Dalsze refleksje nad udziałem Polski w mistrzostwach świata i Europy w wędkarstwie muchowym
Dalsze refleksje nad udziałem Polski w mistrzostwach świata i Europy w wędkarstwie muchowym
Z uwagą przyglądam się poczynaniom naszych zawodników na mistrzostwach Europy i świata w wędkarstwie muchowym. Do niektórych kwestii odniosłem się w P&L nr 37, a wnioski tam przedstawione nie utraciły na aktualności. Poniżej przedstawiam dalsze refleksje, dotyczące startu naszych drużyn w ostatnich latach.
1. Wyniki pierwszej i drugiej drużyny
Na mistrzostwach świata startuje jedna drużyna narodowa. Na mistrzostwa Europy od kilku lat Polska wystawia dwie drużyny. Oto miejsca zajęte w ostatnich czterech latach:
2005 2006 2007 2008 Średnio 2006-2008
I drużyna MMŚ 8 17 14 4 11.7
I drużyna MME 3 9 11 9 9.7
II drużyna MME 1 7 5 4 5.7
Z przedstawionych danych wyłaniają się następujące wnioski:
- II drużyna regularnie zajmuje wyższe miejsce, niż I drużyna, mimo, że startują w niej zawodnicy zajmujący niższe miejsca w klasyfikacji kadry Polski.
- Średnie wyniki obu drużyn z ostatnich lat nie można uznać za wyśmienite (pomijam wyniki z MME na Sanie w 2005 r., gdyż byliśmy gospodarzami). Nie uzasadniają one powszechnie przyjętej tezy, że Polska należy do światowej czołówki w wędkarstwie muchowym. Jesteśmy raczej gdzieś w środku tabeli.
- Wyniki osiągane na MME są na ogół lepsze, niż na MMŚ. Można to wiązać z faktem, że większość krajów najsilniejszą drużynę wystawia na MMŚ.
2. Dobór zawodników
Powstaje pytanie – dlaczego druga drużyna ma lepsze wyniki, niż ta pierwsza? Regularność i duże różnice wskazują, że nie ma tu mowy o przypadku. Odrzucam niekorzystne warunki pogodowe, złe losowania i działania „złych mocy”, jako uzasadnienie.
Moim zdaniem należy to wiązać z systemem doboru zawodników na MME i MMŚ, który jest wadliwy. Kryteria doboru naszej kadry nie są kompatybilne z wymogami, którym muszą sprostać zawodnicy na zagranicznych łowiskach. Na naszych zawodach dominuje rutyna.
-20-
Bardzo dobra znajomość Sanu i Dunajcu w zasadzie gwarantuje wysoką pozycję w rankingu kadry. Gdyby zostało zmienione kryterium doboru (np. więcej zawodów rozgrywano by w innych częściach kraju), wówczas byłyby przetasowania w kadrze. Teza, że osoby zajmujące czołowe lokaty na liście kadry są najlepsze w Polsce jest prawdziwa, ale tylko w odniesieniu do przyjętego kryterium. Nie jest ona tożsama z oczekiwaniem, że te właśnie osoby gwarantują najlepszy wynik drużyny narodowej na łowiskach zagranicznych.
Z danych zawartych w powyższym zestawieniu wyłania się wniosek, że gdyby na MMŚ zamiast I drużyny pojechała II drużyna, to wyniki byłyby lepsze. Moim zdaniem, nie jest to wniosek hipotetyczny, ale bliski prawdy. Co więcej, nie można nawet wykluczyć, że gdyby na zawody wysłano III drużynę, to byłyby medale.
Przyczyny tego stanu rzeczy należy upatrywać w różnicy w umiejętności zawodników dokonania analizy nowego łowiska i połowu na nim. W naszym systemie, jak już wspomniałem, dominuje rutyna. Najlepsi zawodnicy niejako „w ciemno” łowią na naszych wodach, w których znają każdy kamień i dołek, a także przyzwyczajenia ryb. Na zagranicznych wodach z zasady takie podejście się nie sprawdza, z uwagi na inne zachowanie się ryb.
Wychodząc z tego założenia - moim zdaniem - na największy szacunek zasługują zawodnicy regularnie zajmujący czołowe lokaty, a którzy mieszkają daleko od terenu zawodów. Muszą oni bowiem nadrobić słabszą znajomość łowiska lepszymi umiejętnościami analitycznymi. Te właśnie umiejętności są najbardziej przydatne podczas zawodów za granicą. Nie jest sztuką wygrywanie na swojej wodzie. Sztuką jest pokonanie przeciwnika na jego wodzie.
Dobór zawodników na MME i MMŚ nie jest łatwą sprawą. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla trenera, a zarazem trudnym do krytyki przez osoby, które nie zakwalifikowały się do kadry, jest powołanie osób znajdujących się na czołowych miejscach w rankingu kadry. Życie pokazuje jednak, że nie jest to optymalne rozwiązanie z punktu widzenia możliwości zdobycia medalu na zawodach. Być może, że wręcz skazuje nas na odległą pozycję!?!
