Karasie na muszkę
Karasie na muszkę
Jacek Osw (11.VI.2009): Nie zawsze mamy możliwość pojechania nad górską rzekę i połowienia sobie pstrągów, czy lipieni. Często łowimy w nizinnych rzekach, ja w krainie brzany. Szukam często kleni. Dzisiaj łowiąc klenie, musiałem ominąć pewien odcinek rzeki. Idąc w dół natrafiłem na mały dołek, który przy wysokim stanie Soły zawsze jest czynny. Przepływa przez niego Soła. Zaraz po dużej wodzie często łowię tam spore klenie, jazie i świnki. Jest tam całe mnóstwo okonia, leszcza i karasia. Przechodząc tamtędy coś mnie tknęło, aby zanurzyć tam swoje nimfy. Jakie było moje zdziwienie kiedy po chwili miałem branie i na wędce zawisł pierwszy karaś. Łowiłem na małe brązki, brania były bardzo gwałtowne. Złowiłem ok. 30 sztuk, w tym jednego dziwaka. (www.flytiers.pl)
(www.szczurek.webd.pl/viewtopic.php?p=26706#26706)
Jarosław Drożdż: Moje doświadczenia odnośnie połowu karasi dotyczą jednego, zamkniętego zbiornika, a konkretnie wyrobiska pożwirowego. Powstało ono w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy w Rzeszowie powstał zalew na rzece Wisłok. Okres świetności tego zalewu już dawno minął, z racji silnego zamulenia i powolnego, acz systematycznego jego zarastania roślinnością typu tatarak, sitowie, pałka wodna, itp.
Zbiornik ma kształt elipsy o powierzchni około 3 ha, przy średniej głębokości 3 m. Na środku jest drobny żwir, miejscami piasek. Połowa linii brzegowej jest trudno dostępna, z racji stromego brzegu i szuwarów. Dno przy brzegu, tak jak i w płytkich miejscach, jest muliste. Występują tutaj licznie szczeżuje, co wyczuwa się wyraźnie pod nogami.
W zbiorniku żwirowni woda jest stale czysta i nie zarasta. Od paru lat zbiornik nie jest zarybiany. Karaś jest liczny. Jest też płoć, okoń, karp, boleń, ukleja, sporadycznie sandacz, szczupak, tołpyga, pstrąg tęczowy (kiedyś było tutaj łowisko koła nr 8 w Rzeszowie, co jakiś czas zarybiane powyższymi gatunkami).
Połów karasi na tym w zasadzie podmiejskim kąpielisku nie jest łatwy. Trzeba mieć trochę szczęścia, żeby trafić na ławicę karasi. Karasie łowię tylko z jednego występującego tutaj pomostu (dla ratowników), bądź z brzegu „przychylnego” dla wędkarza muchowego (za plecami nie ma drzew, krzaków, wysokiej trawy, itp.). Należy ostrożnie obserwować wodę. Z chwilą pojawienia się stadka karasi, rzucam w jego okolice małe nimfki i streamerki. Karasie w tej wodzie są słabo widoczne, gdyż ich grzbiety i ubarwienie doskonale harmonizują z wodą. Zauważyłem, że stadko płynąc obraca się wokół własnej osi, zgodnie ze wskazówkami zegara. Karasie mają wysunięte pyszczki ku górze i są jakby zlepione ze sobą, płynąc blisko siebie. Mam wrażenie, jakby „wirowały” w wodzie.
Nimfki (imitacje czerwonych robaków, tzw. kompostówek wykonuje na haczykach #14-18. Streamerki – w kolorze żółtym, #16. Dość długi przypon żyłkowy (1,5x długość wędziska), na końcu żyłka ø12.
Branie jest delikatne! Polega na zatrzymaniu zestawu, kiedy łowię na nimfki na krótko. Jest to możliwe, ponieważ stadko podchodzi blisko łowiącego, nie płoszy się. Należy tylko unikać gwałtownych, niepotrzebnych ruchów. Łowiąc na małe, często miniaturowe streamer ki, brania są delikatne – wyprostowanie zwisu przyponowego. Nimfki, jak i streamerki, są dobre w kolorach jaskrawych, ale bez przesady (odcienie czerwieni, różne żółte). Nimfki mogą być lekko obciążone, ale z moich obserwacji złotogłówki nie zdają egzaminu.
Wydaje mi się, że najbardziej istotną sprawą przy połowie tej ryby na muchę jest „uchwycenie” stadka, tj. jego zauważenie, następnie rzut zestawu w jego okolice i powolne wybieranie linki ręki. Stosuje wędzisko 2,7 m, AFTM 6, pływający sznur Cortland 444SL
-23-
lub intermedia te WF 6. Przemieszczające się stadko karasi co jakiś czas cyklicznie wraca w to samo miejsce. Złowiona ryba ze stada nie płoszy go, więc po złowieniu jednej ryby można łowić dalej.
Uważam, że jest to ciekawe łowienie, wymagające nieco cierpliwości. Zresztą sztuka łowienia na muszkę wymaga cierpliwości. Kiedy woda na naszych górskich rzekach nie nadaje się do połowu, a ostatnio jest to zjawisko dosyć częste, biorę rower i z małym plecakiem i wędką jadę na żwirownię. Być może, uda mi się zauważyć jakieś stadko karasi, a jak nie, to zawsze można posiedzieć nad wodą i popatrzeć na nią, nie nudząc się jednocześnie…