 72:287-292.
Zawada. 1900. Pierwsza wystawa rybacka w Warszawie. Biesiada Literacka, 39:248.