• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

Wędkowanie w Finlandii, cz.IV Lipienie z KÖNKÄMÄENO

Od 17 do 23 lipca 1999 kolejną część urlopu spędziłem w północno-zachodnim rogu Laponii nad rzeką Könkämäeno (jest to górny bieg rzeki Tornio, płynącej wzdłuż granicy fińsko-szwedzkiej). Siedziba była we wsi Pousujärvi, liczącej ... dwa domy (większość osad w Laponii, nawet tych na mapie, jest podobnej wielkości), ok. 30 km na południe od m. Kilpisjärvi.

Od 17 do 23 lipca 1999 kolejną część urlopu spędziłem w północno-zachodnim rogu Laponii nad rzeką Könkämäeno (jest to górny bieg rzeki Tornio, płynącej wzdłuż granicy fińsko-szwedzkiej). Siedziba była we wsi Pousujärvi, liczącej ... dwa domy (większość osad w Laponii, nawet tych na mapie, jest podobnej wielkości), ok. 30 km na południe od m. Kilpisjärvi. 

Jest to jedna z najpiękniejszych rzek, które dotychczas odwiedziłem. Woda jest krystalicznie czysta i zimna (spływa z gór). Tworzy liczne jeziora (niektóre bardzo płytkie, bo zaledwie na 50-70 cm), między którymi są bystrzyny. Dno jest usiane dużymi głazami, po których bardzo ciężko się brodzi. Na bystrzynach rzeka ma szerokość ok. 50-80 m. W bardzo niewielu miejscach da się przejść na drugą stronę. W rzece występują głównie lipienie; złowiłem też trochę pstrągów. Znajomi Finowie twierdzą, że jest tam również sieja oraz golec (Salvelinus alpinus), zwłaszcza na odcinkach z wolną lub stojącą wodą.

  Potencjalnym osobom zainteresowanym wędkowaniem w Laponii podaję, że w Pousujärvi znajduje się domek (z pełnym wyposażeniem na prąd) Zarządu Lasów, na 6 osób, który można wynająć za 2400 FIM za tydzień w sezonie letnim (w innych okresach jest znacznie taniej). Odległość z Helsinek wynosi 1180 km (ok. 13-14 godzin jazdy)1). Koszt licencji – 180 FIM za tydzień. Licencja obejmuje teren o długości prawie 100 km. Nie obejmuje jednak połowu pstrąga potokowego i łososia (konieczna jest odrębna licencja, również za 180 FIM).

Wędkowanie

  Na niektórych odcinkach ogromna ilość lipieni mogła przyprawić o zawrót głowy. Były wszędzie – na bystrzynach, na płaniach i w prawie stojącej wodzie. W dodatku były duże (w tym miejscu muszę nadmienić, że oprócz ryb wymienionych w tabeli 2, miałem wiele okazów na kiju, które jednak spięły się z uwagi na dobrą kondycję)! Wręcz dało się odczuć wzrok ryb na 2-3 kg, przypatrujących się moim zmaganiom. Jak mówią niektórzy koledzy – „śmierdziało kardynałami”. Nie wędkowałem jednak dużo – od dwóch do czterech godzin dziennie. Uznałem za niepotrzebne kaleczenie ryb.

  Łowiłem głównie na obciążoną nimfę. Najlepsze wyniki miałem na zielone nimfy na haczyku #8 (przypominające rybom chyba larwy Rhyacophila). Ryby brały zdecydowanie, z zasady przy pierwszym przepuszczeniu.

  Przed wyjazdem Finowie zachwalali mi tę rzekę jako wspaniałą na suchą muchę, zwłaszcza na bardzo grubego zwierza. Niestety, z uwagi na złą pogodę (częsty deszcz i wiatr) żerowanie powierzchniowe było bardzo słabe (co widać z zawartości żołądków). Tak więc

 -------------------------------

1) Na północy drogi są znakomite a czasem ruch bywa bardzo mały. Pewne wyobrażenie o jeździe samochodem może dać fakt, że wracając z Laponii, od godziny 5.30 rano przez 280 km nie napotkałem żadnego(!) samochodu jadącego w tym samym kierunku (jechały natomiast w przeciwnym).