Moim zdaniem, dobór reprezentacji Polski powinien uwzględniać:
- Charakter łowiska, na którym odbędą się zawody mistrzowskie.
- Predyspozycje zawodników do połowu na takim łowisku.
- Umiejętności analityczne zawodników i połowu na nowym łowisku. W coraz większym stopniu czynnikiem decydującym o końcowym wyniku są wiedza i myślenie. Zwracam szczególną uwagę na ten czynnik, gdyż z zasady łowię na nieznanych mi łowiskach, ze względu na mój „wędrowny” tryb życia i preferencję do nowych wyzwań. Poza tym, dla mnie wędkarstwo jest w głównej mierze rozrywką intelektualną. Sami zawodnicy zaś przyznają po zawodach, że mają za mało czasu przed zawodami na rozpoznanie łowiska. Pewnym rozwiązaniem byłoby rozpoznanie terenu zawodów na rok przed imprezą. Nie przeceniałbym jednak takiego posunięcia, gdyż warunki mogą się zmienić i na bieżąco należy dostosować taktykę do sytuacji. Trzeba więc jak najlepiej wykorzystać to, co jest dostępne. Kto lepiej na bieżąco dopasuje taktykę, ten wygrywa.
3. Połów na jeziorze
W Polsce ciągle pokutuje pogląd, że piętą Achillesową naszej drużyny są wody stojące. Jest to błędny pogląd. Wyniki naszych zawodników pokazują, że na wodach stojących radzą sobie oni dobrze. W latach 2007-2008 statystycznie na rzece średni wynik wynosił 8.9, a na
-21-
jeziorze 9.0 (zob. Tab. 1). W praktyce, wyniki polskich drużyn są jeszcze lepsze na jeziorze, z uwagi na dużą liczbę zerowych wyników innych drużyn. Widać to na przykładzie ostatnich MME. Oto jak kształtowała się czołówka na jeziorze:
BEL - 24
POL 1 - 37
ITA - 44
ESP 1 - 53
POL 2 - 55
ROM - 58
Warto zwrócić uwagę, że Czesi zdobyli na tych zawodach srebrny medal, mając raczej przeciętne wyniki na jeziorze.
Tabela nr 1. Średnie wyniki polskich drużyn na rzekach i jeziorach w latach 2007-2008.
|
MME 2007 |
MME 2008 |
MMŚ 2007 |
MMŚ 2008 |
Średnio |
|||
|
I druż. |
II druż. |
I druż. |
II druż |
||||
|
Rzeki |
8.7 |
6.4 |
11.3 |
7.9 |
12.0 |
7.3 |
8.9 |
|
Jezioro z łodzi |
10.7 |
8.7 |
7.6 |
11 |
11.4 |
8.1 |
9.0 |
|
Jezioro z brzegu |
6.8 |
7.6 |
|||||
Wnioski
Należy zmienić system doboru zawodników reprezentujących Polskę na MME i MMŚ. Im szybciej odejdziemy od opierania się wyłącznie o listę kadry, tym lepiej. Pełna autonomia trenera kadry w tym względzie nie może podlegać dyskusji. Trener powinien być rozliczany z wyników drużyny, a nie zgodności składu drużyny z listą rankingową kadry.
Należy rozważyć zmianę roli zawodnika rezerwowego. Nie powinien to być specjalista od wykonywania much, lecz pełnowartościowy zawodnik, któremu z góry jest przypisana określona funkcja. Z doświadczenia innych drużyn wynika, że powinien to być specjalista od wód stojących (gdy większość tur odbywa się na rzece).
Aktualnie co najmniej trzy drużyny stale zajmują wyższe miejsca niż Polacy: Czesi, Francuzi i kraju gospodarza (dlatego pomijam wyniki z MME w Lesku, choć i tu powinna zastanowić wyższa pozycja II drużyny). Kontynuacja obecnego systemu oznacza, że nie będziemy mieli dużych szans na regularne zdobywanie medalu. Moim zdaniem, w pierwszej trzydziestce rankingu kadry mamy jednak zawodników, których stać na wygranie zawodów.
O końcowym wyniku z zasady decydują umiejętności na rzece. Wyniki naszych zawodników pokazują, że nie wykorzystujemy w pełni naszych możliwości.
U nas preferowany jest model szarży ułańskiej, z nadzieją, że z licznego grona zawodników startujących w MME któremuś uda się zdobyć medal. Wyniki wskazują, że może raczej warto skoncentrować się na jednej drużynie, ale dobrej. Dobrze się jednak stało, że Polska wystawiała dwie drużyny w ostatnich latach. Pozwoliło to obnażyć niedociągnięcia obecnego systemu. Inna sprawa, czy decydenci i zawodnicy zechcą wyciągnąć wnioski z dotychczasowych doświadczeń, bo łatwiej jest dyskutować o sukcesach, niż porażkach.