-9-

prawie wcale nie łowiłem na suchą. Daję jednak wiarę opowieściom Finów, gdyż pierwszego dnia, na zakończenie połowu tak od niechcenia założyłem dużego (na 2 cm) suchego chruścika na haczyku #8, dowiązanego do żyłki 0.23(!), i posłałem go na koniec płani, gdzie woda znacznie przyspieszała. Jakież było moje zdziwienie, gdy niemal natychmiast coś cmoknęło i zgarnęło muszkę. Przyciąłem. Długo będę pamiętał wspaniałą walkę lipienia, z licznymi odjazdami, która trwała około 10 minut. W końcu rybę wyjąłem na stojącej wodzie. Miała 40.5 cm. Gdybym zastosował cienką żyłkę nie miałbym najmniejszych szans, gdyż ryba albo by ją urwała na bystrzynie, albo przetarła na którymś z głazów.

  Pisząc o suchej muszce nie mogę nie wspomnieć o muszkach-dziwolągach (podobnych do dużych mrówek), które można było kupić w sklepach w Laponii. Z początku z niemałą dozą nieufności odnosiłem się do tych miejscowych wyrobów. Nauczony jednak doświadczeniem, wiedziałem, że pozory mogą mylić i z szacunkiem należy się odnosić do miejscowych technik i przynęt. Otóż te sztuczne muszki wykonane były zazwyczaj na haczyku #10. Korpus składał się z dwóch dużych kuleczek (często ze styropianu), zazwyczaj koloru czarnego lub brązowego (stąd skojarzenie z mrówką). Do tego jakaś jeżynka i ogonek. W Polskich wodach lipienie by rechotały na ich widok. Ale nie tu. Miejscowe lipienie z zasady nie były podejrzliwe. Z uwagi na brak pokarmu łapczywie atakowały wszystkie owady płynące na powierzchni wody. Taka sucha muszka, prosta do wykonania, pływała znakomicie i zapewne była skuteczna w tych warunkach.

  Wypada jeszcze wspomnieć o jednym fakcie. Otóż w miejscach, w których dostęp do rzeki z drogi był stosunkowo łatwy, widziałem kilku wędkarzy. Raz nawiązałem rozmowę. Trzech wędkarzy okazało się Szwedami. Oczywiście narzekali na słabe (sic!) brania. Dumnie pokazali mi jednak kilka pstrągów dwudziestaków (wymiar: 40 cm), które złowili na robaka. Mieli kolację. No cóż nie każdy musiał postępować tak jak ja, ustanawiając (tego dnia) moją poprzeczkę na lipienie na wysokości (a raczej długości) 38 cm.

  Nie był to jednak odosobniony przypadek. Wcześniej w Meltausjoki spotkany Fin (przewodnik wędkarski!) miał przy sobie dwa lipienie na 27-28 cm (wymiar: 30 cm). Nawet w Skandynawii bardzo elastycznie podchodzi się więc do przepisów. Wiążę to z brakiem umiejętności złowienia porządnej ryby.

Odżywianie się ryb

  Do analizy zabrałem zawartość żołądków 35 lipieni (bardzo dużo ryb wypuściłem). W materiale zwracają uwagę następujące elementy:

1. Lipienie żerowały bardzo intensywnie (średnia ilość ofiar wynosiła 322 na rybę). W dodatku ryby żerowały przez cały dzień.

2. Ogromna ilość meszek - larw, poczwarek oraz imagines (te ostatnie były zjadane w wodzie, głównie w trakcie wylotu). Meszki stanowiły razem ok. 85% wszystkich ofiar.

  Nowością dla mnie jest ogromna ilość poczwarek. Z zasady rzadko są zjadane w większych ilościach, gdyż nie są zbyt dostępne dla ryb (są przytwierdzone do roślin lub podłoża). Dotychczas większe ilości poczwarek znajdowałem tylko w żołądkach, w których były również liczne fragmenty roślin. W analizowanej populacji rośliny były rzadko zjadane i w niewielkiej ilości.

3. Duża ilość ryb. Jest to pierwsza populacja lipieni, którą dotychczas miałem okazję badać, wykazująca predylekcję do ryb. Najważniejszą ofiarą jest głowacz (prawie wszystkie nierozpoznane rybki to były chyba głowacze, ale z uwagi na brak jednoznacznych dowodów

-10-

pil5

 

 

na razie przyjmuję je jako nieoznaczone). Największe ze stwierdzonych ofiar miały do 8 cm długości. Bardzo niecodzienną ofiarą był szczupak o długości 5 cm.

  Ryby zostały zjedzone przez lipienie o następującej długości: 29.2, 30.8, 33.9, 34.4, 35.0, 37.8 i 40.2 cm. Z tego wynika, że drapieżnictwo nie jest cechą dużych lipieni.

  Te dane raczej nie pozwalają wyjaśnić dlaczego lipienie przechodzą na drapieżny tryb życia. Zwraca jednak uwagę mała ilość ofiar innych niż meszki, co może wskazywać na fakt, że woda nie jest zbyt bogata w pokarm. Ciekawe byłoby zatem poznanie pokarmu ryb w tej rzece w innych porach roku, zwłaszcza kiedy meszek jest mało (lub są małych wymiarów).

  Nadmienię jeszcze, że w żołądku jedynego analizowanego przeze mnie potokowca, było 5 głowaczy (i nic poza tym).

-11-

pil6

 

4. Brak chruścików z rodziny Hydropsychidae, które stanowią gwóźdź programu w menu lipieni w prawie wszystkich wodach europejskich. Jest to tym bardziej zastanawiające, że inni filtratorzy (meszki) znajdują w tej wodzie bardzo dobre warunki do życia.

5. Stosunkowo duża ilość wodopójek (Hydracarina) (duże osobniki o średnicy ok. 1.5 mm). Wiążę to z dużą przeźroczystością wody i dobrą widzialnością małych ofiar. Podobne zjawisko obserwowałem w niektórych innych bardzo czystych górskich wodach (np. rzeka Sesia w Alpach Włoskich).

Masa i kondycja ryb

  Oczywiście spisałem długość i masę zabranych ryb. W tabeli 2 podane są odnośne dane. Generalnie należy przyznać, że ryby były w dobrej kondycji, zwłaszcza te większe. Osiągnięcie masy prawie 0.8 kg, już przy długości 41.3 cm, świadczy samo za siebie. Dobra kondycja tłumaczy waleczność ryb i długie zmagania na końcu żyłki.

  W lepszej kondycji były ryby z bystrzyn w wyższych partiach rzeki; tam ryby miały żołądki wypchane meszkami. Potwierdzają się moje obserwacje z innych wód europejskich (np. z Czernicy), że dieta składająca się z muchówek bardzo służy lipieniom (zwłaszcza larwy stanowią znakomity pokarm, gdyż nie dostarczają części niestrawialnych, jak np. chruściki, skorupiaki lub niektóre owady lądowe – chrząszcze, pluskwiaki, itp.). Trudno jest mi natomiast określić jaki wpływ na kondycję ryb miało odżywianie się rybami.

o mnie
Studiował na Uniwersytecie Sophia(ang.) w Tokio (1975–1976) i w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (1976–1980). W 2004 obronił na SGH napisany pod kierunkiem Bogdana Grzelońskiego doktorat Gospodarcze i społeczne znaczenie ryb w Polsce od X do XIX w.[2] W latach 1988–1992 pracował w Konsulacie Generalnym RP w Mediolanie, a w latach 1997–2001 i 2005–2009 w Ambasadzie RP w Helsinkach, w tym jako chargé d’affaires w 2007. Hobbystycznie zajmuje się wędkarstwem muchowym. Jest sekretarzem na Polskę brytyjskiego Stowarzyszenia Lipienia (Grayling Society), otrzymując w 2014 doroczną honorową nagrodę Broughton Trophy za wkład w działalność organizacji. Pełnił funkcję tzw. Organizatora Międzynarodowego (International Organizer) Mistrzostw Europy FIPS-Mouche w wędkarstwie muchowym w 2005 w Lesku,
Inne artykuły autora

Tags: P&L21, P&L23, P&L22